23 grudnia 2012

HOLIDAZE

Koniec świata to chyba święto ruchome. Tegoroczna apokalipsa minęła mi baaardzo przyjemnie - dostaliśmy wyniki zaliczenia z łaciny. Pamiętam, że kiedyś użalałem się już nad swoją głupotą, którą wykazałem się pisząc, że czekam na zajęcia z łacińskiego na studiach. Tysiąc miliardów razy wyplułem już tamte słowa i ten przedmiot wykląłem. Tym bardziej skacze z radości, że to zaliczyłem i do widzenia. Teraz zbieram chętnych na grupowe ognisko z książkami do łaciny :D

W poprzednią sobotę (O.o to była poprzednia sobota?! stanowczo za rzadko tu zaglądam) byłem na warsztatach z szycia chirurgicznego. Nie mogło się nie podobać. Po krótkim, teoretycznym wstępie (3 prezentacje o rodzajach urazów i ran, narzędziach chirurgicznych i znieczuleniach) była ta bardziej wyczekiwana część. Nie będę się rozpisywał bo najlepiej po prostu samemu w tym uczestniczyć. Nigdzie indziej się tego nie nauczy. W każdym razie szew węzełkowy prosty, materacowy pionowy i ciągły jakoś koślawo pewnie już bym założył. Ale tylko na świńskiej nóżce. Zanim się zabiorę za ludzką, ruszającą się część ciała to jeszcze spooooro poćwiczę. Choć przyznam, że szło całkiem nieźle. Aż się dopytywali czy to na pewno mój pierwszy raz.


Ostatnie dni były jednym, wielkim odliczaniem do świąt. Po innych blogach widać, że nie tylko ja tak miałem. Choć w Warszawie jest mi naprawdę dobrze, to 1,5 miesiąca robi swoje i tęskno już za domem, rodzicami, rodzeństwem... i wszechobecnym jedzeniem, którego nie trzeba samemu przyrządzać.

***
(Pierwszy wieczór po przyjeździe do domu:  
Oooo Aduś! Hurra, super, ale fajnie!!! itepe. 
Aduś wyjmuje z torby tableta, którego sobie niedawno kupił: Oooo masz tableta, ale fajnie, super, hurraaa, pokaż, daj zagrać!
I tak pierwszego dnia oglądałem tv, gdy tata kłócił kłócił się z bratem i siostrą o zabawkę. Jedynie mama patrzyła na to z lekką obawą. Ale ona boi się większości elektrycznych urządzeń :D

***

Muszę naładować baterie, bo wczorajszego wieczora, kiedy leżałem w łóżku, nachodziły mnie myśli, których jeszcze od października nie miałem. Podchodzę do wszystkiego* z dużym entuzjazmem i zapałem. Wpieram sobie, że optymizm pomoże mi lepiej przetrwać - nie wiem czy to dobre słowo, bo nie traktuję studiów jak szkoły survivalu - ciężkie chwile. Dlatego, gdy zastanawiam się nad tym, czy podjąłem właściwą decyzję, czy się nadaję, czy wystarczy sił to wiem, że jest coś nie tak. To nie ja. 
W same święta zrobię sobie wolne z czystym sumieniem. Ale później trzeba wziąć się w garść, zacisnąć zęby i wracać z powrotem do roboty. 11.01 praktyczne koło z histo, 12.01 część teoretyczna, 17.01 koło z GiSu, 23.01 zaliczenie z biofizyki. 

January, please be good for me.

***

Pewnie do 25 grudnia tu nie zajrzę, dlatego wszystkim Wam życzę tego czego sam najbardziej potrzebuję: odpoczynku, nabrania sił na kolejny rok i wytrwałości... i jedzenia dużo :) Wesołych Świąt!


* za każdym razem czytaj: do wszystkiego oprócz łaciny i biofizyki

2 komentarze:

  1. Najgorsze w 'styczniu' na I roku jest to, że te zaliczenia nie są w trakcie sesji i trzeba normalnie chodzić na zajęcia :-/ Pocieszę Cię, że 2 pierwsze kolokwia są naprawdę spoko do ogarnięcia, bo przynajmniej wiadomo, z czego i w jaki sposób się do nich przygotować ;-) Biofizykę pozostaw wyobraźni autorów testów ;-) Powodzenia!


    PS. Zaje*isty e-card! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haaa, słyszałem i czytałem o tej biofizyce różne historie :P

      PS Dobrze wiedzieć, że to się e-card nazywa :P

      Usuń