28 czerwca 2013

IT'S THE END OF THE WORLD

"To już jest koniec, nie ma już nic, jesteśmy wolni, możemy iść..."

Wraz ze środowym, ostatnim egzaminem w tej sesji, I rok minął.

Histologiczny poniedziałek: praktyczny (oglądanie preparatów pod mikroskopem)
Taaaki sobie... Szedłem na egzamin z chęcią zgarnięcia maksa. Zawsze to parę dodatkowych punktów doliczonych do testu. Nie dostałem jednak "zestawu marzeń" (tarczyca, rdzeń kręgowy, móżdżek, nerw osmowany, płuco, zwój rdzeniowy, ścięgno, nerka, pępowina, przytarczyca). Wylosowałem trochę trudniejszy, w dodatku większość preparatów nie przypominała tych oglądanych wcześniej, więc po wyjściu z sali nie było kolorowo i modliłem się o to, żeby w ogóle zdać (oblać histologię na szkiełkach to jednak trochę przypał i lekki wstyd).

Stres mój był jednak tym mniejszy, że ogłoszenie wyników na szczęście szybko nastąpiło - w ciągu niecałej godziny.
Siedzimy na ławkach. Na szczycie schodów pojawia się profesor.
Profesor: <patrzy i czeka, myśląc że tłum sam ucichnie>
Tłum: <nie cichnie>
Profesor: <gwiżdże na palcach>
Tłum: <cichnie momentalnie>
Profesor: Czy jest tutaj II wydział?
Tłum: Taaaak!
Profesor: Mam dla Was informację! Jesteście zainteresowani?
Tłum: Taaaak!
Profesor: Wszyscyście zdali!
Tłum: Huuuurraaaaaaa!!!

Histologiczna środa: teoretyczny (test, 100 pytań/100 minut)
Jednym słowem: beznadziejny. Jak zwykle ambicje były. I wydaje mi się, że nie były one bezpodstawne - średnią z kolokwiów miałem nienajgorszą. Jak się okazało, zakład histologii postanowił sprowadzić studentów do ziemi. Dziwne pytania, dużo wątpliwości, wynik: prawie 1/3 nie zaliczyła, mnóstwo trój (w tym moja), trochę 3,5, pojedyncze czwórki. Niby dobrze, że zdane, ale taka ocena trochę ugasiła radość z zakończenia 1 roku. Ale narzekanie nic nie zmieni. Ja : sesja 2:0.

"koniec sesji. wychodzę"


Histologia w ogóle w tym roku w takiej mało przyjemnej atmosferze się skończyła. Dzień przed egzaminem komuś nadmiar nauki uderzył do głowy i zrobił letnie porządki na dysku wydziału, usuwając wszystkie testy. Cały rok chyba się w kimś gromadziło, aż swoim asocjalno-karierowiczowskim zapędom dał upust. Myślę, że większy komentarz jest tutaj zbędny. Ambicje i chęć osiągnięcia jak najlepszych wyników rozumiem, ale rzucanie przy okazji kłód pod nogi innym - nie rozumiem, wręcz gardzę i  tępię na ile się da.


***

No ale w końcu zasłużone wakacje. Do narobienia masa filmów i seriali, trochę książek. Wczoraj byłem po raz kolejny na Nightskatingu. Jak zwykle naprawdę dobra organizacja i super trasa. Tym razem największa atrakcja - przejazd po płycie Stadionu Narodowego. Jak ktoś planuje zostać w Warszawie na wakacje i ogarnia w miarę jazdę na rolkach - bardzo polecam.



Niedługo kilkudniowe, rodzinne wakacje. Sierpień minie pod znakiem praktyk pielęgniarskich (o nich na pewno też wkrótce wspomnę). Potem może wyjazd do Chłapowa... i kolejny rok :D A na ten szykuje się trochę zmian. Do nowości na drugim roku należeć będzie fizjologia z patofizjologią, cytofizjologia, genetyka, etyka lekarska z elementami filozofii... Jednak oficjalnego papierku w tej sprawie nie ma (i przed wrześniem nawet nie liczę na taki), więc wszystko jest jeszcze możliwe. Władzom naszego wydziału jednak ufam, bo wg mnie, ze zmianami w tym roku poradzono sobie bardzo dobrze.

***

Myślę, że w następnym poście zrobię mniejsze lub większe (zależy od weny) podsumowanie, wynajdę plusy i minusy, wady i zalety I roku na WUMie.
Niedługo szykuje się też zmiana grafiki, może powrót do korzeni i pierwotnego wyglądu... Zobaczymy.... Wszystko w swoim czasie.

