11 sierpnia 2013

DAMAGE CASE VOL. 1

Połowa praktyk minęła. Właściwie można napisać, że 2/3. Złożyło się tak, że długi, 4-dniowy weekend (15 - 18 sierpnia), oddział postanowił wydłużyć jeszcze bardziej i zarządzono tydzień wolnego w zabiegach i przyjęciach pacjentów. W związku z tym kochana oddziałowa postanowiła, że lepiej będzie bym gnił w domu niż szpitalu, skoro i tak nikogo nie będzie. Dzięki temu wróciłem na parę dni urlopu do rodzinnego miasta, po czym przyjeżdżam z powrotem do Warszawy na ostatni tydzień praktyk. A potem przeprowadzka do nowego mieszkania... No ale zacznijmy wszystko od początku.

Po pierwszym dniu, praktyki nie zapowiadały się specjalnie kolorowo. Oddziałowa jest sympatyczna (choć troszkę znerwicowana). Na początku oprowadziła po oddziale, pokazała z grubsza co, gdzie i jak, zapoznała z ogólnymi zasadami panującymi w tutejszej Klinice Chirurgii. Wszystko pięknie i cudownie, ale... Kiedy zobaczyłem całe puste sale i tylko pojedynczych pacjentów, entuzjazm trochę opadł. "Co ja tu będę robił przez 4 tygodnie?!"


Jest to dosyć niewielki szpital, i leczenie pacjentów nie wygląda jak taśma produkcyjna (nie żebym miał z tym jakiś problem - duża placówka niesie za sobą takie rozwiązania - ważne, by nie były one kosztem zdrowia pacjenta). W dodatku okazało się, że poniedziałki i piątki są bardzo leniwe, a ponadto trafiłem na taki tydzień - można powiedzieć: szpitalny sezon ogórkowy. W związku z tym zdarzało się, że wychodziłem przed 11. Rzecz jasna, w bardziej pracowite dni, zostawałem dłużej, ale było to rzadkością. I nie powiem, żebym nad tym strasznie płakał. Afrykańska pogoda sprawia, że odechciewa się wszystkiego, a siedzenie i patrzenie jak kolejne porcje ciastek znikają ze stołu pielęgniarek jest trochę bez sensu.


Do tej pory moje wizyty w jakimkolwiek szpitalu można było policzyć na palcach obu rąk. Z jednej strony, mogę dziękować, że nigdy nie było takiej potrzeby, z drugiej, skoro mam tam kiedyś pracować, przydałoby się oswoić z tym specyficznym środowiskiem. I takim oswojeniem był też I tydzień. Poznawanie moich obowiązków. Rozróżnianie, co mogę zrobić sam, a o co muszę spytać pielęgniarkę lub lekarza. Zdobywanie podstawowych umiejętności. W kolejnym tygodniu wszystko przychodziło dużo łatwiej. Rozmowa z pacjentem stawała się bardziej naturalna, polecenia pielęgniarek zacząłem wykonywać, zanim skończyły zdanie. Wiedziałem na co zwracać uwagę, gdy odwiedzałem sale.
Przygotowanie i podanie leków, zmiana kroplówek, zakładanie i uzupełnianie dokumentacji w trakcie przyjęcia pacjenta na oddział, mierzenie ciśnienia, pobieranie krwi, noszenie wyników z laboratorium, opisywanie próbek. Zdarzyło się i ścielić łóżko, czy pomóc pacjentowi zrobić kanapkę.
A co jest w tym wszystkim najlepsze? To wszystko mi się podoba. Zarówno bezpośrednia pomoc chorym, jak i siedzenie w papierkach. Zdaję sobie sprawę, że niewiele ma to wspólnego z moimi przyszłymi obowiązkami, już jako lekarza, jednak cieszę się z tego wszystkiego, co mogę robić teraz, a jest także istotne w ogólnej opiece na chorym.  Nie ma się co oszukiwać: długa, kosztowna i wymagająca edukacja studentów leku nie jest po to, by kiedyś karmili pacjentów, ścielili łóżka, zmieniali kroplówki czy pobierali krew. Jest to zakres obowiązków należących do innej, ale równie potrzebnej grupy ludzi. Leczenie to nie tylko diagnoza choroby / wypisanie recepty / przeprowadzenie zabiegu. To skomplikowany proces, w którym biorą udział nie tylko lekarze i póki co, poznaję tę poza-lekarską część, a miłe słowa pacjentów za najprostszą pomoc są bardzo motywujące (dla jednego z nich jestem "aniołem", a to tylko dlatego, że zaproponowałem, że wstawię butelkę wody do lodówki w pokoju pielęgniarek :)

