09 lipca 2013

SCARS AND SOUVENIRS

Listy rankingowe opublikowano. Szczęśliwie przyjętym gratuluję. Czas na spełnienie mojej obietnicy. Odpowiedzi, przynajmniej na część z niekończących się pytań, postanowiłem zawrzeć w jednym poście. Odwiedzającym co rusz Zabawę w doktora przyszłym medykom prezentuję podsumowanie I roku. Enjoy!

ANATOMIA

Najobszerniejszy, a zarazem dla mnie najbardziej interesujący przedmiot na 1 roku. U różnych ludzi budzący różne uczucia - a to wszystko w głównej mierze zależy niestety od prowadzącego. Jak już pisałem parę razy, trafiłem bardzo dobrze, przez co z przyjemnością chodziłem na zajęcia (nooo może przy kończynie górnej i dolnej był trochę mniejszy zapał... ale to wina tematu). Ale są również tacy, którzy z taką samą przyjemnością zakończyli anatomiczny rozdział. Mi jednak spaczyło to mózg do tego stopnia, że w następnym roku wstępuję w szeregi Koła Anatomicznego i z niektórymi z Was będę się być może mijał na prosektoryjnych salach.

Po lajtowej nauce w trakcie liceum, konfrontacja z ilością materiału na anatomii może być szokiem. Ale tu spieszę z pocieszeniem. Nie Wy pierwsi to przechodzicie... i nie ostatni. Znaczna część studentów daje radę. Jedni lepiej, drudzy gorzej, ale jakoś idzie. Wszystkiego nie da się nauczyć, ale i potrzeby takiej nie ma. Ważne, by jak najszybciej zaadoptować się do nowych warunków i posiąść umiejętność selekcji informacji, co z pewnością pomoże w efektywniejszej nauce tego przedmiotu.

Z plotek zasłyszanych na zajęciach od asystentów mogę napisać, że zakład nie planuje zmian w obowiązującym języku na anatomii. Takie rozwiązanie jak obecnie jest całkiem dobre. Rozporządzenie ministra (czy ministry) narzuca obowiązek władania słownictwem w języku angielskim i polskim. Ale WUM kocha także łacinę i znajomości tejże wymaga. Mimo początkowych obaw co do zdolności przyswojenia słownictwa w 3  językach, nie stanowiło to dużego utrudnienia. Nazwy łacińskie są bardzo logiczne, do głowy wchodzą łatwiej i siedzą dłużej niż polskie. Natomiast słownictwo angielskie jest w znacznym stopniu bardzo podobne do łacińskiego, jedynie z inwersją. No aż chce się uczyć :P


Podręczniki:
"Anatomia człowieka" A. Bochenek, M. Reicher - oczywiście klasyk. Uznawany od dziesiątek lat, także moim zdaniem najlepszy podręcznik anatomii.  Bardzo dobrze napisany, wyczerpująco omówione tematy, logiczny podział treści. Chociaż w trakcie roku najchętniej rzucałbym nim czasami przez okno, to sentyment pozostaje. Już po egzaminie zamówiłem sobie ulubiony, IV tom :P Oczywiście, ogrom treści na początku przeraża, ale z czasem się przyzwyczaja i zaczyna nabierać wprawy w odróżnianiu co jest kluczową informacją, a co mniej istotną ciekawostką. Wart polecenia jest szczególnie tom II (trzewia), tom III (układ krążenia) oraz IV (ośrodkowy układ nerwowy). Tom I, w którym omówiono kości i mięśnie jest fatalny, a tom V (obwodowy układ nerwowy) - przydatny do wybranych tematów. Oprócz dokładnego opisu, Bochenek zawiera świetne ilustracje, które niekiedy lepiej wyjaśniają istotę problemu niż niejedna rycina w atlasie czy parę stron tekstu. WUM bardzo lubi Bochenka, od dawna darzy go szczególnymi względami. Stąd też jak najszybsze oswojenie ze świadomością obcowania z tą książką przez najbliższy rok jest bardzo wskazane.

"Anatomia prawidłowa człowieka" J. Pituchowa - od początku mi nie pasowała. Dziwny podział materiału, powierzchowne omówienie, lub czasami przemilczenie wielu kwestii. Piszę to nie tylko z perspektywy człowieka, który się tym interesował, ale mając też w pamięci wiedzę wymaganą przez asystentów na zajęciach, kolokwiach czy egzaminie (chociaż na ten ostatni to Skawina pewnie by wystarczyła ). Jestem na nie.

"Anatomia prawidłowa człowieka" pod red. A. Skawiny - oprócz OUNu (spalić i nawet nie dotykać!), pozostałe części przydatne do przedkolokwialnych powtórek. I tylko tyle. Jak ktoś uważa, że nauczy się na tym anatomii, to szybko się przekona, że nie da rady. Przez lenistwo, Skawina był moim jedynym źródłem wiedzy z kończyny górnej i dolnej. Rezultat: do dziś średnio to ogarniam :P Zatem przed przeczytaniem tematu w Bochenku odradzam zabieranie się za tę pozycję. W głowie i tak nic nie zostanie.

"Ilustrowana anatomia człowieka Feneisa" W. Dauber - bardzo przydatna w trakcie osteologii i OUNu, później jedynie zdobiła półkę. Schematyczne rysunki na jednej stronie, wraz z odnośnikami do wypunktowanej listy nazw struktur na drugiej stronie to ciekawe i przydatne rozwiązanie. W bibliotece do wypożyczenia chyba tylko na miejscu, w internecie dostępna wersja z mianownictwem angielskim w pdf. Polecam.

"Anatomia czynnościowa OUN" H. Dobaczewska - must-have przy ośrodkowym układzie nerwowym. Xero dostępne w Anatomicum za kilka złotych, w internecie dostępna w pdf na chomiku (możecie mi podziękować tutururu :P). Szkoda, że nie wznawiano kolejnych wydań, ponieważ przestarzała wiedza w niektórych momentach aż w oczy razi. Jednak na studenckie potrzeby wystarczy. Obowiązkowa pozycja w plecaku / torbie / worku WUMowskiego studenta, więc czy polecam czy nie - mieć trzeba.