Tymczasem, idę leżeć do góry brzuchem i się nie-uczyć. Pozdr!


28 komentarzy:

  1. Gratulacje ;-)

    Dziwi mnie, że ktoś już na I roku daje upust takiemu udupianiu innych. Spokojnie, to się często obraca przeciwko niemu i takie osoby nierzadko można łatwo 'zlokalizować'. U nas w tym roku były samowolne wycieczki do dziekana i podważanie poprawności egzaminu (co mogło się skończyć jego unieważnieniem, pozdro!), bo ktoś nie mógł przeżyć, że dostał trójeczkę, a nie piątunię. Oczywiście zero konsultacji z całym rocznikiem, po co ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Im więcej ludzi, tym większe prawdopodobieństwo, że trafi się na debila :/

      Usuń
  2. Niestety, ale zawsze znajdą się socjopatyczne jednostki. W tamtym roku ktoś zadzwonił ze skargą do prof. SS, że asystent wypuścił grupę przed czasem(zajęcia trwają planowo trwają 4h i zazwyczaj są strasznie nudne). W tym roku komuś się nie spodobała zerówka z mikrobiologii. Jaki tego efekt? Zerówka została zlikwidowana. Dwa tygodnie przed egzaminem z patomorfologii ktoś wysłał list do pani Dziekan(która jest równocześnie szefową zakładu patomorfologii) z prośbą o unieważnienie dwudziestu osobom zwolnienia z egzaminu, bo wg tej osoby forma przyznawania zwolnień jest niesprawiedliwa.Można tak w nieskończoność wymieniać.
    Najgorsze jest to, że zakłady często się przejmują opiniami poszczególnych (sfrustrowanych) osób, tak jakby ich opinia była opinią całego rocznika.

    OdpowiedzUsuń
  3. I ja gratuluję!:) Mam nadzieję, że trafisz na fajny zespół pielęgniarski na praktykach, dzięki czemu sporo się nauczysz, a i zobaczysz naszą pracę od podszewki/pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. I ja mam taką nadzieję, bo zapał mam bardzo duży. Ale po wstępnych rozmowach jestem dobrej myśli :)

      Usuń
  4. Gratuluję zakończenia 1 roku! ;)

    Ja mam nadzieję zacząć studia na WUMie w tym roku.
    Chciałabym zapytać Cię, czy warto kupować model czaszki, czy da się to ogarnąć z atlasu i z tego co ogląda się na zajęciach? Prawdziwej nie kupię, bo wydaje mi się to dość...obrzydliwe ;)
    Jak wiele osób u Was na roku miało czaszki/modele czaszek? Ty miałeś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieki :D
      Absolutnie nie warto. Kupa pieniedzy, a zajec z czaszki sa tylko 3. Oprocz atlasu i ogladania na zajeciach mozna wypozyczac modele, i to w zupelnosci wystarczy. Wydaje mi sie ze modeli niewiele osob mialo, bo zwyczajnie sie nie oplaca. Pare stow trzeba wyrzucic, a za takie pieniadze na czarnym rynku mozna kupic prawdziwa. Jednak jak wiesz jest to nielegalne, i malo sie o tym mowilo. Sam przyznam ze mialem prawdziwa, ale nie kupilem, tylko dostalem, chociaz kusilo. Jednak praktycznie nie korzystalem z niej, bo bardzo zniszczona byla. Tak czy siak, odradzam, za te pieniadze lepiej pare skrzynek piwa kupic, bardziej sie oplaci :D a jesli czaszka Cie obrzydza, to radze przygotowac sie na duzo wieksze obrzydliwosci przez caly rok.

      Trzymam kciuki, bede pil za niskie progi w rekrutacji :D Jesli masz jakies watpliwosci, pytaj smialo. Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Dzięki za szybką odpowiedź! :) Czaszka jako taka mnie nie obrzydza, ale odrzuca mnie myśl posiadania jej w domu. w końcu to są ludzkie szczątki...Jakoś tak nieswojo sobie je postawić na biurku... ;)
      Właśnie słyszałam bardzo różne opinie- niektórzy tak jak Ty mówią, że spokojnie da się to ogarnąć z atlasu, inni, że bez własnej czaszki to na tych studiach ani rusz. A ja nie mam wyobraźni przestrzennej (typowa baba XD) i tym bardziej sie martwię czy dam radę. No nic, najpierw trzeba się dostać, później będę się martwić :D W razie jakichś pytań, będę jeszcze się odzywać. Wielkie dzięki! :)

