13 sierpnia 2012

A CHANGE IS GONNA COME

Jaaaka nuda. Rany boskie. Kolejny dzień pogoda jak pod psem, ani wyjść na rolki (rower mi ukradli), ani w ogóle zrobić coś na zewnątrz. Niby lubię siedzieć w domu, ale kontakt ze światem też jest potrzebny. Dla zdrowia psychicznego. Wczoraj, późnym popołudniem trochę się przejaśniło i uwierzyłem, że zobaczę tak wyczekiwany pokaz spadających meteorytów. Ale nie. No jakbym mógł zobaczyć. Gdy się ściemniło, takie chmury nasunęły, że Księżyca bym nie zobaczył, choćby był w pełni. Nuda. 
Z tego wszystkiego oglądam sobie od początku "Chirurgów". Po raz kolejny. A mimo to bardzo się wciągam. Naprawdę podoba mi się ten serial. A to, że jest to serial medyczny to tylko wiśnia na tym torcie. Ciekawi mnie, jak będę na niego patrzył, jako student, a później lekarz. Ile nieścisłości i bredni w nim dostrzegę... Jak na razie, to śmieję się za każdym razem, gdy widzę, jak ci "chirurdzy" uciskają serce. Mi licealna edukacja (która w tym zakresie była akurat bardzo dobra) wystarczy, żeby stwierdzić, że robią to potwornie.

Przejrzałem też już Nettera. Ale się nie uczę. Broń Boże! Widziałem na fejsie parę nadgorliwych osób, pytających, z czego najlepiej się teraz uczyć. To jest straszne, ale może jest w tym jakiś przebłysk mądrości... Ja nie wiem. Sam przejrzałem atlas, Skawinę i Sawickiego (tyle na razie mam) żeby rozeznać się w ich strukturze, co i gdzie. Ale tyle natenczas wystarczy. Nauki w sierpniu nie pochwalam, ale zacząć zajęcia bez zaglądania do podręczników tym bardziej. Jeszcze trochę czasu zostało, choć upływa dosyć szybko (paczcie go! zdziwiony, jak codziennie budzi się na śniadanie, a tu obiad), jednak jakoś nad tym nie ubolewam. Moi rodzice śmieją się, że na każde wspomnienie o wyprowadzce i mieszkaniu w Warszawie aż mi się oczy świecą. Coś w tym jest. Nadchodzą zmiany, których wyczekuję od dłuższego czasu. Choć muszę przyznać, że myśli o medycynie nie trwają wiecznie. Od niektórych słyszę, jak od dziecka chcieli pomagać, leczyć i w ogóle. Mi to się zaczęło się dopiero pod koniec 1 klasy liceum. 
Pamiętam, jak to było na początku:
Wujek: Adrian, a nie myślałeś o medycynie?
Adrian: puka się w głowę.
Teraz pukam się w głowę, jak ktoś mi mówi o innym kierunku. Kto by pomyślał?! Jeszcze niedawno zaczynało się liceum, a już przychodzi studiować. Eeeh... Parszywa pogoda skłania do nietypowej dla mnie zadumy nad przeszłością. Bleeee. Trzeba wziąć się w garść, bo jutro muszę zadzwonić do dziekanatu w sprawie mojego przeniesienia na IWL (a wiadomo, że każdy kontakt, nawet telefoniczny, z tymi kobietami to osobliwe przeżycie). Właściwie to tylko formalność. Chyba. Ale chcę oficjalnie to usłyszeć, ponieważ mam w zanadrzu post, o którym już wspomniałem, a z którym zwlekam od dawna, za co niezmiernie przepraszam.
Ponadto korci mnie, żeby poświęcić trochę miejsca i czasu i poruszyć temat eutanazji. To nie żadne widzimisię. Na którymś z blogów przeczytałem opinię świeżo upieczonego lekarza, który wypowiedział się na ten temat. Aż mną zatrzęsło. Ma on prawo do swojego zdania, które szanuję. Jednak nie wzburzyło mnie odmienne zdanie, ale to, jak ten człowiek spłycił temat. Bardzo poważny. Zawiły i złożony. O czym jako lekarz powinien doskonale wiedzieć. Eeeh... Chciałem popełnić odpowiedni komentarz, ale dałem sobie spokój. Jednak do tematu wrócę, prędzej czy później. Tak tego nie zostawię.
Dziękuję za uwagę, do widzenia. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz