27 maja 2013

RAINDROPS KEEP FALLING ON MY HEAD

Maj dobiega końca. Od początku nie rozpieszcza pogodą, deszcz jest trochę przygnębiający, ale nie wiem czy to nie lepiej. Przynajmniej nie rozpacza się tak, że trzeba siedzieć w domu i się uczyć, zamiast smażyć dupsko na słońcu.

Kolejny, dość pracowity maj. Najpierw kolokwium z kończyny górnej. Przyznam, że dużo się nie przykładałem, może dlatego na teście i szpilkach wszystko zaczęło się zlewać w jedno. Ale trochę szczęścia, trochę sprytu i jak zwykle jakoś poszło :)

...ścięgna prostownika palców i wskaziciela jak malowane :D

W piątek pisaliśmy ostatnie kolokwium z histologii (oczywiście o bardzo normalnej godzinie 17). Było beznadziejne, czy bym przeczytał Sawickiego czy nie, nie robiłoby to dużej różnicy. Uratowały mnie tylko przerobione testy i to, że kilka pytań się powtórzyło z kolokwium, które stomatologia pisała kilka dni wcześniej. Koniec końców, do tej pory moja najlepsza ocena z histologii. Oby tendencja wzrostowa została zachowana i na egzamin :)

Przede mną jeszcze tylko ostatni kolos z anatomii z kończyny dolnej i zaliczenie biologii molekularnej. No i sesja, której oddech coraz wyraźniej czuć na karku.

***

Po drodze był także Warsaw International Medical Congress. Ciekawe doświadczenie, i naukowe i towarzyskie. Miałem okazję uczestniczyć w świetnych warsztatach. Było o unaczynieniu mózgu, i w teorii, i w praktyce. Oglądaliśmy zmienności w kole Willisa, a później samemu preparowaliśmy. Pierwszy raz to robiłem, więc było niesamowicie, tym bardziej, że razem z kolegą na naszym preparacie znaleźliśmy małego tętniaczka.

***

W sobotę udało mi się ruszyć w końcu tyłek i wybrałem się na juwenalia. Zespoły średnie, obco brzmiące nazwy, ale gwiazdą wieczoru była Brodka. Mimo że Bijąse robiła konkurencję na Narodowym, ludzi i tu nie zabrakło (na pewno nie dlatego, że było za darmo :) Stałem prawie pod samą sceną, śpiewałem, przepychałem się, skakałem i złapałem koszulkę. Niestety bez autografu, ale zawsze coś...

***

Raz po raz zdumiewa mnie, jak to wszystko szybko poszło. Czytałem niedawno pierwsze posty. Napisane zaledwie parę miesięcy temu, ale przez ilość wydarzeń, wydaje się, jakby minęły wieki. Anatomia się skończyła, histologia się skończyła, najchętniej zrobiłbym jakieś podsumowanie. Ale wstrzymam się. Najpierw chcę zobaczyć swoje nazwisko na liście szczęśliwych zwycięzców.


No i teledysk w MRI na pożegnanie. Enjoy!



15 komentarzy:

  1. Ta pogoda to jedyny ratunek dla znikomej mobilizacji :-)

    Nasz egzamin z histologii w tym roku, który planowo miał zacząć się o 18, a wejście przeciągnęło się do 18.40 chyba i tak wygrywa w kategorii absurdu ;-) Ale miło z ich strony, że przynajmniej Wam sobotę darowali.

