04 sierpnia 2012

PERFECT LITTLE ACCIDENT

Ależ się dziś działo. Miałem swój pierwszy kontakt z SORem i ogólnie bliższy kontakt ze szpitalem. Huhu, podniecenie tym faktem osiągnęło sufit. Ta wizyta to nie z własnej przyczyny. Mamie ciągnąc walizkę po schodach na dworcu coś strzeliło w nodze no i stało się. Rozpoznanie: skręcenie i naderwanie w obrębie wiązadła bocznego kolana. Chyba poważne, ale nie wiem w jakim stopniu. W każdym razie będą konsultacje z ortopedą, który ma zdecydować co i jak dalej. Jednak nie o tym...
Nie chcę trafić do jednego worka z ludźmi oznaczonych etykietą "wiecznie narzekający". Jednak jakoś ta wizyta nie zrobiła na mnie specjalnie pozytywnego wrażenia. Szpitalny oddział ratunkowy zawsze wyobrażałem sobie jako dynamiczny, pełen ludzi, krzyku, płaczu, krwi, rachu-ciachu, tu pacjent z wypadku, tam z katastrofy. Nie mogę. Jaki człowiek głuuupi! Naoglądałem się tych Hałsów, Chirurgów, Na dobre i na złów i tak się potem myśli. Oczywiście zdawałem sobie sprawę, że to tylko serialowa fikcja. Nie jestem AŻ tak naiwny, ale jednak jakiś ślad po tym zostaje. A tu lekka niespodzianka (żeby nie powiedzieć zawód). Może i jak jest wypadek to faktycznie czuć ten dreszczyk. Ale dziś było baaardzo statycznie. Cholera, nie trafiłem na okazję.
Parę osób na krzyż w kolejce, a 2,5 godziny zleciało w poczekalni. To chyba i tak niedużo. Ale mogłoby być krócej, gdyby pan oglądający coś w telewizji zajął się tym, czym powinien.
Powiecie: o kolejny typowy Polak co tylko narzekać potrafi. Otóż nie. Nie narzekam. Szczerze, to nawet ze spokojem godnym przyszłego studenta medycyny (what?) próbowałem uspokoić mamę tłumacząc, że na pewno mają dużo spraw na głowie. Ale widząc tego pana wpatrującego się w TV, zdawałem sobie sprawę, że oszukuję sam siebie.
Mówi się o wiecznym gderactwie Polaków, ale chyba znikąd się ono nie bierze, nie? Gdyby wszystko działało tak jak należy, nie byłoby powodów do narzekania. Myślicie, że to możliwe? Póki nie zacząłem medycyny i studia nie wypłukały mnie z ideałów, wolę wierzyć, że tak. Jednak już widzę komentarze: "zobaczysz, jak zaczniesz studiować", "zobaczysz, jak skończysz studiować", "zobaczysz jak zaczniesz pracować" itepe itede. Lajf is brutal and ful of zasadzkas
Oprócz czekania, na które byłem przygotowany, razem z mamą spotkaliśmy przeeeesympatyczną panią radiolog (czy jaki ona tam tytuł miała), która widząc, że idziemy na prześwietlenie, powitała nas spojrzeniem pt. "Czego kurwa?". Kochana kobieta. Nie wymagam banana na twarzy ani podskoków radości, ale przynajmniej można by kontrolować tę pogardę. Jednak wychodzę z założenia, że wszyscy ludzie są z natury dobrzy (błędne założenie, często natychmiast obalane), to mam nadzieję, że tą panią po prostu zabolała głowa lub noga i dlatego tak na nas spojrzała. Następnym razem będzie o niebo lepiej.
Chyba tyle. Cóż więcej pisać. Pozostaje mi tylko życzyć, i mi i Wam, abyśmy sami nie stali się tacy, jak ludzie, na których dziś narzekamy... Ale jak to zrobić, he?

