27 listopada 2014

DETERIORATION OF THE FIGHT OR FLIGHT RESPONSE

Rany julek, jaki lamĘt! Nie dadzo spokoju człowiekowi! Co ja poradzę, że przyszedł w końcu czas na tych studiach, kiedy uczyć się trzeba?! Blog nie umarł, żyje, chociaż toczy bardzo spokojne życie. Dłużej odkładać kolejnego posta już nie można i mimo że grafik zapchany mam po pachy (czy coś takiego) to głowa ciążyła od wiadomości, którym upust dać musiałem.
Niby mówili, że 3. rok taki ciężki, że tak trudno, że to medycyna już prawie prawdziwa. I niby wierzyłem... ale na wszystko patrzę przez palce, póki na własne oczy nie zobaczę. Taki jestem. Ale rację mieli. Na pewno co do początku, że tak trudno, że tak ciężko, bo że "medycyna taka prawdziwa" to muszę sobie mocno wmawiać. Ale wszystko od początku.

Rok zaczął się spokojnie: miłość, pokój, jednorożce. I pediatria. Wyczekiwani 2 lata pacjenci w końcu na zajęciach się pojawili, a nie tylko slajdy, komórki, zeszyty i mikroskopy. Ale tyle z plusów pediatrii jak dla mnie - to, że w szpitalnym przedszkolu nie widzę dla siebie miejsca jakoś czułem od początku. Może ciekawe bloki z pediatrii jeszcze się pojawią, ale ja na fajerwerki nie liczę.

dezynfekcja po każdej pediatrii

Pacjenci jak szybko przyszli, tak szybko poszli i od drugiego tygodnia wróciliśmy do poczciwych slajdów i mikroskopów. Zaczęła się wielka mikrobiologia. 3 tygodnie bloku z przedmiotu, który do tej pory trwał prawie cały rok. Ciężko  było, oj ciężko. Pod koniec rzygałem już agarem, ale tyłek trzeba było spiąć, bo cel był szczytny - wolność od tego badziewia aż do marca, kiedy odbędą się pozostałe 2 tygodnie bloku.


Badziewiem to nazywam, bo uczenie się o bakteriach i wirusach przez 3 tygodnie dzień w dzień jest wyczerpujące. Ale przyznam, że przedmiot mi się podobał. Nawet sporo się nauczyłem i wydaje mi się, że to taka przedkliniczna dziedzina, która w klinice ma duże znaczenie. Bądź co bądź, zakażenia były, są i nic nie wskazuje na to, żeby zniknęły. Już po tygodniu zapomniałem pierdół na temat białek powierzchniowych czy wydziwaczonych czynników wirulencji, ale w głowie coś zostało. I oby ubywało jak najmniej do czerwca!

***

No i to tyle z ciekawych rzeczy na tym przetrudnym roku. Reszta to już prawdziwe badziewie... nudne parazyty (nie mam pojęcia, jak się tego nauczę na lutowy egzamin - no żadne cholerstwo mi tak opornie do głowy nie wchodziło jak to), blok z patomorfy, na którym gadają o tym samym co na prelekcjach co tydzień, czy medycyna katastrof. A od poniedziałku 2 tygodnie diagnostyki laboratoryjnej. I zajęcia na 11. Przez 2 tygodnie zajęcia na 11! Pobudka w końcu w dzień, a nie w środku nocy... tak niewiele potrzeba do szczęścia :)

O patomorfie muszę napisać, że nie jest tak źle jak myślałem. Podobają mi się nawet te rzeczy, o których uczymy się na lekcjach (chociaż do tej pory to jakiejś rewolucyjnie odkrywczej wiedzy nie zdobyłem, tylko powtórzono trochę cytosyfu i patofizjo), są czasami jakieś choroby, jak powstają i dlaczego, co się dzieje wtedy w organizmie, no fajnie. Jednak liczba godzin przyznana temu przedmiotowi jest za duża... albo źle rozdysponowana. Wykłady co tydzień i godzinne prelekcje - daję radę (no dobra, na wykłady nie chodzę, bo anatomia u pierwszego roku mnie bardziej kręci). Ale po co te 3 tygodnie bloku rano, na którym mówią o tym samym, z tą różnicą, że trzeba wstać rano no i słuchać zgadnijcie o czym... Tak, tak, martwice, neutrofile, nacieki zapalne, mikroskopy, slajdy. Cały ten cyrk w usypiająco gorącej sali.