    Podobno całe studia mają minąć mega szybko, ale z perspektywy czasu widzę, że czas pędzi, jeśli ma się po brzegi wypełniony plan zajęć - II rok taki nie był, więc mulił się jak żółw :-) Życzę, żeby i dla Ciebie był takim rokiem odskoczni od intensywności i przyniósł dużo wyspanych poranków :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety mój rocznik jest króliczkiem doświadczalnym i każdy kolejny rok to wielka niewiadoma. WUM szykuje nam parę bonusów, których do tej pory na drugim roku nie było (biostatystyka, historia medycyny, fizjologia z patofizjologią :) Nie mniej, dzięki za życzenia. Oby sie to spełniło :D

      Usuń
    2. Moim zdaniem na WUMie powinno być tak jak na każdej normalnej uczelni, a mianowicie przedmioty-zapychacze powinny być powciskane w plan I i II roku, nawet jeśli oznaczałyby siedzenie do późna w jakiś podziemiach. Przedmioty typu biologia (która w 3/4 uczelni jest na I roku), psychologia, etyka lekarska na III roku, podczas bloków i ciągłej nauki nie są naprawdę potrzebne...Także myślę, że to rozwiązanie z wpychaniem takich dupereli to jest całkiem niezły pomysł.

      A co do fizjologii i patofizjologii - to też wbrew pozorom nie jest zły pomysł, oczywiście, jeśli asystenci dobrze to poprowadzą (u Was jest młodsza kadra, więc powinno być nieźle). Nauki będzie więcej, ale nawet teraz podczas fizjologii często zahaczamy o tematy patofizjologiczne, bo zwykle nie da się oddzielić jednego od drugiego.

      Usuń
    3. Także uważam, że pomimo zmian uczelnia bardzo dobrze sobie z tym radzi. Jak na razie rozmieszczenie wszystkich przedmiotów wydaje się sensowne i myślę, że na tle innych uczelni WUM naprawdę sprostał. Wiem, że póki co jest za wcześnie za wystawianie ocen, jednakże jestem bardzo zadowolona z dotychczasowych zmian. Mam kolegów i koleżanki na 3 roku i wiem, że gdy zaczynają się kliniki i cały dzień lata się w tą i z powrotem to przedmioty takie właśnie jak etyka lekarska czy historia medycyny jakoś średnio się z tym komponują, bo nie ma na nie czasu. Liczę, że te zmiany pomimo różnych opinii w ostatecznym rozrachunku wyjdą na plus. pozdrawiam i powodzenia w sesji. niezależnie od rocznika, przyda się nam wszystkim. :)

      Usuń
    4. No ja też nie narzekam na swój obecny plan i pomysł, żeby jak najwiecej zapychaczy przerobić teraz jak najbardziej mi sie podoba. Co do fizjologii z patofizjologią, to słyszałem od starszych, że to też bardzo logiczne połączenie, bo zajęcia z patofizjo były w dużej mierze powtórką z fizjo. Tak więc kolejna oszczędność czasu. Ale jak będzie w praktyce, pokaże przyszły rok. Pozostaje tylko liczyc, że równie dobrze jak do tej pory.

      Dzięki, i powodzenia wzajemnie :)

      Usuń
    5. Przykro mi to mówić eM, ale podejrzewam, że nie wiesz czy etyka albo psychologia na 3. roku albo w ogóle są czy nie są potrzebne. W mojej opinii są. Zresztą w opinii redakcji Medycyny Praktycznej chyba też, skoro od pół roku wydają w każdym numerze artykuły nt interpretacji Kodeksu Etyki Lekarskiej i narzekają, że na studiach tego nie uczą zbyt wiele, a potem młodzi(i nie tylko) lekarze mają problem, z której strony to w ogóle ugryźć. Jeśli chodzi o historię medycyny - najprzyjemniejszy egzamin, na którym dotąd byłem. Po całym przedmiocie, który czasowo nie był jakiś straszny, czuję, że jednak mam zostać przedstawicielem szeroko pojętej inteligencji tego społeczeństwa, a nie maszynką do wypisywania recept. Byłbym zapomniał, na naszym wydziale mamy taki przedmiot, a narzekania na 1wlu na kurs z 'medycyny polskiej pod zaborami' i zaliczenie z tego jest... no, sama oceń.
      Co do połączenia fizjo/pato. Pomysł dobry, ale. Oddzielenie fizjologii od patofizjolo jest proste, w drugą stronę już tak nie jest. Miałem obydwa przedmioty i jeśli myślisz, że zahaczanie o tematy patofizjo to jest jakiś wykładnik, to zastanawiam się - czego? Abo patofizjologia jest dużym przedmiotem, na domiar złego na naszej uczelni nauczanym w kratkę - raz porządnie wyłożony temat vide serce czy hormonalny, raz trochę przypomnienia z fizjo i jak się zepsuje to jest patofizjo. Jeśli nie zwiększą liczby godzin, a nie zwiększą, to słabo, bo akurat te dwa przedmioty to się powinno umieć, jak się chce rozumieć, po co się leczy. Jeśli chodzi o młodszą kadrę... Ci z Krakowskiego mają się przenieść na Pawińskiego, żeby Katedra i Zakład Fizjologii Doświadczalnej i Klinicznej w całości uczył tego przedmiotu na 1wlu. Natomiast Katedra i Zakład Patologii Ogólnej i Doświadczalnej, odpowiedzialna dotąd za patofizjo, będzie uczyła połączonych przedmiotów na 2wlu. Moim zdaniem powinno się połączyć patofizjo z patomorfą w jeden duży przedmiot pt Patologia, bo tu faktycznie trudno oddzielić.
      Food for thought, pozdrawiam :)