"Anatomia czynnościowa OUN" B. Gołąb - moja przygoda z tą książką szybko się skończyła. Niski poziom. Słabo napisana. Nie polecam. Tyle.

"Neuroanatomia czynnościowa i kliniczna" O.Narkiewicz, J.Moryś - o niebo lepsza od poprzedniej książki. Nie jest zbyt popularna - nie widziałem by ktokolwiek z niej jeszcze korzystał, co jest dla mnie  niezrozumiałe. Kliniczne aspekty zostały tutaj przedstawione w bardzo przystępny sposób, a z samej anatomii jest tu coś, czego nawet w Bochenku nie znalazłem. Jednak wydaje mi się, że nie jest to pozycja obowiązkowa, a raczej dla zainteresowanych. Co nie zmienia faktu, że bardzo polecam. W bibliotece niedostępna, ale do kupienia za ok. 70 zł (cena wg mnie trochę za duża, ponieważ książka jest klejona i szybko się rozpadła - nadrabia za to wartością naukową), dostępna też w pdf na chomiku.


Atlasy:
Netter - korzystałem, nie narzekam, chociaż wady też się znajdą. Trochę zbędnych, typowo "marketingowych" ilustracji. Zamiast tego, autorzy mogli zamieścić ryciny izolowanych kości czaszki (mój największy zarzut wobec tego atlasu). Na niektórych rysunkach dałoby się podpisać jeszcze sporo struktur, inne z kolei są mniej czytelne przez ilość odnośników dookoła. Jednak staranne ilustracje, jednotomowe wydanie i bardzo praktyczne uporządkowanie materiału przeważają na korzyść. Polecam.

Sobotta - czaszka to chyba największa przewaga tego atlasu nad Netterem. Każda kość rozrysowana oddzielnie, z różnych perspektyw. Świetne... Wada - przekoloryzowane rysunki oraz wydanie w 2 tomach.

Sinielnikov - tak jak Sobotta wlał za dużo tuszu do drukarki, tak ten o tym zapomniał. Wykonanie bardzo profesjonalne i najbardziej zbliżone do realiów, ale brak koloru jak dla mnie był dużym mankamentem. Poza tym, nie przepadam za połączeniami podręcznik+atlas w jednym, a 3-tomowe wydanie przesądza sprawę. Wypożyczyć warto, ponieważ biblioteka  w zbiory jego jest obfita. Kupowanie - odradzam.

Ogólna uwaga co do atlasów: zaciekły walka o to, który jest lepszy, jest śmieszna i niepotrzebna. Każdy ma swoje zalety oraz wady. Każdy też jest dużym zakłamaniem wobec preparatów oglądanych na prosektorium. Istotniejsze jest to, by nie ograniczać się do jednego źródła, a wiedzę zdobytą w trakcie czytania podręcznika i oglądania atlasu, starannie zweryfikować na zajęciach.

Co do jednego panuje chyba powszechna zgodność: kupowanie atlasów fotograficznych jest wyrzuceniem pieniędzy w błoto. Ja się także pod tym podpisuje wszystkimi rękami.

Do kupowania wszelkich "materiałów na I rok" szeroko oferowanych na forum biologa też proponuję podchodzić z dużą ostrożnością. Znaczna część tego jest dostępna w internecie na różnych dyskach, lub będzie do zdobycia w ciągu roku bez problemu. Niestety potwierdzone na podstawie własnych doświadczeń z ubiegłego roku :/


HISTOLOGIA I EMBRIOLOGIA

W zależności od asystenta, 2 godziny rysowania preparatów mikroskopowych może być pożytecznie spędzonym czasem, lub jego kompletną stratą. W moim, i większości przypadków, prawdziwe było to drugie. Absolutnie znaczna część nauki to siedzenie nad Sawickim w domu i próba zapamiętania rodzajów nabłonka, białek, interleukin, przenośniki itepe. Przedmiot, jak dla mnie, dużo nudniejszy niż anatomia, chociaż muszę przyznać, że bywał miejscami fascynujący, kiedy po przeczytaniu rozjaśniał się schemat działania jakiegoś procesu. Jednak nigdy nie było to za pierwszym czytaniem ;)

"Histologia" W. Sawicki - podstawowy, jedyny, święty podręcznik tego przedmiotu na WUMie. W tym wypadku nie ma dużego wyboru - pytania do kolokwiów czy egzaminu układane są pod zdania wyrwane z tej książki, więc uczą się z niej wszyscy. Mimo już kilku wydań, zawiera sporo sprzeczności, niekiedy na tej samej stronie. Jednak co bym nie narzekał - kupić trzeba i czytać też trzeba. Bez tego ani rusz. 

"Embriologia lekarska" T.W.Sadler - bardzo dobra, przystępnie napisana. Wyjaśniła to, co zawsze było dla mnie niezrozumiałe. Najlepsza i właściwie jedyna do tego działu. Korzysta się z dostępnej xerówki, ale warto też ściągnąć pdfa, gdzie są kolorowe i wyraźniejsze rysunki.


BIOFIZYKA

Nuuuuda. Do końca życia chyba z radością będę się żegnał ze wszystkim co ma fizyka w nazwie. W dodatku jeśli to coś zaczyna się o 8.00 w poniedziałek i trwa 4 godziny! W zimnej sali! Bleeeh. Z przedmiotu może trochę wyniosłem, ale dziwni prowadzący sprawiają, że nie wspominam z uśmiechem tego przedmiotu, za to z radością go pożegnałem. Muszę przyznać, że czasami ćwiczenia były zabawne. Szczególnie ich część praktyczna. Do dziś pamiętam, kiedy śpiewałem Smerfy przez aparat dopplerowski przystawiając go do tętnicy szyjnej. Ciekawe było też usg i udawanie, że wielka, czarna dziura na szarym tle to oczywiście pęcherzyk żółciowy :P
Zajęcia jednak niewiele się miały do pytań na teście końcowym i jego zaliczenie (jak dla mnie) możliwe było tylko dzięki przerobieniu testu z poprzedniego roku.