***

Na drugim roku przyzwyczajałem się do tego, że więcej nauczyłbym się, gdybym czas, który spędzam na zajęciach, spędził nad książką. Te pamiętne beznadziejne seminaria z fizjo czy biochemii... Myślałem, że to ten przeklęty rok, że to jego wina. Niestety nie do końca. Wydaje mi się, że im dalej, tym bardziej trzeba starać się samemu, bo osób, które faktycznie czegoś nauczą, można policzyć na palcach jednej ręki.

Mój największy problem na trzecim roku - nie potrafię się przygotować do zajęć, czy choćby kolosów w taki sposób, żebym szedł na nie ze spokojną głową, czystym sumieniem, że powtórzyłem wszystko, a przynajmniej większość. Już dawno nie ma Adriana z I roku, który spinał tyłek przed każdym kolosem, że dostanie słabą ocenę. Oceny to oceny, fajnie mieć dobre, żeby wyhaczyć jakieś profity, jak stypendium czy coś takiego. Ale ważniejsze jest to, czego się nauczyło i co się zobaczyło. W tym roku ilość informacji, które zdobywam (zazwyczaj sam z książki) jest nieporównywalnie większa z pierwszym czy drugim rokiem, ale zawsze muszę poświęcić czas na naukę jednego, kosztem niedouczenia na coś innego, co chciałbym umieć. Nawet jak jest jakiś niewymagający blok, jak choćby patomorfa czy medycyna katastrof i myślę sobie wtedy: "w końcu nadrobię trochę farmy", bo zaległości narastają z tygodnia na tydzień, to oczywiście nie mogę tego zrobić, bo wciśnie się jakieś zaliczenie z rozpoznawania tego robactwa z parazytologii, kolos z patomorfy czy zaliczenie z psychologii. No i trzeba nad tym siąść, choćby jeden wieczór, bo czegoś się nie zda i będzie się ciągnęło i ciągnęło i rosło. Taka lawina. Traci się czas na takie pierdoły, nie mogąc robić tego, co się chce.
Na szczęście na razie na pierwszym etapie zakończyłem swoje wszystkie klasówki, ale ile w tym szczęścia, a ile faktycznej mądrości, to by można dużo mówić...

Taka sytuacja wzbudza sporą frustrację. Powiedzcie, czy nie zbudziłoby Waszej, jeśli wstajecie przed 6, żeby przyjechać w poniedziałek na pierwsze zajęcia z medycyny katastrof na 7.30 (słownie: siódma czydzieści), a zajęcia się nie odbywają, bo prowadzący ma jakieś inne zajęcia, z kimś innym, gdzieś indziej. Kolejnego dnia może i zajęcia są, ale taka wczesna pora jest dla mnie niemożliwa, żeby przez 2,5 godziny skupić uwagę na temacie, choćby nie wiem jak ciekawym. Podsypiam więc trochę, próbując znaleźć wygodną pozycję za plecami kolegów, lub otwieram książkę starając się doczytywać to, czego nie zdążyłem w domu, a że jestem zmęczony, to ani nic sensownego do mnie nie dotrze z książki, ani się nie wyśpię na niewygodnym krześle. I tak dzień w dzień...



