24 lipca 2012

WISHIN' & HOPIN

Trochę dłuższa przerwa w pisaniu. Nie szkodzi. Chyba wytrzymaliście - tych parę osób, które tu zagląda? Jednak dzięki tej przerwie udało załatwić się to, co spędzało mi sen z oczu bardziej niż wizja studiowania medycyny. Mieszkanie 3W. Wymarzone. Wybrane. Wynajęte. Miałem szczęście, naprawdę. Razem ze znajomymi (z niektórymi znam się od podstawówki!) znaleźliśmy naprawdę fajny kąt. I co, że na Kabatach! I co, że koniec Warszawy! Ale za to przy samym metrze. W tym momencie your argument is invalid. I nie dość, że metro. Pod nosem także Tesco, basen i w ogóle cuda na kiju, a osiedle strzeżone, spokojne, ciche... Nie podejrzewałem, że zacznie się tak dobrze. Marzenia się spełniają. Dzięki temu od 2 dni  chodzę z głową w chmurach. Ale to nie jedyny powód.
Swego czasu miałem dylemat: CMUJ czy WUM. Jak wiecie wybrałem drugie, ale gdzieś w zakamarkach istoty szarej krążyły myśli o może UJ? Jednak teraz wiem, że podjąłem właściwą decyzję. I w decyzji nie utwierdziły mnie jakieś statystyki, wyniki, tabelki czy inne pierdoły. Utwierdzili mnie ludzie. A właściwie ich otwartość, chęć pomocy. Może to naiwność z mojej strony, pewnie każdy jeszcze ujawni swoją dark side, ale jak na razie...Wow! Jeszcze nie mamy indeksów, ba! Jeszcze nie dostaliśmy listu z oficjalną informacją o przyjęciu, a na fejsie już potworzyły się grupy, ludzie chcą się spotykać, integrować, pić i razem bawić. Piękne. Ale sympatyczni okazują się nie tylko przyszli pirszoroczni. Studenci starszych lat! Wyobrażałem ich (Was) sobie jako wywyższających się nibymedyków, gardzących młodszymi w WUMowskim stażu (sory, ale tak myślałem). A tu niespodzianka! Chętni do pomocy, oferujący swe rady, dzielący się doświadczeniem. Really good job. Po prostu zajebiście! 
Już niedługo spotkam pewnie także czarne charaktery, zarówno wśród starszych jak i rówieśników. Kto wie, może sam stanę się jednym z nich... studia zmieniają człowieka. Tak przynajmniej słyszałem. Jednak to nie ważne. Ważne jest pierwsze wrażenie, które jest nadzwyczaj pozytywne. Dlatego coś napiszę. I wiem,  że będzie to bluźnierstwo. Wiem, odszczekam je jeszcze 97348659 razy. Ale i tak to napiszę: 
Pieprzyć wakacje! Ja chcę studiować!


16 komentarzy:

  1. Kabaty są dobrą miejscówką :) I metro i na "łono natury" blisko i nocnych też trochę jeździ :)

    Pamiętam moje podekscytowanie studiami - niby to tylko dwa lata temu, a wydaje się taaak dawno :P
    A co do ludzi na uczelni, pełen wachlarz możliwości: spotkasz takich, co będą z tobą zawsze, a znajdą też się i tacy, co z maila roku będą usuwać materiały, żeby inni nie mogli się nauczyć. Wszystko jest do przeżycia.
    Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mieszkałem stację metra bliżej na pierwszym roku, nie było aż tak źle ;-) Bedziesz miał bezpośrednie 504 spod tesco pod samo centrum dydaktyczne ;-) Ja osobiście lubię służyć pomocą młodszym, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie musisz odszczekiwać ostatniego zdania :) Bo 'studiowanie' to najprzyjemniejsza sprawa, którą trzeba oddzielić od nauki, bo to dwie różne sprawy :-) I to zrozumiałe, że nie możesz się tego doczekać, bo to miła odmiana po liceum, nawet jeśli było fajnie, to teraz będzie tylko fajniej ;)

