02 marca 2013

THERE IS NO "I" IN TEAM

Obiecałem sobie na początku, że każdy post będzie "o czymś" konkretnym, przynajmniej po części, a nie jakieś pierdoły... Z tego powodu nowe posty nie pojawiają zbyt często. Musi upłynąć trochę czasu, by zebrać materiał na kolejną pisaninę. Dlatego przepraszam wszystkich zawiedzionych, którzy zaglądając tu co jakiś czas, odchodzą z zawiedzioną miną... Nie wiem, czy mogę obiecać poprawę, bo ani nauki nie ubywa, ani czasu nie przybywa :)

W każdym razie, życie jakoś się układa. W czwartek było kolokwium z klatki piersiowej. Materiał niezbyt obszerny, to i kolokwium łatwe. Szpilki ładnie zaliczone (choć z nieznanego mi powodu trochę się zestresowałem), na wyniki testu trzeba poczekać do wtorku.
Co do klatki piersiowej jako działu, to trochę się zawiodłem. Straaaaasznie nudny. Płuca - bleee. Nawet serce było słabe. No i nie było tej iskry, gdy się je pierwszy raz trzymało w ręku. Co innego przy mózgu... eeeh OUN. To była dopiero ciekawa anatomia. Tutaj jedynie splot ramienny był interesujący... Zobaczymy, jaki będzie brzuch.


Przy okazji poprzedniego kolosa z GiSu na fejsbukowym forum rozpętała się burza. Wszystko przez to , że I Wydział miał wszystkie pytania z bazy, natomiast my (IIWL) dostaliśmy nówki-nie śmigane pytania. Zwoływano starostów, rozmawiano z opiekunami roku i wydawało się, że sprawa rozwiązana. Do czasu... Okazało się, że piszący w piątek kolokwium z klatki piersiowej I wydział nie dostał pytań z bazy - powód do rozniecenia kolejnej słabej kłótni...  Najsmutniejsze to, że przyczyny słabych wyników doszukuje się w pytaniach nie-z-bazy i w ogóle innych osobach, zamiast w swoim lenistwie. Tym bardziej, że jest spora grupa osób, którym udaje się zaliczyć. Halooo... to może jakiś znak, że się da?! Tylko trzeba ruszyć dupe i wziąć się do nauki! 

Tyle w zakresie zawirowań dydaktycznych na naszym uniwersytecie.

***

Kolejny kolos z głowy, a kolejny coraz bliżej. Tym razem embriologia... W tym semestrze moja irytacja histologią jest bardzo wysoka. O ile w poprzednim rysowanie tych preparatów szło, no to teraz szlag mnie trafia. Ale uczę się bardziej regularnie. Oby tak do końca semestru...

Z innych przedmiotów...hmm. Chemia wydaje się całkiem spoko. Tempo na ćwiczeniach jest konkretne i trzeba się trochę spinać, żeby wykonać wszystkie analizy i zrobić obliczenia, ale mając plan - da radę :)

Angielski - wiadomo, na luzie. Drugi semestr to przede wszystkim słownictwo różnych objawów, o których nawet po polsku nigdy nie słyszałem. Ostatni hit: intermittent claudication, czyli chromanie przestankowe ;)

W tym semestrze wziąłem sobie też wf: trening wytrzymałościowo - siłowy. Masakra. Po piątkowych zajęciach cały weekend zakwasów. Ale za to potem będzie tak:


A na dworze w końcu słońce! Wspaniała pogoda by uczyć się histologii i brzucha :)

Miłego weekendu!

17 komentarzy:

  1. To, że Zakład Anatomii co roku wymyśla jakieś dziwne zawirowania - to raz, ale to, że każdy dookoła wytyka sobie nawzajem winę jest jeszcze zabawniejsze ;-) My nawet jak mieliśmy bazę to zawsze niezaliczone kolokwia były ostro krytykowane za niewłaściwą formę itp (OK, odpowiedzi do wielu pytań NAPRAWDĘ były abstrakcyjne), ale mimo wszystko była grupa osób, które zaliczały je bez problemu. Tak samo było z egzaminem. Niestety, uczenie się dla siebie i pod test musi iść w parze, jeśli chce się przejść przez te studia z jakąś wiedzą a nie tylko z kluczem odpowiedzi do pytania nr.7 z grupy pierwszej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wf? A to drugi wydział nie ma tylko jednego semestru wf?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ma, ale można było sobie wybrać czy chce się chodzić w I, czy w II semestrze :)

      Usuń
    2. To dobrze, bo już się przestraszyłem, że zapomniałem się na wf zapisać i będę musiał odrabiać :D