Ale nie z samych frustracji i stresu szkoła się składa. Jest coś, co sprawia przyjemność. Byłem bardzo zdeterminowany, żeby dalej chodzić na anatomię w tym roku - i nawet się udaje, z mniejszą częstotliwością i nie zawsze na całe zajęcia, ale się pojawiam - a satysfakcję z tego mam bardzo dużą. A w samym kole też czuć oddech świeżości i duże chęci, żeby działać. Efekty tego, może będą widoczne w drugim semestrze.
Postanowiłem wprowadzić też regularność w chodzeniu na dyżury. Wczoraj byłem na pierwszym od długiego czasu. I chcę więcej. Po letnim obozie czuję dużo lepszą atmosferę na spotkaniach, jest z kim pogadać, z kim się pośmiać, większość się zna. Poza tym, można się sporo nauczyć i zbadać samemu pacjenta własnymi rękami, nie oglądać go na slajdach i dzielić tę przyjemność z połową grupy. A wydaje mi się, że ten rok, to najwyższa pora, żeby zacząć to robić.

***

Lubię kończyć na wesoło, więc na koniec kilka żarcików. Wszystkie czysta prawda, żadne ploty. Potwierdzone info :D

3 najważniejsze newsy tego roku zdobyte na zajęciach.
Farmakologia, pierwszy (i mój ostatni) wykład: "W ciele człowieka jest dużo receptorów."
Fakultet z alergologii: "Są receptory takie i śmakie."
Mikrobiologia: "U kobiet stosujących środki antykoncepcyjne w postaci spirali, zdarzały się zakażenia Prevotellą jamy ustnej... to znaczy miednicy mniejszej :P".

***

Stoimy ze znajomymi na przystanku:
ja: Zrobię jeszcze mema z J i wstawię do naszej prezentacji :)
J: Co, co o mnie gadacie?!
ja: A że zrobimy o Tobie prezentację...
J: Fajnie, może być!
ja: ... na medycynę katastrof :D
J: Ale śmieszne -_-
ja: Heheheheheheh 
***

W niewielkim miasteczku na północnej Lubelszczyźnie przychodzi kobieta ze swoją córką i jej uszkodzoną nogą (oczywiście córka i noga stanowiły integralną całość - tak drastycznie nie było) na Szpitalny Oddział Ratunkowy. Czekają dłuższy czas (3 godziny) na lekarza. W końcu przychodzi znajomy z twarzy ratownik razem z noszami, żeby zawieźć dziewczynkę na USG. Z uśmiechem pyta kobiety:
- Woli Pani ciągnąć czy pchać?
- Wolę pchać - odpowiedziała kobieta uśmiechając się od ucha do ucha.
Ratownik dopiero po chwili zrozumiał drugie dno swojego pytania, zaczerwienił się i wybuchł śmiechem, a że kobieta sama często żartowała w taki sposób, roześmiała się razem z nim. Córka na była na tyle mała, że dowcipu nie zrozumiała. Na szczęście dla jej młodego, nieskażonego mózgu :D
Tak to jest wesoło w szpitalu na dalekim wschodzie Polski :P

***



PS Nie marudzić, że nic nie piszę, bo mnie stresuje to. A anonimowy co napisał, że blog umarł to niech lepiej to odszczeka! Ja jeszcze żyję, więc blog też jeszcze trochę pożyje :P

52 komentarze:

  1. a jak farmakologia? tak źle jak głoszą plotki? i czy to prawda, że teraz cała farma jest na 3 roku?

    OdpowiedzUsuń
  2. zmienić tylko nazwy przedmiotów i masz opis 2 roku farmacji <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Klękajcie narody! Lament a nie lamęt.. W kwestii poprawnej polszczyzny zawsze możesz na mnie liczyć. : D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Błąd ortograficzny jest uzewnętrznieniem buntu przeciwko skostniałemu systemowi :P

      Usuń
    2. Gdyby się na tym etapie edukacji przeprowadzało dyktanda to to byłaby moja wymówka. Genialne.