Oprócz normalnej pracy na oddziale, kilka razy załapałem się na operacje. Nie były to skomplikowane zabiegi, ale że to moja pierwsza wizyta na sali operacyjnej, adrenalina poszybowała w górę. Dwie laparoskopowe resekcje pęcherzyka żółciowego, dwie przepukliny pachwinowe. Dużą zaletą zabiegu laparoskopowego dla mnie jako widza jest to, że wszystko pięknie widać na ekranie super full HD. W dodatku profesor był na tyle wyrozumiały, i wyjaśniał dlaczego robi tak, a nie inaczej.

Jednak wisienką na torcie było usunięcie wyrostka robaczkowego. Planowo miało się to odbyć z użyciem laparoskopu, jednak po wprowadzeniu kamery okazało się, że niemożliwe będzie skuteczne przeprowadzenie zabiegu - konieczne jest wykonanie cięcia i zrobienie tego tradycyjną metodą. Na konsultacje poproszony został profesor, który postanowił i mnie zaprzęgnąć do pracy. Instrumentariuszka przeprowadziła przyspieszony kurs mycia do operacji:


założyli mi sterylny fartuch i kazali trzymać haki. Byłem wniebowzięty. Zegar wskazywał godzinę 16, ja od skromnego śniadania nic nie jadłem, a jednak stojąc przy stole zapomniałem, że jestem głodny i bolą mnie plecy. To było zwykłe trzymanie haków, ale niezwykłe uczucie. Chrzest bojowy mam za sobą. Teraz kolej na asystę :P

43 komentarze:

  1. Super!

    Akurat siedzenie w papierach jest nieodłącznym elementem pracy lekarza, a z każdym rokiem i nowymi wymaganiami jest tego co raz więcej - pomijam jeszcze dodatkowe wymogi dyrekcji, które często chcą mieć przepisane wszystko 3 razy i to ręcznie, a nie komputerowo :-/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Inna sytuacja. Pomagam pacjentowi wypełniać ankietę przed operacją. Odpowiada na pytania, przy każdym mówiąc, że w poprzednim formularzu, który wypełniał też tak zaznaczył. Następnego dnia, lekarz z nim rozmawia, i słyszę jak zadaje po raz kolejny te same pytania. Wniosek: możesz wypełnić tysiąc papierków, a jak ktoś nie będzie wiedział, to prędzej setny raz zapyta, niż sprawdzi. A drzewa na papier ścinają...

      Usuń
  2. trzeba było robić staż nie w klinice a w małym szpitalu - tam jest ciągle co robić, nawet dla studenta 1 roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaaaaak - a dodatkowo 15 studentów na oddziale. Logiczne, że w mniejszych szpitalach jest łatwiej mieć wiele rzeczy do wykonywania 'na wyłączność'.

      Usuń
    2. Pierwsze dwa tygodnie była ze mną jedna dziewczyna, teraz będę sam.

      Usuń
  3. Jaka jest twoja ulubiona postać w grey's anatomy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musiałbym rzucać monetą pomiędzy Cristiną a dr. Bailey :)

      Usuń
    2. Cristina odchodzi po 10 sezonie, serce mi pęka;/ A co do praktyk moje wyglądały baardzo podobnie, nic spektakularnego, ale dużo przydatnych umiejętności.