      Usuń
    3. jesli brakuje Ci wyobrazni przestrzennej, to tak jak napisalem, bedzie mozna wypozyczac modele z kosciarni i uczyc sie w spokoju w czytelni, w bibliotece sa nawet prawdziwe czaszki do wypozyczenia, niewiele ich, ale zawsze cos. nie ma sie co przejmowac tym tak wczesnie ;)

      Usuń
    4. konieczność posiadania czaszki to przereklamowana sprawa. Można na miejscu sobie wypożyczać zarówno prawdziwie jak i modele i oglądać. Tylko trzeba się dobrze ustawić, żeby starczyło dla Ciebie :D

      Usuń
  5. Hej :)
    Ja takze zastanawiam sie nad studiowaniem na WUMie ;) Czy te historie o wyścigu szczurów i niezbyt przychylnych asystentach są prawdziwe? Będę wdzięczna za kilka słów na temat uczelni! :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem co słyszałaś o tym wyścigu. Podejrzewam, że to opowieści osób nigdy tu niestudiujących, lub mających kontakt z "medycyną" tylko wtedy, kiedy trzeba o zwolnienie lekarskie.

      Przez cały rok tego nie odczuwałem. Są grupy na fejsie, dysk roku, gdzie każdy, jeśli zdobędzie coś ciekawego to wrzuca. Jednak sytuacje opisane wyżej w poście i komentarzach są nieuniknione - czy to na WUMie, czy na innym uniwersytecie. Wszędzie, gdzie jest jakaś zbiorowość, znajdą się jednostki nieprzystosowanego do takiego życia, próbujące sobie pomóc na różne sposoby. Nie mniej, takich sytuacji jest dużo mniej, niż więcej.

      Co do asystentów, to wiadomo, że jest duża rozbierzność. Są niezwykle pomocni, traktujący studenta jak partnera do dyskusji, a nie szwędające się robactwo, które trzeba rozgnieść. Ale są też kompletnie ignoranci, których nie mam pojęcia co skłoniło do pracy na uniwersytecie. Jednak i tych drugich jest znacznie mniej. Na szczęście to już nie PRL. Nie ma się czego obawiać. Trudno mi też odnieść się do ogółu, bo sam jestem dopiero od roku i jeszcze sporo do przeżycia ;)

      Pozdrawiam i zapraszam do czytania :D

      Usuń
    2. postudiuj trochę więcej niż rok, by się przekonać o tym niemiłosiernym wyścigu, co WUM wyróżnia zdecydowanie wśród innych uczelni w sposób negatywny. Nie ekstrapoluj tego co było na 1 roku na całość studiowania tutaj, bo pierwszy rok de facto to nawet nie jest 1/6 całych studiów, a dużo dużo mniej (i godzinowo, i materiałowo).

      Usuń
    3. Uwierz mi, że mam zamiar jeszcze tu postudiować. Wszystko o czym piszę, odnosi się do pierwszego roku, bo tylko to przeżyłem. Podkreśliłem to na koniec, pisząc, że "trudno odnieść się do ogółu". Ciekaw jestem, na jakiej podstawie, twierdzisz, że WUM wyróżnia się negatywnie. Staram się unikać tego, co Ty napisałaś/-eś. Jeśli jesteś studentką/-em warszawskiej uczelni, to skąd znasz sytuacje na innych uniwersytetach. I na odwrót - jeśli jesteś z innego uniwersytetu - w jaki sposób wiesz, jak to wygląda w Warszawie.

      Usuń
    4. Dzięki wielkie za odpowiedź:) Tak, masz rację - te informacje uzyskalam od osoby studiującej na innej uczelni, nie jest więc to sprawdzone.
      Wydaje mi się, że wszędzie można znaleźć zarowno plusy, jak i minusy studiowania, nieprawdaż?

      Usuń
    5. bo właśnie skończyłem tu studia i mam szerszy ogląd?
      Stąd piszę jak jest w szerokiej perspektywie, którą maturzyści tu idący znać powinni.