PODSTAWY BIOLOGII MOLEKULARNEJ

Nowość na I roku. Od następnego ma być w innej formie - na pewno w lepszej, bo gorzej być nie może. Mimo mojego dużego zapału i nadziei (tematyka zapowiadała się bardzo ciekawie), wielkie rozczarowanie. 7 ćwiczeń, podczas których przez pierwszą połowę czytano prezentacje, a drugą bezmyślnie wykonywaliśmy polecania asystentów, kompletnie nie rozumiejąc co, po co i dlaczego. W trakcie zajęć brak jakichkolwiek wymagań, natomiast test zaliczający nieporównywalnie trudniejszy, z podwyższeniem progu na tydzień przed zaliczeniem oraz trzymaniem do ostatniej chwili w niepewności co do formy (jedno- czy wielokrotnego wyboru). Podsumowując: kompletna prowizorka. Najmniej przyjemny przedmiot i zakład z jakim miałem kontakt w tym roku.

Cały rok minął w mgnienia oku, a przez ilość wydarzeń wydaje się jakby trwał wieki. Jest to jednak dopiero niewielki procent tego, co jeszcze nadejdzie i minie trochę czasu, nim moja wiedza pozwoli na więcej niż to:



To chyba byłoby na tyle. Ale zapraszam do zadawania pytań. Miłego składania papierów :D

90 komentarzy:

  1. To ja zadam pierwsze pytanie, jako szczęśliwa świeżo zakwalifikowana - czy 3tomowy podręcznik Morysia oraz anatomia Graya przydają się do nauki anatomii? Znasz ludzi, którzy się z tego uczyli?

    I jeszcze chciałam zapytać nieśmiało... czy zdarzali się ludzie którzy NIE byli w stanie przyswoić tych ogromnych ilości materiału? Dużo ludzi odpadło w ciągu roku? czy trzeba mieć wybitną pamięć, czy taka raczej przeciętna będzie wystarczająca...? Strasznie się boję...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te podręczniki nie należą do zbyt popularnych u nas. O Grayu słyszałem tylko, że jest trochę błędów, a o Morysiu nie mam niestety żadnego pojęcia, bo nawet go nigdy nie widziałem.

      Nie było ludzi którzy tego nie przyswajali. Jeśli ktoś tu studiuje, bo chce i włożył pracę w to, żeby się tu dostać, a nie ze względu na ambicje rodziny, to podchodzi do tego odpowiedzialnie. A to już dużo, ponieważ wiąże się to z tym, że się uczy. Pamięci wybitnej nie potrzeba - na medycynie wbrew pozorom też są normalni ludzie, którzy mają życie (chociaż na pewno trochę mniej niż gdzie indziej). Wybitni to jednostki. Ile osób odpadło - tego jeszcze nie wiem, ponieważ sesja poprawkowa dopiero będzie. Po niej można będzie powiedzieć. Jednak nie jest to masa osób, jak większość myśli.

      Nie ma się czego bać. Jeśli masz pasję, to mimo ciężkiej pracy w ciągu roku, będzie to jeden z lepszych jaki przeżyjesz. A na stres jeszcze przyjdzie czas przed kolokwiami. Ładuj akumulatory i korzystaj z wolnego ile się da :D

      Usuń
    2. Poza tym, jeśli nie będziesz w stanie przyswoić materiału na początku to masz jeszcze drugie terminy, których nie można się bać. Na pierwszym roku są dość stresujące, bo wiadomo, każdy wmawia sobie, że się nie podołało itp, ale niepotrzebnie - wystarczy się nie poddać i nie wmawiać sobie, że coś się nie uda, z dobrą motywacją nie ma opcji, że nie wyjdzie ;-)

      Co do odpadania osób - rok temu odpadło ok.70 osób, ale te liczby są niewymierne, bo zazwyczaj nie wiadomo ile osób odpadło po sesji poprawkowej, a ile osób zrezygnowało w trakcie. Pomijam jeszcze nędzne kreatury, które są 'studentami widmo' i nawet nie przekroczyli drzwi uczelni, a nie wyjęli swoich papierów, więc są na liście studentów.

      Usuń
    3. Myślę, że jeśli ktoś napisał tak zajebiście maturę, żeby się dostać z I listy to i z anatomią sobie poradzi śpiewająco.

      Usuń
    4. No to akurat nie zawsze się sprawdza. Matura ma tyle wspólnego ze studiami, że ma tyle samo liter.

      Usuń
    5. Ja chciałam zapytać czy Ty Adrianie w ciągu roku miałeś jakieś poprawki? :P wiem, że to głupie pytanie, ale tak jak pisała Em, na pierwszym roku jakoś to szczególnie boli, zwłaszcza gdy cały rok przeszło się bezboleśnie i na samym końcu się potknęło i to boleśnie (ja).

      Usuń
    6. To nie jest głupie pytanie. Nie miałem na szczęście żadnych poprawek, wszystkie kolokwia, testy i egzaminy zaliczyłem w I terminie :)

      Ale mogę zrozumieć co czujesz, ponieważ niewiele brakowało do potknięcia na histologii. Cały rok zaliczałem kolokwia ze sporym zapasem punktów, a egzamin na słabe 3 :/ Trudno doszukiwać się w tym sprawiedliwości

      Usuń
  2. Tylko 4 przedmioty? A języki? Jak wygląda np. nauka angielskiego czy łaciny?
    Mam nadzieję, że za rok też dostanę się na WUM i ten post mi się przyda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybór przedmiotów o których pisałem nie był przypadkowy. O anatomii i histologii wydaje mi się, że to oczywiste - dwa największe przedmioty. O biofizyce - ponieważ fizyka nie była niezbędna w tym roku żeby dostać się na WUM i nie wszyscy ją zdawali, w dodatku po raz pierwszy jest w programie I roku. O biologii molekularnej - ponieważ to nowy przedmiot na I roku

      W nauce języków jakiś specjalnych nowości nie ma. Ćwiczenia wyglądają jak lekcje w szkole. Z tą różnicą, że na angielskim jest tylko słownictwo czysto medyczne, bez klepania gramatyki, natomiast łacina to wkuwanie końcówek deklinacji i słówek. Ot i filozofia.