    Ja z kolei mogę pomóc ze sprawami IWL ;-) Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  4. Niech Ci się nie spieszy, korzystaj z wakacji póki możesz, bo kiedy Twoi znajomi nie z lekarskiego będą leżeć do góry tyłkiem do prawie samej sesji tylko zdążysz juz milion razy się zestresować licznymi kolokwiami, choć jak później zobaczysz wcale nie było ich tak dużo na 1 roku. Widziałam na FB, że chyba chcesz się przenieść na IWL i szczerze odradzam, też jak się dowiedziałam, że jestem na IIWL to chciałam się przenieść, bo słyszałam, że jest gorszy, a to wcale nieprawda, w każdych rankingach wypadamy lepiej niż IWL. Pewnie przeraża Cię to, że trochę trzeba się najeździć na IIWL, ale wcale się tego nie odczuwa tak naprawdę. Zaleta IIWL jest to, że jest nas dużo, dużo mniej niż na IWL i nas w grupach klinicznych jest najczęściej 4 max 5 osób, nie ma tłoku, a lekarze mogą bardziej skupić się na studentach, a również pacjenci nie czują się tak osaczeni przez studentów. Więc dobrze Ci radzę zostań na IIWL, tutaj wszyscy się znamy jak nie dobrze, to przynajmniej z widzenia, bo łatwiej jest ogarną 120 osób od 400, poza tym tam jest dziwna atmosfera podkładania sobie tzw. świni, niezdrowego współzawodnictwa i ogólnie wszystkie złe cechy, które pojawiają się tam, gdzie jest za dużo ludzi.
    W razie pytań służę pomocą. Pozdrowienia!

    PS nie ucz się z bochenka, go można o tak sobie czytać, bo nauka z niego to trochę strata czasu, choć nie wiem do końca jak to teraz jest, bo są testy za mojego rocznika pytali jeszcze ustnie i Skawiny spokojnie wystarczały :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dałem ogłoszenie, to prawda, ale nie mam parcia na IWL :). Jak napisałem, rozważam to. Co do moich największych obaw związanych z IIWLem, to większe rozproszenie zajęć na dalszych latach, traktowanie troche po macoszemu przez uczelnię, no i mniejsza ilość godzin niektórych zajęć. Na forum przeczytałem, że niekiedy w klinikach nie zawsze wiedzą co zrobić ze studentami z IIWL. Ale z drugiej strony, słyszę mnóstwo opinii (podobnych do Twojej), że dużo osób chciało się przepisać, ale zostali i jest im bardzo dobrze, wcale nie żałują. Zastanawia mnie tylko, czy faktycznie tak jest, czy to może dobra mina do złej gry?

      Usuń
    2. Takie forumowe opinie często trzeba brać z przymrużeniem oka, bo są aż do porzygu subiektywne.
      Mam wielu znajomych na IIWL i póki co nie słyszałam, żeby ktoś żałował przydziału. Egzamin z anatomii oblało u nich statystycznie mniej osób niż u nas, a i moim zdaniem oni w swoich grupach anatomicznych w większości trafiali na fajnych asystentów (są ze 2 wyjątki, ale na IWL częściej można trafić na kogoś kto znika na większość zajęć albo układa 'sympatyczne' kolokwia). Różnice w planie zajęć to nie jest żaden problem, bo do wszystkiego można się przyzwyczaić :)

      Bez przesadyzmu. Nawet jeśli zapytasz 50-letnich lekarzy po WUMie to dowiesz się o przekomarzaniu, który wydział jest lepszy. Oczywiście każdy mówi tak o swoim ;-) A takie gadanie, że 'wy jesteście słabsi, macie mniej godz itp itd' tylko zaostrza i przedłuża te konflikty na kolejne roczniki.