PS Wypracowanko cały czas się smaży :D

6 komentarzy:

  1. Jakbym widział siebie. Też czasem się oszukuję, jacy to oni są zajęci ratowaniem świata - bo w końcu to grupa społeczna do której mam należeć, zatem trochę się już utożsamiam. Jest jednak masa ludzi, którzy mają się za niewiadomo kogo, vide Twoja pani radiolog.

    To, żeby wszystko grało jest możliwe, jasne. To jest trudne, ale do zrobienia. Być może to jest jakaś sinusoida, jak się człowiek do tego ustosunkował. Mimo że spotkałem na swojej drodze sporo ludzi, którzy nijak się do mojego wyobrażenia lekarza mają, to ostatnio zaczynam wracać do swoich marzeń i ideałów, bo widzę, że jednak nie ja jeden je mam...

    Co do soru - zależy od szpitala, ale GA to nie będzie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja momentami zastanawiam się, czy to przypadkiem nie są tylko i wyłącznie polskie realia. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. No niestety, ja też często wmawiam sobie, że tak musi być, że wszystkiemu winny jest system zdrowotny, że to nie wina lekarzy...ale mydlę sobie tymi wymówkami oczy, bo chyba chciałabym, żeby tak było ;-)

    Tak jak Tomq, wiem, ze to jest do zrobienia. Najgorsze jest tylko to, że mogę jako jednostka starać się i wypluwać flaki, żeby wszystkich zadowolić, a wystarczy że w zespole, w którym się pracuje trafi się na lekarzy o których wspominasz w poście i od razu cała pozytywna opinia się zeruje.

    OdpowiedzUsuń
  4. No niestety, ale tak to jest, bo po prostu szara rzeczywistość zabija chęć "niesienia pomocy potrzebującym". Przez 6 lat rezydentury tj. robienia specjalizacji z tego, co słyszałam zarabia się ok 35-40 tys. rącznie, mało to nie jest, ale nie oszukujmy się kokosy, to też nie są za to, ile spędza się czasu w pracy, jak często trzeba się dokształcać i jak bardzo odpowiedzialny jest to zawód. Już nie będę wspominać o stawkach na stażu, bo to żal.pl, ale wprawdzie to tzw. okres próbny, w którym za nic prawnie się nie odpowiada.

    Lepiej zacznij zapominać, o tych serialach bo nie tylko SOR rozczarowywuje, ale ogólnie cały zawód lekarza, bo więcej jest pracy papierkowej, wypełniania druczków itd. niż samego leczenia i badania, ale cóż to wina tylko i wyłączni biurokracji i tego, że ubezpieczenie jest państwowe z NFZ, ale miejmy nadzieję, że zmieni się to prędzej niż później, bo jakby nie patrzeć prywatyzacja służby zdrowia jest nieunikniona.

    I na marginesie mamie nic nie będzie, tylko niech lepiej ma jakoś usztywnione kolano (ale nie opaska uciskową, bo zwiększa się zapalenie) to więzadło się ustabilizuje i niech lepiej więcej odpoczywa niż chodzi :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzięki. W sumie w całym nieszczęściu jest tez jakiś plus, jeśli można tak to nazwać :/ Mam okazję robić zastrzyki przeciwzakrzepowe, co jest niesamowite dla (jeszcze) laika.
    A nogę trzyma w takim stabilizatorze:
    http://zabrze.olx.pl/orteza-stabilizator-kolana-donjoy-cooltromadvance-iid-126696539

    OdpowiedzUsuń
  6. Przeczytałam od początku, ale ślad zostawiam pod ostatnim postem. Miałam wrażenie, że czytam o samej sobie. Najpierw ogromna radość z dostania się, potem tysiące myśli jak to będzie, przeglądanie potrzebnych materiałów, spędzanie czasu na fejsikowej grupie. Ciekawe czy to specyfika lekarskiego czy wszyscy przyszli studenci tak mają :D W kazdym razie zgadzam się z Tobą w zupełności: pieprzyć wakacje, chcę już październik!

    OdpowiedzUsuń