      Usuń
  3. No sory :P widziałeś pytania I WLu w ogóle? wiadomo, że da się zaliczyć, ale zamiast konkretnych rzeczy trzeba się uczyć miliona odgałęzień czegoś tam, bo jak jest test to możesz znać 20 odgałęzień a jak zapomnisz o 21 to masz ZERO pkt. Także ten test nie promuje wiedzy, tylko osoby recytujące bochna z pamięci i niekoniecznie go rozumiejące. Mam w grupie koleżankę, która super pisze testy, ale na zajęciach przy zwłokach to może raz była i nawet nie widziała tego o czym się nauczyła. Te pytania są tak sformułowane, że nie wiadomo co zaznaczać i traci się punkty bez sensu. Jak byłaby baza to przynajmniej wiadomo co zaznaczyć, a uczyć się dla siebie można i tak i szpilki zaliczać trzeba, więc też się siłą rzeczy coś umie. A te szczególiki do testów to i tak się zapomni i o :P N

    Na wykładzie z pierwszej pomocy lekarz ANESTEZJOLOG powtórzył trzykrotnie zdanie, z którego wynikało, że żyła główną dolna jest po lewej stronie ciała, a zapewne zdawał jeszcze ustne kolokwia, więc nie rozumiem przeciwników bazy, baza niebaza i tak zapomnimy unaczynienie przełyku :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potrafię zrozumieć, że pytania były 'z dupy', bo widziałem te testy, ale nie potrafię zrozumieć usprawiedliwiania niewiedzy. Nie twierdzę, że już wszystko wiem i umiem, ale pamiętam co nam mówiono już od 1. roku - nie mylcie się i uczcie się dokładnie, bo macie pracować z ludźmi, dzisiaj nie nauczę się jednego odgałęzienia, jutro jednego objawu i komuś tym zaszkodzę. Odwieczne 'ja rozumiem, ale nie kuję' tu się nie sprawdza, im szybciej zdasz sobie z tego sprawę, tym lepiej :) Do 'rozumienia' trzeba mieć w głowie szybko i łatwo dostępną, dokładną bazę danych, a skąd indziej jak nie z książek, internetu, prasy czy praktyki?

      Usuń
    2. W całej rozciągłości zgadzam się z Fretką. Nie wiem po co się komuś przyda pięćdziesiąte odgałęzienie od żyły, którą ledwo widać. Jak dla mnie ważniejsze jest, żeby uczyć się rzeczy mających w późniejszym okresie przełożenie na pracę z ludźmi. Wiadomo, że nie wiedzieć, jak jest unaczyniony mózg, albo jakie odgałęzienia mają poszczególne tętnice wieńcowe to sytuacja śmieszna, ale z drugiej strony, nie oszukujmy się, wszystkie te pierdółki, których "uczymy" się po to, żeby zdać test, w większości już nigdy nam się nie przydadzą. Przydać się mogą, ale są przecież specjalizacje w poszczególnych dziedzinach. Ja obstaje przy stanowisku, że najważniejszy jest człowiek, to żeby umieć mu pomóc w sytuacji zagrażającej jego życiu, żeby potrzymać go za rękę przed zabiegiem, żeby poprawić mu poduszkę, porozmawiać. Praktyka zweryfikuje naszą wiedzę w najlepszy możliwy sposób, bo tam dowiemy się dopiero których rzeczy uczyliśmy się potrzebnie, a które możemy śmiało wyrzucić z pamięci (choć stanie się to pewnie dużo wcześniej). Zatem dla mnie ta cała kłótnia jest bezpodstawna, bo nawet jeżeli I WL ma (miał) bazę, to praktycznie nie dawało to pewności "wspaniale zdanego kolokwium" z jednej prostej przyczyny- bo ile ludzi tyle opinii, klucz jest jedną z opcji udzielenia odpowiedzi. Większość pytań jest kontrowersyjnych ze względu na dziesiątki możliwych kombinacji odpowiedzi.
      Nie uważam zatem, że foch na I WL był uzasadniony, gdyż wielu ludzi czeka wyjściówka i to nawet z bazą.
      Mam nadzieję, że większość studentów jednak na te studia przyszła po to, żeby w przyszłości ludziom pomagać, a nie recytować im 30 zmienności w przebieg tętnicy tarczowej dolnej.

      Usuń
    3. A ja uważam, że jest stanowczo za wcześnie, by decydować i wymądrzać się, co się kiedyś przyda, a co nie. Z takim podejściem, jestem pewien, że można usunąć dużo większą część programu kierunku lekarskiego, nawet całe przedmioty (biofizyka, chemia, łacina, socjologia, filozofia, informatyka... na co to przyszłemu lekarzowi?!). Tłumaczenie, że kiedyś się o tym zapomni, to tak oklepany i bezsensowny argument, że ręce opadają. Nie jesteśmy pierwszym rocznikiem, który mierzy się z ilością materiału na anatomii. Ba, radzę posłuchać, jak kiedyś wyglądały te zajęcia i co student musiał wiedzieć i potrafić.

      Specyfika tych studiów oraz przyszłego zawodu jest na tyle silna, że nie powinny znaleźć się tu osoby, uczące się czegoś bo muszą, tylko chcą. A jeśli ktoś już na samym początku, decyduje, że czegoś sie nie będzie uczył, bo wie, że to mu sie nie przyda, to ja współczuję przyszłym pacjentom czy kolegom.