      Usuń
  5. Szczerze to Twoje szanse na to, aby się przenieść na IWL są dość nikłe, bo A raczej nikt nie chce się zamienić, bo wśród przed pierwszorocznych panuje przekonanie, że na IIWL jest taka tragedia z zajęciami, że nie ma czasu, aby przenieść się z jednych zajęć na drugie, a to kompletna bzdura wystarczy tylko trochę organizacji i zwykła gadka z prowadząćym, aby przesunąć zajęcia o jakieś 10-15min. To co lubię najbardziej na IIWL to ta atmosfera wśród studentów, że jakby nie patrzeć, znamy się przynajmniej z widzenia, nie ma takiego problemu z obiegiem materiałami dodatkowymi, pomocniczymi, nie istnieje taka konkurencja, jak na IWL mojego rocznika, może na innych jest inaczej, ale tutaj ludzie potrafią kasować materiały na wspólnych pocztach i wyzywać się od różnych takich nie będę już przytaczać, ogólnie nie zbyt miła atmosfera jest na tym IWL.

    To, że lekarz nie wie, co zrobić ze studentami, to już zależy od niego, a nie od wydziału, bo wszędzie można trafić na lepszego i gorszego asystenta. Ja mam świetne doświadczenia z asystentami z Pediatrii na Marszałkowskiej, asystenci są wspaniali, w większości to byli studenci IIWL, więc można pogadać, że przez 15 lat nie wiele się zmieniło :D. Większość klinik od 4 roku odbywa się na Bródnie, to trochę kawałek, ale spokojnie mnie akurat z Mokotowa zabiera to 40-50min, więc nie jest to jakiś masakryczny czas, poza tym do tego czasu możesz się przeprowadzić w okolice Bródna. Tak to przez pierwsze 3 lata raczej zajęcia są w Śródmieściu i na Ochocie.

    Pamiętaj, że od samego początku może Cię czekać wiele rozczarowań, ale nie ma co się przejmować i iść do przodu, jak Twój asystent nie będzie skory do pokazywania na preparacie (ja miałam takiego patrz dr Zdun) można zawsze podejść do innej grupy i czegoś sie dowiedzieć poza tym są również bardziej rozgarnięci studenci, którzy pokazują, czasem pojawiają się studenci z Koła Anatomicznego i też coś pokażą, jak się o coś ich spyta.

    O i już teraz informuję, że 2gi rok to jest leżenie i pachnienie, bo jest strasznie mało zajęć, więc radzę wykorzystać drugi rok, do całkowitych zabaw studenckich, bo już drugiej takiej okazji nie będzie. Poza tym radzę przez 1 i 2 rok się wyspać, bo od 3 już do końca dzień w dzień wstaje się na 8 z małymi odchyleniami.

    Radzę również tak nie kupować nowych książek w początkowych latach, bo trochę szkoda kasy, najlepiej wypożyczyć z biblio, ale to trzeba mieć trochę farta, albo kupić o straszych roczników, bo nie przepłacisz, często te podręczniki są w dobrym stanie, a nie za mniejsza kwotę sprzedasz potem kolejnym młodszym. Jak masz juz Bohenka to zaopatrz się konicznie w rysowanego Sobotte i ilustrowanego McMinna bo bez nich, ani rusz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może po 1. roku ciężko jest mówić o doświadczeniu w kontakcie z ludźmi z wydziału, ale ja jak na razie odczuwam same pozytywy. Baza jest robiona wspólnie, materiały na mailu roku są przeróżne, ludzie wstawiają nie tylko takie starocia z klastesa, ale też własne zdjęcia testów, preparatów i nie zdarzyło się, żeby ktoś coś kasował. Nie wątpię, że to się może zmienić, ale nie demonizujmy, no błagam. Nie od dziś wiadomo, że na tych studiach trzeba sobie budować niezły pancerz i wewnętrzną odporność, żeby poradzić sobie ze stresem i tzw. 'niezdrową konkurencją', która rodzi się pomiędzy niektórymi osobami. I wydaje mi się, że to raczej specyfika kierunku, a wydział nie ma tu znaczenia.

      Usuń
    2. Możliwe, ale z czasem ludzie robią się "sprytniejsi" i po pierwsze nie chcą się dzielić, a po drugie nie chcą, aby ktoś miał do tego dostęp, a im więcej ludzi tym większe prawdopodobieństwo wystąpienia takich jednostek, bo raczej o takich tu mowa.

      Po pierwszym roku to jeszcze wszyscy są zastrachani, nie czują się tak komfortowo, jak będą czuć się później i po jakimś czasie dopiero można stwierdzić z kim warto się przyjaźnić, a kto tylko udaje.