      Łacina to wkuwanie końcówek deklinacji i

      Usuń
    2. Deklinacje <3 Ok dzięki.
      Zajebisty pomysł z nazywaniem każdego postu tytułami odcinków grey's anatomy. Dużo świeżości to wprowadza.

      Usuń
    3. Chyba, że trafisz na magistra B. Wtedy łacina to odpowiadanie na zajęciach z otwartą książką i pilnowanie żeby nie podpaść :D

      Usuń
    4. U pani O. na każdych zajęciach też było odpytywanie i w "nagrodę" zawsze ktoś otrzymał dyżur ;)

      Usuń
  3. Nie ma co się bać :D ale niepocieszający jest fakt, że matura to pryszcz w porównaniu do studiowania z tego co mi wiadomo :) ale wiadomo, każdy etap w życiu ma swoje trudności

    OdpowiedzUsuń
  4. ja tam wolę studiowanie niż maturę. Bo w maturze chodzi o to, żeby dostać jak najwięcej punktów. A w studiowaniu o to, żeby zdać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam nigdy nie podchodziłem do tego "aby zdać", lecz żeby w głowie też coś zostało. Nie ocena będzie leczyła, ale to co wyniosłem w trakcie nauki :D

      Usuń
    2. Moralizowanie aż do bólu... Wydaje mi się, że zawsze chciałoby się jak najwięcej zapamiętać na przyszłość, żeby później nikomu swoją niewiedzą krzywdy nie zrobić, ale często przed kolokwiami ma się dość niewiele czasu, aby opanować perfekcyjnie cały materiał. Robi się, co się może zrobić, ale kwestia "zdam czy nie zdam" pozostaje kluczowa, kiedy czeka się na wyniki egzaminu. Poza tym mało jest osób, które nie okłamują samych siebie, kiedy mówią, że na każde kolokwium nauczyły się tak, jakby od tego rzeczywiście zależało życie drugiego człowieka.

      Usuń
    3. "Zdam czy nie" oczywiście jest najważniejsze czekając na wyniki egzaminu czy przed kolokwium. Nikt wtedy nie myśli, że jak nie zdam to umrze człowiek, tylko że będę miał II termin i słabe wakacje. Ale studia to nie tylko czekanie na wyniki, ale i nauka. A jeśli ktoś chce iść po najmniejszej linii oporu, i czyta tylko tyle aby zdać, to te braki prędzej czy później się uwidocznią.

      Usuń
    4. nie chodzi mi o czytanie tyle byle zdać, a o to, że jak dam z siebie wszystko a napisze na 3 to spoko, a jak do matury dam z siebie wszystko, a napiszę na 60% do żegnajcie studia.

      Usuń
    5. FretkaMD. Chciałem się odnieść do Twojego komentarza. Co do porównywania studiów z maturą- faktycznie nie ma to żadnego sensu i rzeczywiście- studia są o niebo lepsze niż matura z przyczyn wyżej przez Ciebie opisanych. Studiuję niestacjonarnie właśnie dlatego, że matura poszła mi "średnio". W rodzinie nie mam ani jednego lekarza, żeby nie było. ;) chciałem przy okazji zaznaczyć, że pomimo powszechnych opinii i stereotypów dotyczących tego, że jesteśmy "gorsi", my także sobie radzimy. I to nawet całkiem nieźle. ;) w sumie nie rozumiem tej nagonki na ludzi "z płatnych". Zastanawiam się czasem czym my różnimy się od osób, które nie dostały się za pierwszym razem i siedział w domu żeby poprawić maturę. Chciałbym poznać wasze zdanie, co myślicie o takich studentach. Jakie Ty Adrianie masz zdanie na ten temat. Czy w przypadku gdyby Ci się nie udało, zdobył byś się na taki krok, czy wolałbyś poczekać?
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
    6. Każdemu może się podwinąć noga na maturze. Jeśli później osoba rodzi sobie ze studiami, to nie widzę w tym żadnego problemu. Jednak trzeba przyznać, że jest też spora grupa, którym nie podwineła się noga, tylko po prostu mają mniejsze zdolności w tej dziedzinie na maturze i w ich studiowanie na stale wpisane są drugie czy któreś z kolei terminy. Takie osoby same powinny odpowiedzieć sobie na pytanie, czy to dobra droga.

      Ja od początku miałem swiadomość, że jeśli matura mi nie wyjdzie, to albo zaczynam inny kierunek, albo czekam rok. Niestety zarobki moich rodziców nie pozwalałyby, żeby oprócz utrzymania, musieliby płacić za studia i to bardzo poważne pieniądze. Pozostawało mi spiąć tyłek i jakoś to zdać ;)

      Usuń
    7. są płatni studenci zaliczający wszystko w I terminie i tacy co niczego nie zaliczają.
      Są dzienni studenci zaliczający wszystko w I terminie i tacy, którzy niczego nie zaliczają.

      Jeśli ktoś sobie radzi na studiach, to nie należy nazywać go gorszym. Gorszy to jest ten co ciągle oblewa wszystko co się da. I w ogóle uważam, że jak płatny student sobie zajebiście radzi (ale niekoniecznie ma średnia 5,0) to powinni go przenosić na dzienne w ramach limitu. Przecież studenci widmo odpadają po I roku, więc robi się sporo miejsc na dziennych.

      Usuń
    8. Dzięki, dajesz mi nadzieję, gdyż ja właśnie będąc na płatnych pozaliczałem wszystko za pierwszym razem. Rewelacji nie ma, średnia nie imponuje, ale nadzieja być musi. Dziękuję Wam za wszystkie dobre słowa w imieniu wszystkich niepewnych studentów niestacjonarnych. ;)

      Usuń
  5. Wiele osób wspomina, że warto już w wakacje zacząć ogarniać osteologię. Co ty o tym sądzisz? Sam w wakacje przygotowywałeś się do pierwszych zajęć z anatomii?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto, ale na pewno nie w tym momencie. Powtórzę po raz kolejny: teraz trzeba korzystać z wolnego, nic nie robić i leżeć do góry brzuchem bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia. Tydzień przed zajęciami spokojnie wystarczy (ja tak zrobiłem). A nawet jeśli dopiero w trakcie roku, to też nic się nie stanie.