      Usuń
    3. Niech Ci będzie. :)

      Usuń
  4. właśnie randomowo szperałam za blogiem o tematyce studiów medycznych, szukając motywacji do nauki biologii. nie zawiedź mnie! ^ ^"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli to co tu czytasz, cię motywuje to nie wiem co, by trzeba napisać, by cię zniechęcić ;). Dobra rada, jak masz możliwości to studiuj med za granicą, tutaj po studiach nie będziesz lekarzem ale czymś w rodzaju biologa medycznego.

      Usuń
    2. Tak, ciągle ta beznadziejna komórka...

      Usuń
  5. Hahah zagranicą owszem, ale na pewno nie na Ukrainie ^^ poziom żenujący

    OdpowiedzUsuń
  6. Czy mieliście też na drugim roku psychologię i genetykę i teraz jeszcze raz na trzecim, czy nam przesunęli je z trzeciego na drugi? dzięki za odpowiedź

    OdpowiedzUsuń
  7. znalazłem już w zakładce Plan....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no i wystarczy trochę poszukać. chyba byłoby bez sensu jakbyśmy mieli drugi raz ten sam przedmiot?

      Usuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. sorry za usunięcie komentarza, to był eksperyment "techniczny" :)

      Usuń
  9. Zapomniał dopisać:"do usłyszenia za pół roku"

    OdpowiedzUsuń
  10. Może jakiś nowy wpis ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze się łudzisz, że będzie pisał z taką częstotliwością jak na początku? Z moich obliczeń wynika, że następny post będzie zatytułowany "Graduation fakasssss, idę robić hajs!"
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  11. Ejjj!!! Ja to wszystko widzę! Ciężką naukę mam, a Wy zero empatii, tylko "kiedy post, kiedy post". Uczyć się, a nie w internecie siedzieć ^^ Jak napiszę, to będzie.
    PS A hajs to bym mógł juz teraz robić :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...w biedrze

      Usuń
    2. wolę auchan - mam pod nosem, firma zagraniczna to perspektywy większe

      Usuń
    3. Właśnie widzimy jak się uczysz. Masz powiadomienia jakieś, że wpadł nowy komentarz?

      Usuń
    4. To mój 6. zmysł: czujnik spamu na blogu :P

      Usuń
  12. No dobraaa.. ale kiedy nowy post?:p

    OdpowiedzUsuń
  13. Taylor Swift podobno zaczęła prace nad nową piosenką o pustkach na blogu. Weź się do roboty.

    OdpowiedzUsuń
  14. Trzeba uruchomić czujnik spamu:
    SPAM
    SPAM
    SPAM
    SPAM
    SPAM
    SPAM
    SPAM
    SPAM
    SPAM
    SPAM
    SPAM
    SPAM
    SPAM
    SPAM
    SPAM
    SPAM
    SPAM
    SPAM
    :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powtarzam-blog zdechł. Trzeba o nim po prostu zapomnieć.

      Usuń
    2. Ja Ci zaraz zdechne! Zero wyrozumiałości! Ja tu dziobie parazyty na poprawke a oni tylko N.A.R.Z.E.K.A.J.O
      W nastepnym tygodniu bedzie nowy post.

      Usuń
    3. Myślałem, że król nie ma poprawek.

      Usuń
  15. Super wpis..
    A z nauką sobie poradzisz... :D
    Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
  16. tydzien sie konczy a postu nie widac.:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...w zasadzie to już drugi tydzień się kończy. Blog został zapomniany przez samego autora. Zapowiadało się fajnie, tendencja spadkowa a teraz to już jest poziom ujemny, idźcie naprzód ludzie.

      Usuń
  17. Chyba, niestety, parazytologia nie poszła jak należy ........... i problem jest !