      Usuń
    3. Jestem pewien, że miałem jakiś niewielki zawał jak czytałem o tym na filmwebie :(

      Z praktyk został jeszcze tydzień, może przyniesie coś porywającego ;)

      Usuń
  4. A ja mam pytanie w kwestii studenckich kół naukowych. Czytałem, ze zamierzasz się zapisać na koło anatomiczne. A jakie masz zdanie na temat zapisywania się na koło stricte specjalistyczne (chirurgia, anestezjologia, laryngologia) już po pierwszym roku? Jak myślisz czy ma to w ogóle sens, pakować się w to zagadnienie nie mając w ogóle o tym pojęcia, czy właśnie po to one są by takich kompletnie "zielonych"(aczkolwiek zainteresowanych) przyjąć i podszkolić, rozwinąć w danej dziedzinie, tym bardziej, że jakieś tam plany odnośnie specjalizacji związanej z kołem mają. Tak apropo Ciebie, nie wiem czy uważnie czytam bloga, ale chyba interesują cie zagadnienia neurologi, neurochirurgi. Czy nie zastanawiałeś\zamierzasz się zapisać na koło związane z tą dziedziną właśnie teraz po 1 roku?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie widzę żadnych przeszkód by do takich kół się zapisywać. Nawet jeśli ma się zaczynać od brudnej roboty, to zawsze jest to jakiś początek. Uważam, że im wcześniej, tym lepiej. Coraz częściej spotykam się z opinią, że szybkie poznanie swoich zainteresowań i rozwijanie ich w konkretnych kołach od początkowych lat pozwala na lepsze poznanie swojej przyszłej specjalizacji i może dużo ułatwić w wyborze tej właściwej. Chirurgia zaczyna się dopiero na 4 roku, neurologia na 5. To znaczy, że mam aż tyle czekać, żeby zapisać się do koła? Absurd. Na praktykach usłyszałem ostatnio od anestezjologa, że jeśli chce się coś zdobyć, to trzeba się pchać. I ja zamierzam się pchać :) Planuję się zapisać do koła neurochirurgicznego. Szkoda życia na siedzenie na dupsku ;)

      Usuń
  5. O widzę, że rośnie na naszych oczach następca prof. Bodzia C.! ;)

    Btw. serio przyjmują na neurochirurgię już od II roku?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahah...... nie. Dziwny wniosek.

      Tak, przyjmują.

      Usuń
  6. hejo! czytam Twojego bloga od zeszłych wakacji-kiedy to też dostałam się na medycynę w Gdańsku :) śledzę notki-fajnie opisujesz, dajesz młodym medykom rady ;) Trzymam kciuki za dalszą naukę i za kontynuowanie bloga- żeby można było go poczytać w przerwie między książką od fizjologii, biochemii, mikrobiologii i immunologii ;) PS. jak byłam na praktykach teraz-to udało mi się zobaczyć nawet kraniektomię, amputację nogi, usunięcie pęcherza moczowego z prostatą, tyroidektomię, przepukliny i usunięcie dysku ;) też życzę ciekawych operacji :) Julia D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :D

      U mnie takiego zróżnicowania w operacjach nie ma. Większość to właściwie proste, można powiedzieć, "kosmetyczne" zabiegi: cholecystektomie, przepukliny, appendektomie, założenie opasek i balonów wewnątrzżołądkowych. dużo więcej czasu spędzam na oddziale :)
      pozdrawiam!

      Usuń
  7. :) ee,to mało krwawe :P jasne, na oddziale też trzeba ( w pierwszym dniu przeżyłam robienie lewatywy ;/ :P - pacjentka też)- na chirurgię przyjdzie jeszcze czas-po 4 roku, już będziemy robić super pętelki;) a nie umieć pobierać krwi, zakładać wenflonu(jak sam pisaleś) będąc lekarzem, to wstyd,że hej :) a co tego,że nie chce Ci się otwierać książek, to też tam mam- otworzyłam Harpera, Konturka (u nas biocha i fizjo), ale narazie nie zmotywowałam się do nauki (mnostwo reakcji O.O ), może we wrześniu :P też macie multum przedmiotow w tym roku? :)- nam wcisnęli nawet genetykę z 4 roku :P pozdrawiam. Julia D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no mało krwawe, ale trzymanie haków tak mnie podjarało, że możesz mówić co chcesz :P jestem przeszczęśliwy :D
      u nas do tej pory 2 rok był bardzo leniwy... biochemia, fizjo, immunologia. w tym roku dodali patofizjo do fizjo i zrobili jeden przedmiot z dwóch, przerzucili cytofizjo z 1 roku i wstawili jeszcze genetykę. dodatkowo jakieś pierdoły, ale dużej rewolucji nie ma... też bym chciał coś zrobić "produktywnego", ale średnio to wychodzi. trudno, będę musiał żyć z moim niewybaczalnym lenistwem do końca wakacji :P
      pozdrawiam :)