      Usuń
    2. Dzięki wielkie. Twój blog to największe źródło informacji w internecie. Gratuluję pomysłu i powodzenia w dalszym prowadzeniu bloga :)

      Usuń
    3. Nie ma za co. Cieszę się, że komuś się to przydaje

      Usuń
    4. Mam jeszcze jedno pytanie. Kiedy dostałeś oficjalny list potwierdzający, że jesteś już studentem medycyny? Po ogłoszeniu ostatnich list rankingowych czy nieco wcześniej?

      Usuń
    5. "Studentem kierunku lekarskiego". Najwyższa pora używać poprawnego nazewnictwa :P Wydaje mi się, że koło 24-26 lipca

      Usuń
    6. Nie miej mi tego za zle. Jestem jeszcze poczatkujacym "studentem kierunku lekarskiego". Jakos dziwnie to brzmi ale coz trzeba sie przyzwyczaic. :-)

      Usuń
    7. Nie mam za złe. Ja też jestem początkujący ;)

      Usuń
    8. A czemu nie można mówić, że się "studiuje medycynę"? Bardzo mnie to ciekawi, bo sama mówię w ten właśnie sposób.

      Usuń
    9. Jest to stwierdzenie potoczne, a wchodząc w to środowisko należy uczyć się precyzyjnego i prawidłowego języka - przynajmniej w określaniu siebie samego. Poza tym nie ma takiego kierunku jak medycyna - nazywa się to kierunek lekarski. Medycyna jest bardzo szeroką gałęzią nauki, w ramach której działają także, np. pielęgniarze, ratownicy, farmaceuci, dentyści itd.

      Usuń
    10. Ale pierdolenie...

      Usuń
    11. No a ja się właśnie zastanawiam nad tym i może to oczywiste, ale mi ciągle nastręcza problemów. Przecież mówi się "studiuję medycynę" a nie "studiuję lekarski", chyba że "studiuję na lekarskim". :P głupie rozterki natury czysto gramatycznej, ale potrafią namieszać w głowie. :D pozdrawiam

      Usuń
    12. Według mnie jest to zbędna drobiazgowość. Język powinien być przede wszystkim komunikatywny, a większość osób posługuje się terminem "student medycyny", dlatego też ten termin staje się bardziej zrozumiały. Poza tym gdyby problemy związane z określeniem własnej tożsamości rzeczywiście sprowadzały się do pytania "student medycyny czy lekarskiego", to byłoby zdecydowanie zbyt łatwo ;)

      Usuń
    13. Uważam, że język oprócz komunikatywności powinien cechować się poprawnością i te dwie cechy nie powinny się wzajemnie wykluczać. Nie należy także utrwalać niepoprawnych schematów.
      Zbędna drobiazgowość to może być dla laika, a jak się w tym siedzi to wypadałoby nazywać rzeczy po imieniu, poczynając od nazywania poprawnie siebie. Na opuchnięte nogi lekarz powie, że są obrzęknięte, a na wstrząs mózgu wstrząśnienie i tak dalej...

      I nikt nie napisał, że określenie własnej tożsamości sprowadza się do tego pytania :)

      Usuń
    14. Wydaje mi się, że jednak czymś innym jest używanie poprawnej terminologii medycznej, związanej z poszczególnymi objawami bądź jednostkami chorobowymi, a czymś innym określanie wydziału, na którym się studiuje. Nigdy nie przeszkadzał mi termin "student medycyny", nawet jeśli rzeczywiście jest zbyt ogólny bądź potoczny. Może wyjdę na ignorantkę, ale w mojej ocenia to zwyczajnie nie ma większego znaczenia, którego zwrotu użyjemy w tym przypadku.

      Usuń
    15. Swoje zdanie na ten temat wyraziłem. Jak każdy będzie mówił - jego sprawa. jest trochę śmiesznym argumentem. Może Ci to nie przeszkadzać, moje życie też nie polega na paleniu na stosie osób, które tak powiedzą. Nie zmienia to jednak faktu, że jest niepoprawne i tyle.

      Usuń
    16. Jednoznaczne stwierdzenia, takie jak ostatnie zdanie Twojej wypowiedzi, zamykają możliwość jakiejkolwiek dyskusji. Można je uznać nawet za niegrzeczne ^.^ No ale jakoś to przeżyję i dodam jedynie, że określenia potoczne wcale nie są niepoprawne, a Słownik Języka Polskiego tak odnosi się do mowy potocznej "mowa, język itp., którym porozumiewamy się w życiu codziennym, w swobodnej rozmowie; język mówiony, nieliteracki, nieksiążkowy; zwrot, wyrażenie, styl itp. używane w swobodnej nieksiążkowej, żywej mowie».
      A tak naprawdę wszystko zaczęło się od tego, że nie lubię, kiedy ktoś podkreśla, że jest z Wydziału Lekarskiego, jakby inne wydziały na uczelni medycznej były gorsze. Pozdrawiam ;)

      Usuń
    17. Owszem, bo zaistniała dyskusja nie powinna mieć miejsca. "Medycyna" to nie działka gdzie używa się potocznego języka. Przytoczone słowa Słownika Języka Polskiego, tylko to potwierdzają.

      Na jakiej podstawie wysnułaś wniosek, iż podkreślenie, że jest się z wydziału lekarskiego, klasyfikuje inne wydziały jako gorsze?
      Poza tym co w tym złego, że mówi się z jakiego jest się wydziału? Zastąpić to "jestem z wydziału sami-wiecie-jakiego"?