      Usuń
    6. OK, jeśli jest tak jak piszesz i te przedmioty naprawdę wnoszą coś w życie, to nie mam żadnych 'ale'. Po prostu jak na razie moja styczność z przedmiotami humanistycznymi na tym kierunku była okrojona tylko do socjologii, którą wspominam...nie najlepiej, delikatnie ujmując ;-) Doktryny feminizmu i gadanie o tym, że najpierw lepiej 'wygooglować' objawy choroby niż zgłaszać się do specjalisty (co zostało nam kilka razy na zajęciach powtórzone) nie uważam za kardynalną wiedzę, która oddala mnie od bycia 'maszynką do wypisywania rcept'. Etyka jest na pewno potrzebna, a jeśli naprawdę przedmiot przekazuje treści związane z zawodem - bardzo dobrze, pozostaje tylko się cieszyć.

      Pozdrawiam.

      Usuń
    7. No niestety tak Ciebie, jak i mnie dotknął wątpliwy zaszczyt przerabiania socjologii, na szczęście Adrian już tego uniknie. Tak jak mówię, hist med jest w sam raz i nie jest to jakieś trudne, mi wydawało się dość ciekawe, kilkorgu moim kolegom również. A etyki i psychologii jest za mało. Żal mi to mówić, ale podoba mi się rozwiązanie z Krakowa, gdzie przy zaliczeniach/egzaminach są punkty za kontakt/podejście/zachowanie wobec do pacjenta i oni faktycznie się tego muszą nauczyć.
      Pewnie pamiętasz jak często pisałem, że najważniejszy w byciu dobrym specjalistą jest profesjonalizm w sensie fachowości porad z zakresu szeroko pojętej medycyny. W tym roku uzmysłowiłem sobie, że to jednak nie wszystko, a może inaczej - to jest bardziej skomplikowane niżby się mogło wydawać i na owy 'profesjonalizm' oprócz rozległej wiedzy(którą nadal uważam za najważniejszy element) składa się również kontakt z pacjentem, który to pacjent naprawdę jest przeróżny(stary, młody, zmotywowany, załamany, wykształcony albo i nie, kulturalny albo chamski i tak bez końca).

      Usuń
    8. Zgadzam się z Tobą. Każdy starszy lekarz wałkuje teksty, że 'podejścia i kontaktu z pacjentem nauczymy się po studiach', ale to jest bzdura. Opuszczając uczelnię powinniśmy już z pierwszym problematycznym pacjentem potrafić się porozumieć, a niestety, mam wrażenie, że minimum 1/3 osób (przynajmniej z tych, które znam osobiście) kończy te studia z satysfakcją bycia Panem Doktorem przez wielkie 'D', który oprócz wiedzy (z resztą bardzo istotnej, jak wspomniałeś) patrzy na pacjenta jak na gorszy gatunek i irytuje się, gdy musi 5 razy powtórzyć głuchej babci jak ma wyglądać jej badanie (oczywiście o ile starczy mu łaski na powtórzenie tego tyle razy), bo w jego mniemaniu każdy pacjent powinien być w 100% rozumiejący co się do niego mówi. Jeśli w Krakowie jest tak jak piszesz to faktycznie jest to pozytywne, bo oceniają całokształt podejścia do pacjenta, nie tylko stronę teoretyczną.