      Usuń
    2. a tak pozostając w temacie wiecie może co idzie na pierwszy ogień na biochemii? jaki jest pierwszy temat? Bo na stronie zakładu jest rozpiska tylko na II semestr

      Usuń
    3. Aminokwasy chyba, tak słyszałem.

      Usuń
  8. Witam!
    Wiesz może czy tatuaż u lekarza/studenta medycyny w tak widocznym miejscu jakim jest kark może mu przysporzyć kłopotów ze strony wykładowców jak i reszty środowiska lekarskiego (mam tu na myśli ordynatorów, dyrektorów szpitali i innych przełożonych) ?
    Po prostu chciałabym żebyś napisał co Ty o tym wiesz :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja Ci mogę powiedzieć, że jest różnie, ale ogólnie nie jest to dobrze widziane. Szczególnie jak jest w tak widocznym miejscu, jak kark, a jak jeszcze masz krótkie włosy, choć długie powinno się związywać na oddziale, więc i tak widać...

      U mnie koleżanka miała na łydce i jeden z docentów zjechał po niej jak mogła tak się oszpecić, że to tylko degeneraci, przestępcy i narkomani mają dziary. Trochę koleś przesadził, ale radzę usunąć.

      Usuń
    2. Woooo, z tymi radami o usunięcie to spokojnie... koleżanka trafiła po prostu na kawał ch*ja. Lekarz nie powinien mieć ozdób (mocnego piercingu, tatuaży tp.) na twarzy, na rękach, w rzucających się w oczy miejscach, ale to nie oznacza całkowitego zakazu. W grupie mam koleżankę, która ma po lewej stronie, na dolnej części karku i schodzi on trochę na łopatkę. Nie miała z tym żadnych problemów, sam zauważyłem dopiero po pewnym czasie. Zresztą na I roku nie ma się o co martwić. Nie wpadaj w panikę i nie poddawaj się od razu zabiegowi usunięcia. A jeśli się tym martwisz, dłuższe włosy czy odpowiednia fryzura powinny załatwiają sprawę :)

      Usuń
    3. No tak bywa... Zawsze na oddziale ktoś taki się trafia. Jak będą jeszcze zajęcia na Solcu to poznasz KLMa, a na 4 roku na 7 piętrze właśnie tego gościa endokrynologa, który cały czas wcina pączki i jeszcze mówi przy tym...

      Usuń
  9. Kiedy nowa nooootkaaaa? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że w poniedziałek pojawi się PART 2 ;D

      Usuń
    2. Nic nie chcę mówić, ale jest PONIEDZIAŁEK :P

      Usuń
    3. Proszę nie naciskać, bo się zestresuję ;P Niestety mam trochę roboty teraz i pisarstwo trza odłożyć... Jak będzie się miało już na pewno pojawić, to poinformuję o tym w widocznym miejscu ;D Cierpliwość będzie wynagrodzona.

      Usuń
  10. Hej ;) Chciałam zapytać czy korzystałeś może z atlasu Gilroy?

