30 listopada 2012

PIECE OF MY HEART

W tej Warszawie to chyba nie ma ładnej pogody. No całą jesień tylko chmury i deszcz, a jak na chwile wyjdzie słońce, to do mnie nie dosięga. W moim mieście to jakoś tak kolorowiej było, mniej przygnębiająco. Na razie pozostaje mi cieszyć się widokiem Pałacu Kultury. Szczególnie nocą. Zawsze mi się podobał.


W naszym mieszkaniu od początku dzieją się dziwne rzeczy. A to zginie kubek, a to patelnia (ta akurat się znalazła, ale po kubku z Nescafe ślad zaginął), a to grzebień, a to skarpetka - po dwóch miesiącach mam ich parę sztuk mniej niż po przeprowadzce. Nie bez winy jest tutaj pralka. Nie dość, że skarpetki pożera, to jak łaskawie odda, to jakoś mało efektownie wyprane. W domu mama potrafiła zrobić, że ubranie były lśniące, błyszczące, pachnące i praktycznie bez zagnieceń. A tu? Niby proszek ten sam, płyn też z wyższej półki, pralka praktycznie nówka, ale to wszystko jakieś takie mało lśniąco-pachnące. I w dodatku takie pogniecione...

***

Niedawno razem ze znajomymi zapisałem się do warszawskiego oddziału IFMSA. Dzięki temu, za każde uczestnictwo w organizowanych przez nich akcjach dostanę jakieś punkty. Punkt do punkty i może po 3 albo 4 roku uda się wyjechać na praktyki wakacyjne w jakieś ciekawe miejsce (osobiście marzę o USA lub Japonii, ale to tylko takie pierwszoroczne marzenia). Nie oszukujmy się. Robi się to wszystko dla dobra innych, dla samorozwoju, ale gdy nagroda jest bardziej wymierna, to i motywacja większa.

Pierwsza akcja za mną. W sobotę, w ramach obchodów Światowego Dnia Cukrzycy ustawiliśmy stoisko, przy którym klienci jednego z centrów handlowych mogli zmierzyć poziom cukru, ciśnienie krwi, BMI oraz dostać parę porad w jakimś stopniu powiązanych z cukrzycą i odżywianiem. Na początku szło trochę nie mrawo, ale później ludzie napływali i chwilami tworzyły się nawet kolejki. Sam polansowałem się trochę po sklepach w fartuchu (uwielbiam go nosić, gdybym mógł to bym chyba w nim spał :)  zachęcając do udziału, ankietując i uśmiechając się do zdjęć. Jak ktoś się zastanawia nad czymś takim, to polecam. Dobra okazja do kontaktu z ludźmi nie-studentami-medycyny. Sam raczej słuchałem starszych roczników udzielających zdrowotnych rad. Uważam się jeszcze za mało kompetentnego gówniarza, żeby radzić starszym jak mają żyć. Jednak to według mnie nie przeszkadza, by wykazywać jakąś aktywność, a nie ślęczęć cały czas w książkach (oczywiście... wszystko w ramach zdrowego rozsądku). Gdyby było więcej czasu, to uczestniczyłbym w tym częściej.

***

Udało mi się zapisać na Warsztaty Szycia Chirurgicznego. Pierwsze zapisy przegapiłem i znalazłem się na liście rezerwowej (co równało się z  z niezapisaniem, bo mało kto rezygnuje z TAKICH warsztatów). Jednak ktoś wspaniałomyślnie wykombinował żeby na każdy z terminów - a jest ich 6 - zwiększyć liczbę miejsc z 10 na 12, z czego ja sprytnie skorzystałem i tym sposobem załapałem się na 15 grudnia. Już zacieram rączki. Mam nadzieję, że będę miał co opowiadać.

***

Wielkimi krokami zbliża się - a właściwie czai się tuż za rogiem - kolejne kolokwium. OUN minął w mgnieniu oka. A szkoda, bo mega interesujący temat. Eeeeh... Właśnie to mnie najbardziej denerwuje, że nie ma czasu na to, żeby rozwijać swoje zainteresowania. Wszystko tak szybko, żeby zdążyć przed kolosem, po łebkach, a potem od razu następny dział. Ledwo co zrozumiem, a już muszę zrobić miejsce na kolejną ogromną porcję informacji... Jestem wielkim optymistą, ale jak moje najbliższe 6 lat ma być wyścigiem z czasem, czy zdążę opanować materiałem przed kolejnymi zaliczeniami, to jakoś mi się to nie uśmiecha.

Układ nerwowy jeszcze nie zaliczony, a dookoła już straszą opowieści o GiSie. Trudno mi sobie to wyobrazić jak może być więcej nauki niż teraz (aaah ty młody naiwny...). Oddałem właściwie całe serce anatomii,  a i tak rezultaty są różne. Co to będzie na kolejnym preparacie... Było otworzyć budkę z kebabem. Martwiłbym się teraz czy starczy mi ketchupu, a nie jakieś anatomiczne dyrdymały :D




PS Miałem ostatnio jakieś głębsze rozkminy o życiu i chciałem się z Wami nimi podzielić, ale wtedy się obudziłem i wszystko zapomniałem :P

1 komentarz:

  1. Na GiSie było najtrudniej, ale chyba najciekawiej, no i wtedy zaczyna się najprawdziwsza anatomia ze wszystkimi aspektami zapachowymi ;-) Mózgi 'pachną' przy tym, co będzie kolejne ;-)

    A na szycie chirurgiczne trzeba mieć nosa + szczęście. Niestety, ale miejsca rozchodzą się na nie jak świeże bułeczki. Ja w tym roku po raz pierwszy się załapałam, a starałam się już przez kilka edycji, zawsze o kilka osób za późno ;-) Bardzo fajna, przydatna sprawa, której nigdzie się nauczysz poza tymi kursami.

    Powodzenia na kolokwium ;-)

    OdpowiedzUsuń