      Usuń
    6. Szerszy - z pewnością. Nie odbieram Ci tego.
      Ale to dalej nie wyjaśnia, na jakiej podstawie porównujesz sytuacji z innymi uniwersytetami. O ile mi wiadomo, studiowałeś tylko w Warszawie :)

      Usuń
    7. ma się znajomych, więc się ma i obraz sytuacji

      Usuń
  6. Witam, najpewniej w październiku zacznę studia na WUM'ie i mam parę pytań z tym związanych.Zapewne czytałeś/słyszałeś je już milion razy, z góry przepraszam :) Chodzi mi o książki, ponieważ przydałoby się już zacząć gromadzić księgozbiór.
    1. Które pozycje są najbardziej potrzebne (chodzi mi głownie o anatomię i histologię). A jeszcze inaczej, z których się najwięcej uczyłeś i ci się najmocniej przydały?
    2. Od kiedy można wypożyczać książki z biblioteki uniwersyteckiej i ile max można ich wypożyczyć?
    3. W poprzednich notkach pisałeś coś o języku, w którym przyszły rok ma się uczyć anatomii. Czy nadal będzie łacina i angielski? czy już tylko angielski? Czy znasz jakieś plotki, fakty na ten temat :)
    Fajnie by było jakby jeszcze inni odpowiedzieli na moje pytania :P z góry dzięki za odpowiedzi.

    Marcin W.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Anatomia to oczywiście przede wszystkim Bochenek. Wg mnie najlepszy podręcznik. Z niego korzystałem praktycznie przez cały rok, tak jak znaczna część studentów. W bibliotece jest go bardzo dużo, więc można wypożyczyć, chyba że chcesz mieć swojego. Starsze wydania, tańsze, też są spoko. Część uczy się z Pituchowej, mi ona nie odpowiadała, i jak dla mnie sporo istotnych kwestii przemilczała. Do powtórki przed kolokwium bardzo dobry jest Skawina (oprócz OUNu - jego można od razu spalić), szczególnie GiS jest świetnie zrobiony. Do osteologii i OUNu przydaje się także słownik Feneisa.
      W histologii nie ma takiego wyboru i problemu. Obowiązuje podręcznik WUMowskich profesorów Sawickiego i Malejczyka. Pytania są układane pod zdania z tego podręcznika. Całkowicie wystarczy. Do embriologii dodatkowo Sadler, ale to dopiero 2 semestr.
      2. Książki można wypożyczać od momentu otrzymania legitymacji, czyli 1 dnia. Max liczba to chyba 18. W zupełności wystarczy.
      3. "faktów" nie znam, bo jaka będzie ostateczna decyzja zakładu, dowiecie się dopiero na zajęciach. uważam jednak, że rezygnacja z łaciny w ogóle jest bardzo mało prawdopodobna, co mówił też mój asystent w trakcie roku. mimo moich obaw na początku, że będzie to niemożliwe do nauczenia (polski, łaciński, angielski), nie stanowiło to większego problemu.

      Usuń
    2. W takim razie bardzo dziękuję za megaszybką odpowiedź. Pozostaje już tylko zacząć gromadzić książki. Jeszcze chciałbym się o kwestię atlasu do anatomii zapytać? Przede wszystkim klasyczne pytanie: Netter czy sobotta? i jeszcze kwestia roku wydania. Czy starsze atlasy przejdą? Czy lepiej celować w nowsze wydania (chodzi mi głownie o sprawę ujednolicenia mianownictwa anatomicznego które miało miejsce bodajże w '98 i wątpliwości ze starszymi atlasami z tym związane)

      Usuń
    3. mianownictwo łacińskie nie ulega większym zmianom od bardzo dawna. ale kupowałbym nowsze wydanie. wydaje mi się, że jest lepszy dobór rycin i szata graficzna. chociaż widziałem świetny atlas mózgowia w antykwariacie, którego ze świecą szukać pośród nowych wydań.

      klasyczne pytanie i klasyczna odpowiedź: oba dobre, oba mają swoich zwolenników i przeciwników. sam mam nettera, ale z sobotty też korzystałem, np. przy czaszce, która w netterze jest okrojona wyłącznie do rycin całości, a nie ma natomiast rysunków izolowanych kości, które są także potrzebne.

      jeden możesz kupić, drugi wypożyczyć w biblio lub ściągnąć (na chomiku jest sobotta w pdf w bardzo dobrej jakości - korzystałem ;)

      tak czy siak, wszystko będziesz weryfikował na prosektorium, więc każdy zakup będzie dobry.

      Usuń
    4. Do anatomii moim zdaniem Pituchowa na WUMie trochę odpada. Zawiera za mało materiału. Trzeba doszukiwać, doczytywać itp. Bochenek fajna sprawa, na początku przeraża ilością stron, ale do kości dobrze go czytać żeby się rozeznać co i jak. Jednak dużo osób korzysta tu tylko ze Skawiny i jest okej. Do OUNu Bochenek niezastąpiony + skrypt Dobaczewskiej dostępny na uczelni w kiosku. DO dalszych działów to czytałam sobie raz bochenka a potem do nauki i powtórek Skawina plus swoje notatki z pierwszego czytania Bochenka. Myślę, że na samych Skawinach też da radę, ale jakoś nie łapałam o co chodzi jak nie znałam szerszego konekstu. Kończyny robiłam właściwie tylko ze Skawinek.