    OdpowiedzUsuń
  11. Czy na histologii bardzo przydają się podstawy z biologii maturalnej? Zdawałam maturę z biol w zeszłym roku i niewiele już pamiętam :D Co warto sobie powtórzyć przed początkiem roku?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To co było na biologii możesz wymazać z pamięci. Histologia ma tyle samo wspólnego z licealną biologią jak z wuefem ;)

      Usuń
  12. Ile mniej więcej dziennie poświęcałeś czasu na naukę? często zarywałeś noce?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od powrotu z zajęć do późnego wieczora, aż byłem na tyle senny, że dalsze wpatrywanie się w książkę było bezsensowne. Zdarzało się od święta, że spałem 3-4h, ale całej nocy nigdy nie zarwałem.

      Usuń
    2. I tak cały rok?? Dzień w dzień nic nie robiłeś, tylko zakuwałeś...? Aaaa, coś czuję, że te studia nie są jednak dla mnie O_o

      Usuń
    3. właśnie mnie czeka I rok, zapowiada się nieźle :D

      Usuń
    4. Mnie też...i trudno mi sobie wyobrazić rezygnację ze sportu, czy ze spotkań z chłopakiem na rzecz nauki dzień i noc. Masakra :(

      Adrian, a skoro Ty tyle czasu się uczysz, to jak wyobrażasz sobie wciśnięcie w to 2 kół naukowych od tego roku?

      Usuń
    5. Ej ej ej, spokojnie. To, że napisałem że po zajęciach przychodziło się i uczyło, to nie znaczy, że nie ma czasu na nic innego. wszystko da się zrobić. z niczego się nie rezygnuje. Jak chce się robić więcej, to trzeba sobie dobrze zorganizować dzień.

      a o kołach naukowych to macie trochę wyidealizowane wyobrażenie. najważniejsze są chęci - żeby chciało się przyjechać na spotkanie koła (czy cokolwiek) wtedy, kiedy można sobie odpocząć. Koło naukowe to nie harówa, a jak kogoś to interesuje (zakładam że takie osoby wstępują) - może być całkiem fajnie.

      Usuń
    6. No tak, ale z tego co napisałeś, to nie występują momenty, kiedy "można sobie odpocząć" ;)
      Ja wiedziałam, że będzie dużo nauki (chyba nikt, kto zdaje na medycynę co do tego nie ma złudzeń),ale sądziłam, ze jakieś 3-4h dziennie to będzie max ile będzie trzeba na naukę poświęcic (a tylko przed jakimiś kołami czy egzaminami więcej). A to co piszesz, to dość przerażające ;( Ucząc się bez przerwy, to można strasznie szybko się wypalić i rzucić to wszystko w cholerę. Dla zdrowia psychicznego potrzebne są jakieś przerwy, jakieś zajęcia pozanaukowe... Nie wiem jak ja dam radę. Bbbbbojjję się!

      Usuń
    7. W sumie chyba najgorsza jest świadomość, że nie ma się prawa mieć gorszego dnia, kiedy nic ci się nie chce, masz zły humor, boli brzuch i masz ochotę zakopać się pod kołdrą. To wymaga sporej siły, żeby żyć w ciągłym napięciu - nie mogę się posypać, musze być w pełnej gotowości, bo każdego dnia muszę się uczyć. Np ucząc się do matury, tez sporo czasu poświęcałam na naukę, ale wiedziałam, że mogę sobie zrobić dzień odpoczynku, że mogę sobie coś odłożyć na później, inaczej rozplanować. A tu dzień w dzień harówa....
      Pisałam już, że się boję? :D

      Usuń
    8. Są dni luźniejsze i cięższe. Wiadomo, że jak mam następnego dnia jakieś pierdoły, to więcej czasu spędzę w internecie niż nad książkami. Nie róbcie z tego obozu pracy. Jak się czegoś nie nauczysz na ćwiczenia to siądziesz trochę dłużej nad tym przed kolosem i tyle.

      A nauka często wygląda tak, że co chwila przerwa na fejsa, jedzonko, herbatkę, siku, spacerek etc. To wydłuża czas "nauki", ale inaczej się nie da. Wbrew pozorom nie jesteśmy robotami ;)

      Na strach przyjdzie pora przed pierwszym kolokwium. Teraz leżeć do góry brzuchem, nie inaczej!

      Usuń