      Usuń
    18. Internety, internety... Jeśli zacznie się czytać przypadkowe rozmowy na różnych forach medycznych, to można znaleźć wiele żenujących wypowiedzi, które się sprowadzają do zdania "bo ja jestem z lekarskiego, to ja lepszy". Właśnie z tego powodu nie mam zaufania do ludzi, którzy przesadnie* podkreślają przynależność do wydziału, nawet jeśli za tym nie stoi żadna mania wielkości czy wybujałe ego. "Wydział sami-wiecie-jaki" kojarzy mi się z Lordem Voldemortem, co rzeczywiście pasuje do Wydziału Lekarskiego, więc czemu nie :D
      W sumie cała dyskusja na ten temat rzeczywiście jest trochę bezsensowna, ale po to jest Internet, żeby człowiek mógł się czasami z kimś pokłócić;)
      * przesadnie według mojej opinii, jak zawsze zupełnie subiektywnej i zależnej od chwilowego nastroju oraz pogody za oknem

      Usuń
    19. paula lejesz miód na moje serce. Niektórym (a raczej większości) uderza głowa sodowa do głowy i myślą, że złapali pana Boga za nogi będąc na medycynie, o pardon, na lekarskim. Oprócz matur powinno się robić testy psychologiczne dla przyszłych lekarzy, by takim jednostkom uniemożliwić rozwinięcia skrzydeł w swej próżności i głupocie.

      Odnośnie języka - każdy językoznawca powie, że język jest dla ludzi, a nie ludzie dla języka. Język jest tworem elestycznym i i jego celem nadrzędnym jest komunikacja.

      Usuń
    20. Na szczęście jesteś Ty, uratujesz świat przed białą mafią i sprowadzisz unoszących się wśród swej próżności studentów lekarskiego na ziemię.

      Zacząłem się już przyzwyczajać do diagnozowania u większości syndromu Boga.

      Usuń
    21. I w taki subtelny sposób przeszliśmy od kwestii poprawności językowej do problematyki zawyżonej samooceny studentów lekarskiego. Według mnie za bardzo ironizujesz, panie Adrianie. Z jednej strony może rzeczywiście sporą generalizacją będzie stwierdzenie, że akurat studenci lekarskiego mają zawsze problem ze swoją próżnością, a z drugiej czy przypadkiem nie zauważyłeś tego przynajmniej u paru swoich znajomych? Ja natomiast przyznaję się do własnej próżności, którą staram się kontrolować (z różnym skutkiem) ;)

      Usuń
    22. Częściej niż próżność moich kolegów/koleżanek z kierunku, obserwuję jednoznaczną diagnozę z ust pozostałych osób na jakiekolwiek krytyczne słowa medycznych studentów. Student leku zwraca na coś uwagę, więc na pewno woda sodowa uderzyła mu do głowy, uważa się za nie wiadomo kogo i pozjadał wszystkie rozumy. Ludziom bardzo łatwo przychodzi wyciąganie takich wniosków (o czym świadczy komentarz anonimowej koleżanki wyżej). Mimo wielu prób, przyczyny tego zjawiska nie udało mi się odnaleźć. O problematykę zawyżonej samooceny studentów lekarskiego warto spytać studentów lek-dent - oni mają dużo do powiedzenia na ten temat ;)

      Według mnie, pani Paulo, ironia to jedyna odpowiedź na takie zaczepki. Uważam za niepoważne mędrkowanie z komentarzach z kimś, kto wyraża konieczność wprowadzenia testów psychologicznych.

      Usuń
    23. No cóż, ja tam nie zwracam uwagi na to kto z jakiego kierunku jest, tylko interesuje mnie co dana osoba ma do powiedzenia. No, ale widać niektórzy są przeczuleni na tak istotny aspekty jak studiowany kierunek.

      Co do wywyższania się studentów medycyny - każdy widzi i słyszy to co chce.

      Przy okazji: skąd pomysł, że jestem dziewczynką?

      Usuń
  6. Hej, w postach piszesz, że korzystasz z testów itp. z poprzednich lat. Jak to jest na WUMie - różne materiały kupuje się od starszych roczników, czy są gdzieś dostępne w necie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Starsi studenci najczęściej robili zdjęcia testów, xerowali je. Wrzucają je potem na wspólny dysk, przekazują znajomym, znajomi dalszym znajomym i tak to sie rozchodzi. Ludzie z roku są na tyle pomocni, że jeśli coś zdobędą cennego to dzielą się tym (najczęściej). Większość z tego jest za darmo. Testy z histo z poprzednich lat (ale trochę starsze) są do kupienia w kiosku w Anatomicum. Z tegorocznych wszystkich kolokwiów chyba są zdjęcia. Nie kuś się na "materiały na I rok". Ja 50zł w tamtym roku na płytkę z takimi materiałami wydałem, a wiekszość z tego okazała się dostępna za darmo na różnych dyskach.

      Usuń
  7. Witaj, od października również planuje studiować na kierunku lekarskim, wprawdzie niestety nie w Warszawie, ale w Łodzi. Podczytuję Twój blog już jakiś czas i chciałabym pogratulować, bo naprawdę masz świetny styl pisania :)Generalnie pewnie powinnam mieć wiele pytań i wątpliwości do starszego kolegi po fachu, ale póki co jestem tym wszystkim tak oszołomiona że nawet nie wiem o co zapytać :)Pewnie jeszcze nie raz się odezwę. Pozdrawiam i życzę udanego, zasłużonego wypoczynku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :D Miło to słyszeć. Nie ma potrzeby zawracania sobie teraz głowy tym, co dopiero będzie w październiku. Jest dopiero połowa lipca, więc czasu jeszcze mnóstwo! A i na oszołomienie też będzie czas na początku roku ;)

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  8. Witaj,
    czy Ty przypadkiem nie pochodzisz z R.P i I LO?Jeśli tak to pozdrawiam krajana!!!
    A tak na marginesie mógłbyś scharakteryzować nauczycieli biol-chem-fiz z liceum i napisać czy Ci się dobrze z nimi współpracowało?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano jakoś przypadkiem stamtąd pochodzę :D

      Chodzi zapewne o charakterystykę nauczycieli tych profilowych przedmiotów?
      Z każdego przedmiotu mozna trafić lepiej lub gorzej. Ja jestem niesamowitym dzieckiem szczęścia i z każdego trafiłem na "lepiej". Z biologii na panią M. (dla mnie cudowna kobieta, dzięki niej polubiłem biologię w ogóle, bardzo życzliwa). Z chemii na panią W. (starsza pani, ale bardzo sympatyczna, jak babcia, mimo że lekcje nie porywały, co mozna zrozumieć przez wiek, to zawsze wyjaśniła i powtórzyła niejasności). Te dwie panie były moimi ulubionymi nauczycielkami. Z fizyki był pan Sz. Znany i budzący postrach w liceum. Świetny fizyk i matematyk, ale jego dydaktyka mi nie odpowiadała. Nie lubiłem fizyki i byłem z niej przeciętny, to też ulubieńcem nie byłem. Ale wąskie grono jego faworytów traktował całkiem nieźle. Uważam jednak, że o ile miał wiedzę i umiejętności bardzo duże, to jego lekcje słabo przygotowywały do matury.

