07 grudnia 2012

HERE COMES THE FLOOD

Koło z OUNu za mną. Kamień z serca. Nie było bardzo trudne... Szpilki był łatwe. Jedyną trudnością  wg mnie okazały się 2 ostatnie wbite w radiogramy. W jednej, zamiast the pons wpisałem mesencephalon, a w drugiej, gdy już wpadłem, że chodzi o the left ambient cistern skończył się czas i na kartce zdążyłem napisać tylko left... Myślałem, że z radiogramami nie będę miał problemów, bo sporo ich przerobiłem, w dodatku na ćwiczeniach nie sprawiały mi większych trudności. Przyznam, że je polubiłem. Przyjemne uczucie, gdy dostrzega się jakieś pierdółki na takich zdjęciach, podczas gdy większość ludzi widzi tam tylko biało-szaro-czarne plamy i kreski.
Z testu jestem dumny. W ciągu całego działu nie zaliczyłem żadnej wejściówki, a koło napisałem z bardzo przyjemnym rezultatem. Humor od razu mi się poprawił :)
Pozostało zaliczyć jeszcze angielski i łacinę (z tym drugim to na jednej próbie pewno się nie skończy :) i święta! Cholernie nie mogę się doczekać wolnych dni. Ja sobie przypomnę, że zostało tylko 2 tygodnie to aż mi na sercu lepiej. Oby zleciało tak szybko jak OUN.


Zaczął się GiS, czyli jak mówią niektórzy, w końcu prawdziwa anatomia. Zobaczymy jak to będzie... Na razie widzę, że z powięziami szyi będzie trochę nie bardzo na początku. Niby w Bochenku niecałe 3 strony, ale rzecz nie jest tak prosta. Oprócz klasyfikacji europejskiej (która jest przedstawiona w Bochenku i obowiązuje w polskim mianownictwie anatomicznym), jest jeszcze klasyfikacja anglosaska, trochę różniąca się od naszej i nas także obowiązująca. A żadna z nich nie jest w pełni poprawna. W ogóle to jakieś wielkie machloje. Jak będę dużym doktórem, to opracuję pienką, europejsko-angielską klasyfikację powięzi szyi, coby przyszłe pokolenia nie musiały się z tym męczyć. A co!

***

Szara jesienią Warszawa w grudniu odżyła. Świąteczna, komercyjna machina ruszyła. Do pełni szczęścia brakuje jeszcze tylko trochę śniegu... Nie lubię zimy, jestem ciepłolubny, ale jak już jest, to ma być śnieg. Dużo śniegu. Koniec i kropka.





1 grudnia na warszawskim Nowym Świecie. I jak tu nie kochać stolycy :D


7 komentarzy:

  1. gratki :D
    mój asystent nie polecał bochenka do początku GiSi, mówił raczej o pituchowej ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratulacje ;-)

    Ja i tak uważam (jak 80% studentów), że Skawina jest idealna do GiSu - takie streszczenie Bochenka, na dodatek pozbawione błędów (nowe wydanie). Może jest mało opisowe, ale na pewno pomaga w zorientowaniu się, co jest potrzebne - w rozpisce często nie ma niektórych rzeczy wypunktowanych, a potem okazuje się, że obowiązują na danych ćwiczeniach ;-)
    A książka Ciszka....cóż, obrazki ma fajne. Duuużo obrazków ;-) Same kliniczne rzeczy też są ciekawe, ale...brakuje na nie czasu przy nauce 'podstawowych' rzeczy ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. O tak, jak do OUNu Skawiny w ogóle nie dotykałem, tak do GiSu nie rozstaje się z tą książką. Absolutnie świetna, Bochenkiem tylko doczytuję

    OdpowiedzUsuń
  4. GiS... Cudowne wspomnienia. Osobiście jestem wielką fanką nerwu trójdzielnego, którego tak porządnie miałam okazję nauczyć się dopiero w sierpniu... Ale lepiej późno niż wcale ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. ja to już nie mam siły na ten GiS. Ostatnie dni przed świętami są z mojej strony improwizacją, jeśli chodzi o naukę :P jeszcze tylko tydzień...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem potwornie zmęczony. Przy życiu trzyma mnie tylko myśl o bliskim odpoczynku

      Usuń