    OdpowiedzUsuń
  18. Niestety, ale zapał chyba już dawno wygasł, swoją drogą ciekawe czy do medycyny także. Mógłby przynajmniej uczciwie napisać, że kończy pisanie i tyle a nie zasłaniać się brakiem czasu. Pełno w sieci blogów, założonych przez podekscytowanych dostaniem się na medycynę maturzystów, które stopniowo umarły. Ten do nich chyba już się zalicza.

    OdpowiedzUsuń
  19. Bo medycyna nie taka piękna jak się wydawało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest piękna, ale niszcz życie, a raczej kradnie czas

      Usuń
    2. 'Piękny' to ostatni przymiotnik jaki bym medycynie nadał. Ciekawa (w pewnych obszarach) owszem, ale ciało człowieka jako podmiot medyczny poza renesansowymi szkicami nie odznacza się szczególną estetyką...
      No chyba, że chodzi o piękno poświęcenia i ratowania ludzkiego życia, ale wtedy to z miejsca polecam powrócić do tematu na późniejszych latach studiów.

      Usuń
    3. Nie wszystko co piękne musi być estetyczne czy idealne. Co do rzekomego piękna poświecenia czy ratowania ludzkiego życia nie wypowiem się, bo brak mi tych doświadczeń.

      Usuń
  20. Na pewno blog nie został zapomniany przez autora ;) Też czekam na nowy post, ale trzeba po prostu uzbroić się w cierpliwość. Co jak co, ale 3. rok to nie przelewki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biorąc pod uwagę, że na WUMie już zaczął się drugi semestr na nowy post bym nie liczyła

      Usuń
    2. Też myślę, że następny post będzie dopiero po drugim semestrze. Wkurzam się tylko jak tu wchodzę, bo nic nowego nie ma:/ to już nie jest ten sam zapał co na początku, czytałam zawsze z uśmiechem i motywacją.

      Usuń
  21. Moglby pisac. Smutno tak, jak sie sledzi kogos od pierwszego posta:(

    OdpowiedzUsuń
  22. Może by tak do głowy komuś przyszło, że to czasu nie mam za dużo, a nie zapału?! Przydałoby się ugryźć czasami w język.
    A nowy post zacząłem już pisać.

    OdpowiedzUsuń
  23. Tez czytalam i czytam ten blog zawsze z usmiechem i wyczekuje na posty, ale smieszy mnie takie przynaglanie. Ten blog jest stworzony przez Adriana i to on powinien tworzyc go jak chce i kiedy chce, a jesli sie nie pojawiaja posty to to jest nasz problem, nie Adriana. Mnie osobiscie takie narzekanie jeszcze bardziej by zniechecalo do robienia czego kolwiek ale ciesze sie ze jak narazie Adrian nie rezygnuje. A nie powiem oczekuje tych postow bardzo gdyz jestem na pierwszym roku na WUMie i bardzo mi pomagaja "przewidywac " co mnie czeka ;) keep calm

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest WUM tego nie ogarniesz. Pozdro z 2 roku

      Usuń
  24. histo nie ogarne, resztę próbuje :P

    OdpowiedzUsuń
  25. half life 3 wyjdzie szybciej niż nowy wpis na tym "blogu".

    OdpowiedzUsuń
  26. Zastanówcie się nad tym, co piszecie. Medycyna to bardzo wymagający kierunek. Ponadto dla Adriana bycie dobrym lekarzem to wielkie marzenie, więc to jasne, że studia będą dla niego sprawą pierwszorzędną.

    A ja tymczasem jestem czytelniczką od grudnia, i chciałam Ci bardzo podziękować. Jestem w pierwszej liceum i nakręciłeś mnie na studiowanie medycyny. Gratuluję nie tylko studiowania na WUMie, ale też samozaparcia i wytrwałości w dążeniu do celu. Bardzo mnie motywujesz. Powodzenia z nauką, wspieram duchowo :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Studia i nauka najważniejsze, ale bloga szkoda.

    OdpowiedzUsuń