      Usuń
    2. Ooo narzekasz na pana Sz?Ma człowiek charyzmę,co?Nawet jeśli kogoś nie uczy tylko zna z widzenia to tak się patrzy głęboko w oczy, że ja mu potrafię 4 raz powiedzieć "dzień dobry" tego samego dnia:)
      Nie sądzisz, że pani M. nie uczy rozumienia tylko wykucia na pamięć?Ja mam takie wrażenie.
      A co do pani W. to uważasz, że dobrze potrafi przygotować do matury?
      Chodziłeś na korki z biol lub chemii?

      Usuń
    3. Czy ma charyzmę? Jaka to charyzma. Ironiczny, czasem przykro złosliwy. Tyle według mnie. Ale jego wiedzy nie umniejszam, bo pod tym względem stoi bardzo wysoko.
      Według mnie pani M. próbowała nauczyć schematów odpowiedzi maturalnych. Jak ktoś słuchał, można było dużo zyskać.
      Pani W. jest schematyczna, i to było przydatne przy maturach do 2010. Teraz może być trochę trudniejsze. Jednak i tak jest dużo lepsza niż pani J.

      Nie chodziłem na żadne korki.

      Skąd pytanie o nauczycieli jeśli mogę wiedzieć?

      Usuń
    4. Chciałam znać opinię kogoś kto był w szkole i w klasie takiej jak ja a ma za sobą maturę i jak się domyślam z bardzo dobrym wynikiem:)Nie miałam dotąd okazji by kogoś zapytać, a chciałam się dowiedzieć jak panie M. i W. postrzegają absolwenci.
      Dzięki za pomoc:)

      Usuń
  9. hmm koło anatomiczne - 99% po kilku wizytach w prosektorium mija zapał i przestają chodzić, co mnie wcale nie dziwi. Bo i jest co robić na 2 roku, a i ileż można oglądać zwłoki, a i Koło nie działa już dobrze, tak jak jeszcze parę lat temu, gdy zawsze było 1 lub 2 w rankingach kół naukowych jeśli idzie o prace i publikacje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez rok oglądałem zwłoki i mi się nie znudziło. Ba, czuję wielki niedosyt (jakby to nie za brzmiało) i uważam, że jest jeszcze wiele do nauczenia i zobaczenia. A to że 99% osób ma słomiany zapał to nic na to nie poradzę. Nie będę wiedział, póki nie spróbuję.

      Usuń
  10. Mam pytanie, które z tych książek, które opisałeś są dostępne w bibliotece?

    OdpowiedzUsuń
  11. Dostepny jest Bochenek, Pituchowa, Sobotta, Sinelnikov, Netter w samoobsługowej (w niej można do 2 tygodni). Do wypożyczenia na miejscu jest Feneis, Sawicki (ale to warto mieć swojego). Embriologia i Dobaczewska xero w Anatomicum.

    OdpowiedzUsuń
  12. Mnie ciekawi jedna kwestia. Czy znasz przypadek, że ktoś nie poradził sobie "emocjonalnie" na zajęciach z prosektorium? chwili obecnej wydaje mi się, że do wszystkiego idzie przywyknąć, ale może jednak powinnam się obawiać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też to bardzo ciekawi. Nie miałem jeszcze styczności z martwym ciałem człowieka ( oprócz obecności na kilku pogrzebach ale to szczegół ) i nie wiem jak na nie na zajęciach zareaguję. Nie wiem może to głupie pytanie, ale czy zapach na zajęciach nigdy nie wywoływał w Tobie obrzydzenia? I czy ktoś rzeczywiście nie poradził sobie "emocjonalnie" na zajęciach w prosektorium?
      Pozdrawiam ;)

      Usuń
    2. Nasz asystent mówił, że młodzież jest co raz bardziej zwyrodniała bo już od dobrych kilkudziesieciu lat nikt nie zrezygnował po prosektorium. Nie widziałam też aby ktoś zemdał czy coś(kolażance zrobiło się słabo na chwilę). Oni oswajają z tymi zwłokami. Najpierw kości, potem mózgi, potem ciała w workach i dopiero odkrywają, tak przez dwa miesiące :D Zapach to taka jakby trochę brudna szmata, da się przyzwyczaić, nie jest intensywny, bardziej daje w kosć drażnienie oczu przez opary formaliny.

      Usuń
    3. Tak jak napisała Fretka, nie znam kogoś kto miał z tym większy problem. Przy OUNie poznaje się ten charakterystyczny zapach. Jednak nie jest to zapach ciał, a formaliny, i nie jest on tyle nieprzyjemny, co raczej gryzący - oczy czasem łzawią.

      Trzeba przyznać, że ciała szybko zaczyna się traktować jako "preparaty" - oczywiście z całym szacunkiem. Ale taka jest prawda, że się nie zastanawia nad tym, że ten ktoś kiedyś żył, tylko że ma np. pięknie uwidoczniony splot ramienny albo tętnice stopy.

      Usuń
  13. Witaj,
    na początku chciałabym Ci pogratulować świetnego pomysłu na bloga i życzyć wytrwałości i czasu ,by kontynuować go do końca studiów :)
    Moje pytanie będzie dotyczyło planu zajęć, ponieważ z tego co zdążyłam zauważyć w Twoim, to macie od 1,5 do 7 godzin zajęć dziennie. Czy są to wszystkie zajęcia na które powinno się uczęszczać ,czy też zwykle większość studentów chodzi jeszcze na jakieś dodatkowe za które np. są punkty, zwolnienia z jakiegoś zaliczenia, itp…?
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Adrian, zapomniałeś o chemii wspomnieć ;) Pzdr :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chemii nie będzie od następnego roku - część jej materiału będzie włączona do biochemii, więc nie ma co pisać, bo będzie to zapewne całkiem inaczej wyglądało ;)

      Usuń
  15. A myślałam, że tylko u mnie na tablecie widok dynamiczny nawala...

