29 września 2012

A HARD DAY'S NIGHT

Proszę Szanownych Kolegów Studentów i Innych Nie-Studenckich Czytelników, pierwszy tydzień za mną! Fuck yeah!
Od czego tu zacząć? Głowę mi rozsadza. Przez tydzień działo się tyle, że mam problem ubrać to w słowa. Wiem, że większość osób najbardziej interesuje anatomia, ale żeby budować napięcie (tsaaa... już widzę jak czytacie to z ogromnym przejęciem) o niej będzie na końcu.

Minione parę dni wywarło na mnie pozytywne wrażenie. Grupa, w której jestem wydaje się być bardzo zgrana jak na sam początek. Zaskakuje mnie chęć powszechnej integracji. Muszę przyznać, że pod tym względem jest lepiej niż w liceum. Oby na paru spotkaniach nie skończyć.

O przedmiotach trochę trudno pisać, bo były dopiero pojedyncze zajęcia. Wiem, że fanem Pierwszej pomocy i elementów pielęgniarstwa raczej nie będę. Wbrew oczekiwaniom, do tej pory wykłady były ciekawsze niż seminaria. Ale klamka nie zapadła. Jest nadzieja na poprawę, więc z jednoznaczną oceną się wstrzymam.  
Na angielskim jest całkiem sympatycznie....A no właśnie! Zapomniałem napisać, że jednak mam angielski. Byłem na pierwszych zajęciach z francuskiego i niestety postanowiłem się pożegnać. Trochę przeliczyłem się ze swoimi umiejętnościami. W grupie osoby po kursach, wymianach za granicą i w ogóle obcykane (żolipapąse i te sprawy), a ja, biedny, po zwykłej maturze podstawowej. Może i wyciągnąłem 95%, ale to dalej tylko matura :/ Nie spodziewałem się tak wysokiego poziomu. To znaczy... Może nie wysoki, nie chcę demonizować, to mój po prostu nie był wystarczający. Czułbym się trochę nieswojo, gdyby było więcej yyyyyyy niż conversation en français, a coś mówić przecież trzeba. Szkoda, wielka szkoda, bo nauczycielka - wspaniała kobieta. Bardzo pozytywnie zakręcona. Trudno. Muszę zostać przy angielskim. Jakoś to zniosę.
Propedeutyka medycyny uzależnień. Tematyka: interesująca. Forma zajęć: trochę kuleje. Słuchanie przez prawie 4 godziny jest strasznie męczące. Ale dalsze zajęcia mają być bardziej urozmaicone. Zobaczymy co się z tego wykluje.Tylko to Bródno na końcu świata... muszę przez to wstawać o 6 bo zajęcia zaczynają się o 8. Chociaż na pierwsze oczywiście się spóźniłem (jak i na angielski - nie trudno się domyślić dlaczego). 

Histologia. Po anatomii chyba najbardziej pochłaniający czas przedmiot. Zajęcia mikroskopowe mogą być ciekawe - zawsze lubiłem oglądać mikroświat. Mam nawet swój mikroskop. Nie wiem jak to będzie po paru miesiącach analizowania i rysowania komórek, skrawków, tkanek, wycinków, wymazów. Pożyjemy, zobaczymy.

No i w końcu anatomia. I dupa. Naprawdę nie wiem,  jak to ocenić. Jestem w takim zawieszeniu.
Z jednej strony jest fascynująca. To wspaniałe uczucie, że ucząc się coraz więcej, widzę jak dużo mi jeszcze zostało. Nie przeraża mnie to, ale motywuje, ponieważ mam jakiś cel - przynajmniej na najbliższy rok. Z drugiej jednak strony mój zapał studzi trochę osteologia. Bleeee. Kości jak kości - wchodzą w miarę bezproblemowo (co nie znaczy, że szybko). Tylko te articulationes i ligamenta. Beznadzieja kompletna. Moglibyśmy się rodzić bez tego, nie płakałbym specjalnie. Ale asystent jest naprawdę w porządku. Elegancko tłumaczy, wymaga, a przy okazji traktuje studentów jak ludzi, a nie niższą kastę. To duży plus. W dodatku jak skończymy sreo osteo to będzie tylko ciekawiej. Przy okazji i trudniej, ale mam nadzieję, że interesująca tematyka zrekompensuje trud włożony w naukę. Takie tam moje naiwne oczekiwania.


Przez ostatni tydzień, dzień za dniem utwierdzałem się w przekonaniu, że te studia są dla mnie. Minęło niewiele czasu, ale jestem przekonany, że słusznie wybrałem. Teraz tylko pozostaje odliczać czas do pierwszego kolokwium. Impressio ligamenti costoclavicularis, strzeż się!


PS Powodzenia wszystkich, którzy zaczynają swoją zabawę w doktora od poniedziałku!


7 komentarzy:

  1. Koledzy i Koleżanki dzisiaj są zgrani, ciekawe kiedy zacznie się wyścig szczurów? ;)
    Pamiętam jak w Pozku zapytałam na zajęciach z histologii o mikroskopy, to dostałam taką, że tak brzydko napiszę zjebkę z serii 'przecież żyjemy w XXI wieku, mamy komputery, a Pani chce pracować na mikroskopach?' I tak to jechaliśmy w programie na komputerach i oglądaliśmy preparaty, lupka i przybliżanie, zero frajdy. Jednak co mikroskop to mikroskop, nawet jak człowiek męczy się z ustawieniem, aby tam cokolwiek zobaczyć.

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja czekam i czekam na tą pierwszą anatomię... ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Sam trafiłem na asystentkę, która kazała nam umieć tylko po polsku, łacina tak przy okazji (no bo już nas nie obowiązuje, no ale przydałoby się coś znać), a angielski (który jest od tego roku głównym językiem, zamiast łaciny, na anatomii) możemy sobie odpuścić, bo ona go nie zna ;P

    OdpowiedzUsuń
  4. Teraz oby przejść czaszkę i oby do pierwszego kolokwium... ;-)

    A tak na serio, to dobrze, że cieszysz się ze swojego asystenta - skoro jesteś z IIWL to na pewno trafiłeś dobrze, bo tu jest jednak większe prawdopodobieństwo trafić na kogoś sensownego ;-) Gdybyś napisał, że trafiłeś na Starszą Panią, to złożyłabym kondolencje ;-) (o ile jeszcze uczy...:P)

    Powodzenia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uczy, uczy, ale na szczęście nie mnie, choć grupę w tej samej sali prosektoryjnej. Miałem ostatnio przyjemność być na jej wykładzie. Wytrzymałem niecałe 20 minut :D

      Usuń
  5. Będzie zajebiście jak za dziesięć lat zostanie Ci jeden procent tego, co się na anatomii uczy

    OdpowiedzUsuń