01 listopada 2012

IT'S A LONG WAY BACK

Nareszcie przyszedł oczekiwany od dawna długi, listopadowy weekend. Dla mnie i tak zbyt krótki. Dlatego postanowiłem go sobie przedłużyć i do rodzinnego miasta wróciłem już we wtorkowy wieczór. Środa to w moim planie dzień języków obcych, takie pierdoły, więc pozwoliłem sobie odpuścić. Tym bardziej, że nie przepadam za tymi przedmiotami, a na angielskim mam do bezkarnego wykorzystania 2 nieobecności na semestr. Dlaczego miałbym nie skorzystać?
Większym problemem jest łacina. Nieobecność (Adrian? Ab est!) będę musiał niestety odrobić na dyżurze. Ale na razie się tym nie martwię. Jak pomyślę, że siedziałem sobie w domu, gdy inni słuchali tego pieprzenia o deklinacjach (i alfabecie greckim!) to aż mi się serce raduje. Jaki ja głupi byłem, jak pisałem, że czekam na język łaciński. Mój zapał wygasł po pierwszych zajęciach. Jak dobrze, że skrócili nam to do 1 semestru. Chociaż... Z drugiej strony szkoda, ponieważ język sam w sobie jest ładny i zawsze wyobrażałem sobie siebie piszącego rozpoznania i recepty po łacinie. Tylko te zajęcia tak skutecznie mnie zniechęcają, że będę musiał chyba zmienić moje wyobrażenia. Albo znaleźć więcej samozaparcia i uczyć się mimo wszystko. Zobaczymy.

Na anatomii zaczął się OUN. Woaaaaa! Ale tu jest nauki! Siedziałem w sobotę, niedzielę i trochę w poniedziałek, a na wtorkowej, pierwszej wejściówce (dr Grey zapowiedział, że mamy mieć teraz na każdych ćwiczeniach) miałem tylko 9/20. Znam swoje możliwości i mnie ten wynik nie zadowala. Skupiłem się na początku na kole Willisa i tętnicach rdzenia, co wydawało mi się istotne (i jest w rzeczy samej), a zaniedbałem nerw rdzeniowy, który wydawał mi się łatwy (tam korzeń, tu gałąź, jakiś zwój - okej, nerw ogarnięty). Jak na zajęciach zaczął pytać o nerw (na szczęście mnie ominął) to oczy miałem jak 5 zł. O czym on mówi? - myślę sobie - Pierwszy raz o tym słyszę. Dlatego muszę się nauczyć uczyć. Jak wróciłem po anatomii do mieszkania, jeszcze przed wyjazdem do domu, wszystko pięknie rozrysowałem, rozpisałem i nerw rdzeniowy zrozumiałem. "Zrozumiałem" - dobre słowo. Bo układ nerwowy to nie osteologia. Tam trzeba było siąść i wykuć. Tutaj trzeba zrozumieć. Może dlatego budzi taki postrach wśród studentów. Ale mi to odpowiada. Im trudniejsze, tym ciekawsze. Nie jakieś nudne pitolenie o więzadłach i kościach. W OUNie faktycznie coś się dzieje. A jak pomyślę, ile jest jeszcze niewiadomych... Mmmmm.


Tyle o nauce. Starczy. Może coś o rodzinnych stronach - w końcu nie było mnie półtora miesiąca. Najdłuższa rozłąka do tej pory. Ale minęło względnie szybko. Wydaje mi się, jakbym wyjechał tydzień temu, a nie ponad miesiąc. Choć przyznam, że niektóre miejsca wydają się trochę obce. Mimo jesiennej szarości i trwającego cały czas remontu, widać jak centrum miasta (ha! hucznie nazwane) wypiękniało - szkoda, że wtedy kiedy ja musiałem wyjechać.
Wczoraj zabrałem rodzeństwo do miejsca, którego wg mnie nawet Warszawa może pozazdrościć (choć w paru podobnych byłem, to jednak to nie to samo... ale pewnie jeszcze za krótko tam mieszkam). Była genialna czekolada, herbata, piernik z malinami i placki dyniowe. Tego mi brakowało w biednym, studenckim życiu i znajdowało się dość wysoko na liście moich tęsknot - ciasto. Dlatego będąc w domu korzystam ile mogę i zapycham żołądek na ciężkie, zimowe wieczory. Neurony nie mogą być niedożywione. Eeeh... anatomia zagląda mi nawet do lodówki.

8 komentarzy:

  1. Heh, te rozpoznania po łacinie będziesz mógł pisać "sobie" bo jako takich, w dokumentach szpitalnych być nie może, oczywiście wg ISO;]/pozdrawiam znad morza i kubka kakao;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ooo tego nie wiedziałem. w takim razie moja motywacja całkowicie odpłynęła ;p
      pozdrawiam ze Wschodu znad kresomózgowia :D

      Usuń
    2. można, odsyłam do Rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia 21 grudnia 2010 roku w sprawie rodzajów i zakresu dokumentacji medycznej oraz sposobu jej przetwarzania na podstawie art. 30 ust. 1 ustawy z dnia 6 listopada
      2008 r. o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta.

      Usuń
  2. Super... Moja uczelnia, mój wydział, a teraz jeszcze moje miasto i moja kawiarnia... Świat jest taki mały.

    OdpowiedzUsuń
  3. Heh ja po doświadczeniu z liceum od razu wiedziałem, ze łacina to totalna nuda dlatego nie porwałem się na nią :D ( u nas jest w ramach fakultetu, ale do wyboru są też inne przedmioty w zamian) Może gdyby istnieli profesorowie, którzy potrafią zafascynować i nauczać tego języka wyglądałoby to inaczej.

    Medycyna na prawdę wchodzi w krew. Po miesiącu jej studiowania nie patrzę na ludzi jak na ludzi. Ciągle widzę jakieś stawy, nadkłykcie i inne mięśnie naramienne :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko pozazdrościć braku łaciny. Ile ja bym za to dał...

      Usuń
    2. Fowme, oby po kolejnym miesiącu znowu się to odmieniło, bo leczy się ludzi, nie przypadki, pzdr :)

      Usuń