    OdpowiedzUsuń
  16. Słodki jezu, dzisiaj przeczytałam Twojego bloga od deski do deski. Aż się sama sobie dziwię :D Wciągnęły mnie strasznie Twoje przygody z "kierunkiem lekarskim". Dołączam do grupy fanów :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też to dziwi ;P Cieszę się i zapraszam :D

      Usuń
  17. Bardzo ciekawy blog. To początek Twojej przygody, ale życzę Ci sukcesów w nauce i rozwijania swojej pasji nie tylko w szkole, ale też i tutaj.

    pozdrawiam
    O nauce

    OdpowiedzUsuń
  18. APROPOS czy sławy IIWL z anatomii mianowicie dr Goliszewski i prof. Sikorska wciąż mają grupy ćwiczeniowe?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano maja, niezmiennie chyba od 100 lat. A prof. Sikorska w dalszym ciagu prowadzi porywające wyklady o rekinach i dinozaurach ;)

      Usuń
    2. to się ceni, takich legend na kolejnych lat coraz mniej niestety, a jak sie skończy studia to ich się wspomina a nie tych fajnych czy prostudenckich asystentów ;-)

      Usuń
    3. Dr Goliszewski jest fajny! Nikt tak pięknie nie preparuje! I te opowieści dziwnej treści! Cud, miód, malina!

      Usuń
    4. W takim razie ja, i z tego co słyszałem grupa, którą "uczył" doktor, mamy troszkę inne pojęcie fajności. Ale co kto lubi ;)

      Usuń
  19. A czy potrzebna jest jakaś książka do łaciny na 1. roku?;>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poprzedni rok korzystał z podręcznika i ćwiczeń Kołodzieja "Lingua Latina medicinalis". My korzystaliśmy tylko z ćwiczeń, a podręcznik był od Piekarza (dostaliśmy go od prowadzącej na cd). jednak przydał się właściwie na jedne/dwa zajęcia.

      Usuń
  20. Czy z Sawickiego trzeba umieć wszyściutko? Każdą tę dziwną nazwę jakiejś substancji, białka itp? :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W zasadzie to bardzo dużą część tak. Ale tak jak w anatomii, tutaj też są rzeczy ważne i ważniejsze, o które pytają częściej lub rzadziej. Za wcześnie by się tym przejmować. Setki studentów dawała z tym radę to i Ty dasz :D

      Usuń
  21. Bez przesady, nie trzeba umieć podręcznika na pamięć. Na początku wszystko wydaje się bardzo ważne. Z czasem nabiera się umiejętności oddzielania ziaren od plew. Ważne tylko, by zdążyć przed kolokwium/egzaminem :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Gdzie Adrianie kupowałeś fartuch anatomiczny? Mógłbyś coś polecić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sklep "Ordynator" na Oleandrów. Kupisz tam fartuch anatomiczny, furażerkę/czepek na głowę, fartuch chemiczny, pęsetę anatomiczną. Czego dusza zapragnie :D

      Usuń
  23. Dzięki wielkie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Piszesz, że korzystałeś z atlasu Nettera. Jaki trzeba kupić? Ten nowy z polskim mianownictwem anatomicznym czy ten z łacińskim? Chciałam sobie zamówić, ale zgłupiałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polski atlas (jakikolwiek) odpada. Ja korzystałem z łacińskiego i taki polecam. Angielskiego mianownictwa moim zdaniem dobrze się uczy ze słownika mian anatomicznych Aleksandrowicza lub angielskiego Feneisa.

      Usuń
    2. Czyli rozumiem, że coś takiego można kupić - http://www.drops.pl/ksiazka/atlas-anatomii-czlowieka-nettera-wyd-iii/ ?

      Usuń
    3. Jak najbardziej. Ale rozejrzyj się za używanymi. Atlasy są zazwyczaj w dobrym stanie, bo studenci korzystają z nich w domu... Zawsze parę gorszy zaoszczędzone :)

      Usuń
  25. Myślę, że warto polecić "Anatomię człowieka" Narkiewicza (tak, napisał również bardzo ciekawą "Neuroanatomię czynnościową i kliniczną", ale chyba czwarty tom Bochenka jest od niej mimo wszystko lepszy). Nie są to popularne pozycje, ale w mojej opinii, to bardzo dobrze napisane książki kompetentnego autora - wszak opracowywał niektóre rozdziały Bochenka. Pana Adama B. szanuję niezmiernie za dokonania, poświecenie i cały życiorys, ale nadmierne skupianie się na histologii i embriologii uważam (w obecnym czasie) za utrudnienie w czytaniu. Również niektóre relewantne informacje nie są wyraźnie przedstawione i trzeba się ich doszukiwać w opisach o mikroskopijnej czcionce. Jednak rysunki w Bochenku są bardzo pomocne i dobre. No... I ewentualnie ów zapach starych książek (dla entuzjastów literatury w ogóle) może być również zachęcający oraz istotny. O ile ktoś taki nie zakupi najnowszego wydania. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno powiedzieć czy IV tom Bochenka lepszy od "Neuroanatomii..." czy nie, ponieważ są o czym innym. Bochenek przedstawia skupia się na topografii OUNu, natomiast Moryś i Narkiewicz opisują przede wszystkim część czynnościową. Oba podręczniki świetnie się uzupełniają.

      Natomiast duża ilość histologii w Bochenku pochodzi jeszcze z czasów, gdy te przedmioty stanowiły jedność. Wystarczy pominąć odpowiedni rozdział i nie ma problemu ;D

      Usuń
  26. Zgadzam się, już same tytuły wskazują na różnice w treści obu książek. Od topografii (czyt. Bochenka) po prostu radziłabym zaczynać, a potem uzupełniać "Neuroanatomią...". Wybacz skrót myślowy.
    Oczywiście, te uwagi kieruję głównie do zainteresowanych Czytelników, bo Ty anatomię masz już przecież za sobą.
    Pozdrawiam i życzę wytrwałości w prowadzeniu bloga!

    OdpowiedzUsuń