27 stycznia 2014

WINNING THE BATTLE, LOSING A WAR?

Nic w życiu nie jest wieczne. Szczęście pojawia się nagle, niespodziewanie. Nawet go nie zauważamy. Kiedy wydaje się, że jest wspaniale - wszystko znika. W taki sam niespodziewany sposób jak przyszło. Jednak jest to dużo bardziej bolesne i życie bez tego na początku wydaje się niemożliwe. Związaliśmy się z tym, przyzwyczailiśmy, pokochaliśmy. Dopiero po utracie tego zauważamy, jak było nam dobrze.

Usunęli Kinomaniaka [*]


Jak tytuł wskazuje, dwie styczniowe bitwy wygrane. Fizjo udało się zdać i nie telepię się z drugim terminem, a z biochemii punktów uzbieranych na tyle, że na trzecie (ostatnie) kolokwium nie muszę przychodzić. Bang bang. Chociaż znając mnie, oczywiście przyjdę, a nawet będę się stresował. Taki to mój mózg.

Jednak 29 stycznia wszystkie większe i mniejsze sukcesy odchodzą na 194538945 plan. Nadchodzi dzień, w którym 2 rok ostatecznie zmierzy się z cytofizjologią.
Przyznam, że sam przedmiot nawet nawet nie gupi. No ale tak się tego uczyć nie chce, że to bajka. Tak samo jak tej cholernej histologii w tamtym roku. Jak poprzednie lata pisały z tego wspólny egzamin?! Szacunek.

W każdym razie, od paru dni biję się z samym sobą i zamiast robić to, co robi się w trakcie sesji (oglądać żubry, grać w gry, słuchać Katy Perry, odkurzać w miejscach, w których nie było odkurzane, gotować), pilnie się uczę. Postanowiłem nawet zaryzykować i mimo początkowej, wielkiej niechęci przeczytałem Albertsa. To taaaaka amerykańska książka. Gościu wspominając coś o glikogenie, w nawiasie pisze nawet krótkie wyjaśnienie tej tajemniczej nazwy ("forma spichrzowa glukozy u zwierząt" czy coś takiego). Krótko: książka wykłada biologię komórki jak dla debila - zrozumie każdy. Przez to jest w niej tyle konkretów, co w ostatnim sezonie "How I Met Your Mother". Jednak asystenci mówili, wszyscy szeptali, ploty chodziły, że egzamin ma być układany pod niego, toteż ja przebiegłby nie chcąc być w środę zaskoczonym, przez te kilkaset stron przebrnął. No i teraz został tylko stary, poczciwy Kawiak...
Prepare to the war!

***

Pojawił się plan na drugi semestr. Panie się postarały. Ale tylko w kwestii graficznej. Ładnie zrobiony, zielony, wszystko elegancko rozpisane i w ogóle. Nie pogadasz. Przez chwile nawet się zastanawiałem, czy takiego nie zostawić, ale w końcu postanowiłem i tak przerobić po swojemu (zakładka plan). Jednak pod względem merytorycznym bardziej podobał mi się rozkład zajęć na semestr zimowy. W semestrze letnim znikną wolne poniedziałki, a we wtorki będę musiał wstać na 8. Bardzo nie lubię wstawać na 8...





Panowie z Kings of Leon pojawią się na Orangu (13-15 czerwca). Dobra wiadomość. Może w końcu pójdę. Ale żeby studentowi nie było za łatwo: 230zł za 1-dniowy bilet i egzamin z biochemii 16 czerwca. YOLO gaddammit!




13 komentarzy:

  1. To ja cię tak zaskoczę, że kinomaniaka.tv przenieśli na kinoman.tv

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no wiem... ale smutek w sercu i tak jest...

      Usuń
  2. jakoś ostatnio wpadła mi w ręce Twoja notatka apropo tego, jak straszny będzie styczen 2013. histo, łacina, biofizyka, gis... nie było aż tak strasznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze robie w gacie bardziej niż to jest wszystko warte :P

      Usuń
  3. Nie psiocz, 29.01. żegnasz się ostatecznie z panią H. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do niej dało się przyzwyczaić. Lepiej, że się żegnam z całym zakładem omnomnom :D

      Usuń
  4. Zajecia max do 18 i piątek do 12 - nie masz co narzekać ;p

    OdpowiedzUsuń
  5. Chciałabym napisać coś oryginalnego odnośnie tego bloga,ale jedyne co przychodzi mi do głowy,to po prostu :ŚWIETNY... szkoda,tylko,że posty pojawiają się coraz rzadziej,ale rozumiem ,że Twój czas to teraz towar deficytowy ;)
    Mam też "techniczne" pytanie dotyczące praktyk po pierwszym roku.W jaki sposób ustala się termin i miejsce praktyk? Czy trzeba brać jakieś wnioski z dziekanatu i jakoś je wcześniej zanosić z innymi dokumentami do szpitala czy po prostu latem idzie się radośnie i mówi ,że chcę odbyć praktyki,oni się zgadzają i wszystko jest ok? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że się podoba. Postaram się nie zawieść :D
      Co do praktyk: najpierw trzeba dostarczyć książeczkę szczepień, badanie na nosicielstwo (które wykonuje się w sanepidzie i do tego dostajesz skierowanie w Dziale Obsługi Studenta w CD) i zanosisz te papiery do DOSu. Kiedy je oddasz, w dziekanacie odbierasz podanie na praktyki. Termin ustalasz sobie sama, zwykle z pielęgniarką oddziałową. Jest też możliwość podziału praktyk: część na jednym oddziale, część na innym. Wtedy trzeba poprosić o dwa podania. Tak czy siak, najpierw trzeba się wybrać do DOSu, tam naprawdę nieuprzejme panie, jeśli będą miały humor, łaskawie Ci powiedzą co musisz im dostarczyć (wydaje mi się, że xero książeczki szczepień, xero badania od lekarza medycyny pracy i xero wyniku badania na nosicielstwo) i dadzą skierowanie na te ostatnie badanie żebyś nie musiała za nie płacić. A potem pozostaje Ci stawić się na oddział i przez 4 tygodnie być waflem pielęgniarek :P

      Usuń
  6. hehe,no cóż,zapowiada się bardzo obiecująco:P
    dzięki za odp

    OdpowiedzUsuń
  7. A na jakim oddziale, według Ciebie, najlepiej odbyć praktykę? Może masz informacje o warszawskich szpitalach, w których warto praktykować?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. trudno mi powiedziec. po pierwszym roku to i tak praktyki sa typu "przynies wynies pozamiataj". z tego co wiem, to chyba najczesciej wybieranym oddzialem jest chirurgiczny, ewentualnie chorob wewnetrznych. chyba te dwa maja najwiekszy sense. a o szpitalach to do wyboru do koloru. ale slyszalem pare dobrych zdan o Wimie.

      Usuń
    2. Jak sam się zgodzisz na stan 'przynieś, podaj, pozamiataj' to faktycznie tak I TYLKO TAK mogą wyglądać praktyki. Warto czasem starać się komuś wejść na głowę i na siłę prosić o możliwość wkłuwania, pomiaru glukozy i trywialnego (dla niektórych) mierzenia ciśnienia klasycznym aparatem.

      Ja osobiście na pewno odradzę po pierwszym roku praktyki na oddziałach dziecięcych i gin-poł.

      Usuń