      Życzę miłego 2. roku i wykorzystania go jak najlepiej na zabawy i spanie, później będzie z tym coraz ciężej :P

      Usuń
    3. Możliwe, zobaczymy, po cichu liczę, że tak się nie stanie (ta moja wrodzona naiwność...;->)

      Dziękuję. Tak, słyszałam, że sen na II roku jest najważniejszy, bo trzeba go nadrobić na następne lata do końca studiów :)

      Usuń
    4. onshuu2. szczerze to jesteś pierwszą osobą od której słyszę, że bez McMinna ani rusz. spotkałem się z opiniami, że to strata pieniędzy, ponieważ sporo kosztuje, a pożytek z tego niewielki (jak w ogóle z atlasami fotograficznymi) Sobotte mam w pdf i nie bardzo mi podchodzi. barwy są strasznie przejaskrawione. wolę Nettera :D

      Usuń
    5. Netter lub Sobotta to już kto woli, ale nie radzę mieć na kompie, bo Ci oczy siądą, a jeszcze na pewno Ci się przydadzą, po szkoleniu bibliotecznym, jak będziesz miał szczęście to możesz wypożyczyc sobotte czy nettera przez neta. Jeżeli chodzi o fotograficzny, to moim zdaniem bardziej realistycznie widać na nim struktury anatomiczne, bo z tymi rysunkowymi nie zawsze wszystko sie tak pokrywa, poza zwłoki to nie model i mają swoje odchylenia. A McMinna moim zdaniem jest najlepszy miała jeszcze w rękach Yokochiego, ale tam prawie nic nie ma :P
      Przy nauce czaszki przyda Ci sie jeszcze taka książka autora na F (Felin czy coś takiego nie pamietam już) bo nigdzie tak dokładnie nie ma zaznaczonych wszystkich tych bruzd, przedsionków i ble ble :D

      Usuń
    6. @onshuu2, może chodziło Ci o Feneisa ? Książka świetna, chociaż to słownik anatomiczny. Znajdziesz tu praktycznie każdą strukturę. A jeśli czegoś nie ma w Fenesie, to albo nie jest ważne albo istnieje tylko w wyobraźni autora pytań :)

      Atlasy fotograficzne nie są do końca bezużyteczne. Fakt, czasu na nie raczej nie starcza, ale czasem warto spojrzeć. Mi się bardzo dobrze przeglądało z fotograficznego organy, zwłaszcza mózg, nerki, narządy płciowe, serce (w połączeniu z zakupionym w mięsnym wieprzowym serduchem :>). Miałam Vajdę, to jest stary atlas, ale fajny, bo te preparaty nie są takie 'wypucowane' jak w McMinnie albo Yokoshim (czyt. bardziej przypominają to, co dostaje się na zajęciach). A Yokoshi jest fajny, ale nie polskie wydanie - angielskie jest BARDZO obszerne, tylko proporcjonalnie droższe.
      Ale bez spiny, da się przeżyć bez atlasu fotograficznego ;) Zdjęcia szpilek, które krążą wśród studentów w zupełności stykną.

      Usuń
    7. Tak, tak o tę książkę, nawet najstarsze wydanie będzie przydatne :D.
      To się zgadza, ale można fotograficzny przed kolokwialnymi szpilkami poprzeglądać, bo przed egzaminem to najbardziej przydatne są zdjęcia od studentów, bo wiele rzeczy się powtarza z roku na rok...

      Usuń
  6. Poważnie zastanawiam się nad zamianą z I na IIWL, jak tylko porozmawiam z rodzicami to dam znać Ci na maila. Mieszkam na bródnie więc jezeli dotrwam do praktyk to szpital bródnnowski- baza wypadowoszpitalowa IIWL- mam blisko :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Byłbym bardzo wdzięczny za kontakt. Widzę, że moimi rozważaniami co do I i IIWL skłoniłem niektórych do dłuższych wypowiedzi. To fajnie. W takim razie postaram się w następnym poście przedstawić swoje, jeszcze laickie spojrzenie, jak ta bitwa wygląda z zewnątrz

      Usuń