      Usuń
    9. Chciałabym zapytać skąd masz te informacje o tym gdzie mają nauczać poszczególne wydziały w przyszłym roku? Wspominali coś o tym Waszemu rocznikowi? Czy to już pewne, czy może się jeszcze zmienić. Ja również uważam, że połączenie patofizjologii z patomorfologią byłoby o wiele lepsze, no ale cóż... nie można mieć wszystkiego.
      Pozdrawiam. :)

      Usuń
    10. Tak przebąkiwali na fizjo rok temu, tak gadali na patofizjo, a pewne to nic nie jest. Mówi się, że w medycynie jak w kinie - wszystko może się zdarzyć, a na wumie to już w ogóle...
      em - czasami cel, jakim jest ukończenie studiów, zasłania niektórym CO TO SĄ studia, a w szczególności te nasze, specyficzne i zamiast rozwijać siebie myślą, że to wszystko do nauki w pracy przyszłej. Uważają, że tak bardzo różnią się od pacjentów, którzy mają podejście 'student to nie dam mu zbadać siebie/dzieciaka', a jak dostajesz po dyplomie lek. przed nazwiskiem to pacjent myśli, że jesteś wielki doktor, który wszystko umie albo chociaż powinien umieć(ba, przecież nauczył się tego przez noc po wręczeniu dyplomu!), a tak naprawdę studenci są tacy sami, bo 'studia to tylko po tytuł', a 'nauczę się wszystkiego jak dostanę papier i zacznę pracować'. Patowa sytuacja, błędne koło, rozmijanie się z oczekiwaniami, nie wiem jak inaczej to nazwać, cóż.

      Usuń
    11. Bardzo smutne, ale jeszcze bardziej prawdziwe...
      Tak czy inaczej, wielkie dzięki za informację.
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Czy masz jakieś informacje od starszych osób jak wyglądały egzaminy z histologii? Najlepiej info od obecnego II roku, ja niestety nikogo tam nie znam... :(

    Pozdrawiam!

    J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na to pytanie lepiej odpowie EM, która wypowiadała się powyżej.
      Ale z tego co wiem, egzamin nie różni się specjalnie od kolokwiów. Tyle że więcej materiału i pytań. 50 jednokrotnego wyboru i 50 tych udziwnionych.

      Usuń
    2. Jak wyżej - 50 pytań jednokrotnego wyboru, 50 to wersja łączona, jak na kolokwiach.
      Na naszym egzaminie powtórzyło się sporo pytań z naszych kolokwiów, ale ponoć nie jest to regułą. Ale kilka pytań na pewno się powtórzy i u Was z Waszych kolokwiów.
      Nasz egzamin obejmował dodatkowo cytofizjologię, pytań z tych zagadnień nie było jakoś specjalnie dużo w skali całego egzaminu.
      Co do tematów z wykładów - chodziłam tylko na jakieś pierwsze 2-3 z cytofizjologii, a potem na 4 z embriologii i na tym się skończyło. Nie wiem jak z innymi działami (myślę, że spokojnie dało się odpowiedzieć na pytania z podręcznikiem), ale z embriologii pojawiły się 3-4 pytania, których nie było w Sadlerze, a były na wykładzie (coś o II czy III łuku gardłowym, co się z niego rozwija).
      Jest na pewno do zdania, zwłaszcza, że niedawno mieliście kolokwium ze szczegółowej, a to najcięższy dział do opanowania, więc jesteście 'na świeżo' ;-)

      Powodzenia.

      Usuń