      Atlas...Ja miałam sobottę, byłam bardzo zadowolona. Netter mi się nie podobał - zbyt przekolorowany, sobotta jest bardziej realistyczny. Ale dużo osób lubi Nettera. Osobiście korzystałam też w bibliotece z Prometeusza i również mogę go gorąco polecić. Fajnie też w bibliotece zajrzeć do fotograficznych atlasów, ale nie warto w niego inwestować.

      Angielski i łacina na bank zostaną, bo WUM kocha łacinę :D Nie jest to jednak problemem. Uczyłam się w zasadzie tylko po łacinie, a przed kolokwium przeglądałam angielskie nazwy lub tworzyłam na poczekaniu w trakcie kolokwium. Są one zaczerpnięte z ang. np. Vena jugularis externa - external jugular vein. Także to łatwo można przekształcić jak się zna po łacinie. Z czasem to po prostu jakoś samo wychodzi.

      Usuń
    5. Wielkie dzięki za odpowiedź :) Postanowiłem zainwestować w Nettera, ale to z tego względu, że w razie czegoś Sobotta istnieje w formie pdf, a i w bibliotece WUM podobno łatwiej jest go zdobyć. Apropo Skawinek. Czy są one łatwo dostępne w bibliotece czy raczej szykować się na zakup? Poczytałem trochę dyskusji na innych portalach i chcę się jeszcze zapytać o atlas Sinelnikova, który w wypowiedziach niektórych ludzi wzrasta do nie wiadomo jak wysokiej rangi. Czy mieliście z nim styczność? Trochę mam tych pytań :p ale mam nadzieje, że mnie zrozumiecie, tym bardziej, że rok temu byliście w podobnej sytuacji. W ogóle nurtujące i trochę przerażające są te kwestie przełomu września i października (immatrykulacja, wyścig po książki do biblioteki, pierwsze zajęcia, a przede wszystkim przeskok między kilkunastotysięczną mieściną a milionową stolicą :P). Jeszcze raz dzięki za pomoc

      Usuń
    6. Dobry wybór.
      Skawiny warto mieć swoje, bo w bibliotece jest ich niewiele (jeśli w ogóle są?) a cena nie jest wysoka. A używane można kupić dosłownie za grosze.

      Z Sinelnikovem miałem do czynienia, atlas porządnie zrobiony, ładne ilustracje, (szkoda że mało kolorowe) ale dupy nie urywa. Warto wypożyczyć, bo jest go sporo w biblio. Mi średnio pasował, bo nie przepadam za połączeniem atlas+podręcznik.

      Immatrykulacją nie ma co się przejmować, bo jest tydzień lub dwa po rozpoczęciu zajęć. Coś jak rozpoczęcie roku w szkole z rozdaniem indeksów.

      Pierwsze zajęcia to takie na lajcie. Omówienie co i jak. Na anatomii zaczniecie normalny temat, ale to na spokojnie.

      Wyścig po książki to głownie polega na tym, komu uda się wypożyczyć 1 dnia przed końcem limitu. Od tamtego roku, kiedy powstała nowa biblioteka, nie ma "fizycznych" kolejek, za to są kolejki "internetowe". Dlatego pierwszego dnia, przed zajęciami lub w przerwie pomiędzy nimi, idziesz do dziekanatu i odbierasz legitke, a po zajęciach jak najszybciej do kompa i wypożyczasz co Ci potrzeba. wcześniej możesz ogarnąć stronę, bo ja na początku np. średnio ją ogarniałem.

      za pytania nie przepraszaj ;)

      Usuń
    7. No to wszystko praktycznie jest jasne :D dzięki wielkie, szczególnie za akapit związany z biblioteką - nigdzie nie moglem się o tym doczytać. Na razie wyczerpał mi się zasób pytań, ale jak coś znajdę to trochę was tu jeszcze pomęczę :]

      Pozdrawiam

      Usuń
  7. Ja mam jeszcze jedno pytanie. Czy znasz ludzi, którzy uczyli się anatomii z podręcznika Greya i czy uważasz, że warto go mieć?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie kojarze nikogo kto z niego korzystal. Z tego co slyszalem, ma troche bledow, u nas nie byl popularny. Asystenci sa bardzo przywiazani do Bochenka. Ale jesli chcesz, najlepiej samemu to sprawdzic, bo mi truddno mowic o ksiazce ktorej nie mialem w rekach.

      Usuń