      Z pewnością, wiele z tych rzeczy nie będziemy pamiętać, ale to nie jest podstawa do tego, by się ich nie uczyć. Traktując tak wybiórczo materiał, robimy sobie braki w wiedzy, które kiedyś mogą doprowadzić do nieszczęścia.

      Przepraszam, ale potrzymać za rączkę, czy poprawić podusię to może babcia albo ciocia. Zadaniem lekarza jest leczyć, a do tego potrzebna jest duża, ugruntowana wiedza, z którą można zacząć praktykę. Być człowiekiem dla pacjenta to jedno, ale potrafić mu pomóc - to drugie. Skoro piszesz, że najważniejszy jest człowiek, to zadbaj o jego dobro w sposób, do jakiego jesteś i będziesz szkolony/a przez najbliższe parę lat.

      A co do kłótni i fochów... Hmm. Jestem z IIwlu i na codzień przebywam z ludźmi z II wlu. Tutaj naprawdę mało kogo obchodzi czy I miał bazę czy nie miał. O źle skonstruowane pytania radzę winić osoby za to odpowiedzialne. To oczywiście jest śmieszna sytuacja, gdy student przychodzi na kolokwium, a tu takie bagno. Jest to jednak Wasza wewnętrzna sprawa i szkoda, że mieszany jest w to IIwl, który nie ma takich problemów.

      Usuń
    4. A ja widzę, że rośniesz na kolejnego lekarza z syndromem Boga... Szkoda...

      Usuń
    5. W takim razie chyba inaczej to rozumiemy... Zawsze wydawało mi się, że objawia się to przede wszystkim tym, że "wiem lepiej niż starsi czego mam się uczyć i co mi się kiedyś przyda". Dziękuję za sprostowanie. Teraz wiem, że jak nie marudzę, tylko się uczę, to coś jest ze mną nie tak.

      Pozdrawiam mimo wszystko serdecznie :)

      Usuń
    6. A ja uważam, że nie ma co się kłócić, bo w końcu mamy jeden wspólny cel jakim jest leczenie i pomaganie ludziom. Nie mamy prawa dyskutować o czymś, czego jeszcze nie doświadczyliśmy, o czym nie mamy pojęcia. Jako studenci róbmy wszystko co w naszej mocy, żeby przyswoić jak największą ilość wiadomości, po to, żeby w przyszłości móc mieć satysfakcję, że zrobiło się wszystko co się dało, żeby wykształcić się jak najlepiej. Ocenianie która metoda pozwoli na bycie lepszym lekarzem nie ma sensu- każdy uczy się tak naprawdę dla siebie (no i dla przyszłych pacjentów rzecz jasna). Życzę powodzenia wszystkim studentom (sobie również), żebyśmy się nie zagubili w tym wszystkim i nie zapominali co się tak naprawdę liczy.

      Pozdrawiam

      Usuń
    7. Pod tym z przyjemnością się podpisuję

      Usuń
    8. Nasz asystent często wraca do czasów ustnych kolokwiów i jak przytacza pytania to po stokroć bym to wolała od tych testów. Nie należę do osób nadgorliwych, także nie zamierzam się uczyć wszystkiego co jest napisane w Bochenku, bo bym chyba się z nim nie rozstawała. Staram się uczyć przyszłościowo, a wiem, że te pierdyliard odgałęzień czegoś tam to jest po prostu zakuć zdać i zapomnieć.

      Kolega ze starszego rocznika zapytany o to gdzie jest kres i granica tego, że jeszcze można coś przyswajać odpowiedział, że zdaje się histologię - zapomina się ją i wtedy w mózgu robi się miejsce na immunologię :D

      A moja dentystka mówiła, że na stażu siedziała w książkach dopiero, bo inaczej się uczy do testu czy egzaminu,a potem w pracy co innego jest potrzebne i czyta się podręczniki pod zupełnie nowym kątem.

      Wszak nie samą nauką człowiek żyje :)

      Usuń
    9. Tylko niestety, zanim na te starsze lata dotrzemy i będziemy mogli uczyć się "prawdziwej medycyny", to trzeba przejść I rok :)

      Usuń
    10. Co do wypowiedzi o niepotrzebnym uczeniu się 30 odmian rozgałęzienia t.tarczowej dolnej - Twoja wiedza ma być ogólna, raz w życiu musisz takich rzeczy się nauczyć albo przynajmniej przeczytać, że istnieje inna niż zawarta w atlasie możliwość, bo jak zauważysz potem, rzadko który pacjent przypomina idealny model anatomiczny. Ja przestałam patrzeć krytycznym okiem na to, co mi się 'przyda', bo zorientowałam się, że g**** wiem w tej selekcji. Rzeczy, które wydawały się nieważne potem pojawiają się na różnych wykładach, konferencjach, na które II rok chodzi licznie i potem się okazuje, że jednak warto było poczytać o wszystkich możliwościach odejścia t.nerkowej, żeby orientować się w tym, czego słuchamy.

      Usuń
    11. Em, wszystko okej, ale dlaczego o 5:56 w sobotę?! zaczynam się martwić :P

      Usuń
    12. Moim sąsiadom urodziło się dziecko - tyle w temacie :P

      Usuń