06 kwietnia 2015

PUZZLE WITH A MISSING PIECE

HA! Zdziwiło Was, anonimowo narzekające cwaniaki! Już milion nekrologów wypisanych, rezygnacja w me usta po stokroć wkładana, a tu o! Tak znienacka!
Wiecie co, z jednej strony to słodkie, że się tak dopytujecie, ale z drugiej, czasami można się ugryźć w język (albo palce) i brak czasu uszanować. Ale co ja będę tu dyskutował... Cierpliwie czekający zostali nagrodzeni, a niecierpliwi cierpliwości powinni się nauczyć, jako że kolejne posty dużo częściej  pojawiać się nie będą. Ale od dawna Was z tym oswajałem, więc płakać nie ma co :P

***

W ciągu ostatnich kilku miesięcy (po zrobieniu szybkiej matematyki wychodzi ponad 4), były wzloty i upadki. W telegraficznym skrócie mogę napisać, że patomorfologia stała się przedmiotem, za którym nie przepadam BARDZO. Takim samym w dalszym ciągu były parazyty. W trakcie bloku pisałem, że nie mam pojęcia, jak się nauczę tego na egzamin. I miałem dobre przeczucie. Mój mózg szedł na spacer w momencie otwierania podręcznika i odmawiał przyjmowania jakichkolwiek porcji wiedzy. Poskutkowało tym, że w sesji awansowałem do drugiego etapu tego gówna. Ale na tym się na szczęście skończyło i dookoła zacząłem obwieszczać, że jak kiedyś wpadnie mi do głowy zostać jakimś ważniakiem na WUMie (ale musiałbym mieć jakiś udar, żeby się w to pchać), to część Anatomicum w której znajduje się Zakład Robaków zostanie wyburzony.
Wbrew początkowym myślom, farmakologia okazała się wcale nie taka zła. To znaczy, nauki oczywiście jest absolutny ogrom, ale ja dziwakiem jestem i do wpajania kolejnych nazw nieużywanych albo niezarejestrowanych preparatów podchodzę z większym zapałem niż do wszechobecnej patomorfologicznej martwicy i hiperchromatycznych jąder.

Po drodze była pierwsza prawdziwa medycyna, czyli interna. Tak jak czułem, nie porwała mnie za bardzo, chociaż to raczej wina oddziału. Bo interna sama w sobie jest ciekawa - proces diagnostyczny na podstawie rozmowy i dokładnego badania pacjenta jest niezwykle fascynujący. Idealna układanka, do której po kolei dokładamy kolejne elementy uzyskując pełny obraz. Problem pojawia się gdy podchodzimy do pacjenta, nic do siebie nie pasuje, w stetoskopie nie słyszymy tego co trzeba i diagnostyka sprowadza się do wykonania szeregu oznaczeń rozmaitych parametrów krwi czy moczu. Całe piękno znika i leczenie zamienia się w zgadywankę, wróżenie z fusów. Nie wspominając, że to wszystko może zająć maks. 10% czasu - tyle zostaje po spełnieniu biurokratycznego obowiązku wypełnienia papierologi, czyniąc z medycznego detektywa uwięzionego przy biurku urzędnika... Szkoda.


Odnosząc się do jednego z komentarzy, w którym ktoś napisał, że "medycyna nie taka piękna jak się wydawało" cóż... nie zgadzam się z tym stanowczo. Medycyna piękna jest. Patrząc nie tylko na jej rzemieślniczy aspekt, a studia traktując jak kuźnię lekarzy z powołaniem, nie zawodówkę. Jak jest faktycznie - Ci co studiują wiedzą bardzo dobrze, a Ci co studiować będą - niebawem się przekonają. WUM, podobnie jak inne uniwersytety (jak podejrzewam), to fabryka do produkcji maszynek rozwiązujących testy, które z leczeniem mają wspólnego tyle co ja z parazytologią. Nie ma się co oszukiwać. Punktuje się przeciętność, indywidualizm przycina do pasujących ram, a wszystkich ocenia jedną miarą. Przykro stwierdzić, że studia przeszkadzają w prawdziwej nauce. Uczą niepotrzebnego, zwracają uwagę na pierdoły, a przemilczają istotne kwestie. Nie chce się prowadzącym, a nieinspirowanym studentom nie chce się tym bardziej. Jednak to w żaden sposób nie przeczy temu, że medycyna piękna jest: studia to studia, a medycyna to medycyna (ot i mądrość). Trzymać się tego będę. Idyllę psuje tylko to, za co odpowiadają ograniczeni ludzie ustalający swoimi rozporządzeniami, ustawami, nowelizacjami jak wyglądać ma kształcenie, specjalizacja, praca. Wszystko. Punkt po punkcie. Jak w tym wszystkim nie stracić zapału jeszcze przed końcem studiów? Znaleźć swoje miejsce, poszukiwać go od pierwszego roku i robić to co się chce. Od drugiego roku to właśnie to co się dzieje po zajęciach sprawia mi największą przyjemność. W tamtym roku chodziłem na anatomię, w tym roku przez brak czasu w drugim semestrze musiałem trochę odpuścić (chociaż na pewno powrócę) i robię więcej dla siebie - załapałem się do neuro-pracy, z której mam dużo satysfakcji. A i korzyści nie tylko intelektualne z tego być może będą.


Nie ma co liczyć na fajerwerki. Nudne zajęcia, nudni asystenci (oczywiście poza nielicznymi wyjątkami). Tak tu jest, boom! Ale znajdźcie coś "swojego", na studiach i w życiu, a wtedy da się dużo znieść i dobrze bawić. To najważniejszy element układanki.

Mam nadzieję, że ta rada o znalezieniu czegoś swojego nie brzmi jak tandetne słowa jednego z życiowych coachów, bo do tego mi daleko. Napisałem po prostu to, co mi się wydaje za słuszne po spędzeniu tu prawie 3 lat. Jaki z tego będzie pożytek na przyszłość - czas bardzo szybko pokaże.  

PS Całym sercem polecam serial "Fargo". Po "House of Cards" jeden z lepszych, który wpadł w moje ręce.

50 komentarzy:

  1. Fajna ta Twoja niespodzianka ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Najlepsze dopiero przed Toba... Zarowno w tym pozytywnym jak i negatywnym wymiarze .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli cieszyć się i płakać jednoczesnie?

      Usuń
  3. tyle czekania i nic konkretnego...

    OdpowiedzUsuń
  4. Brak konkretów, w moim odczuciu, też na coś wskazuje. Wiesz, możliwe, że blogowanie jest trochę jak spotkanie ze znajomym. Dopóki widujecie się codziennie, opowiadacie sobie o każdym drobnym szczególe swojego życia. Spotykając się raz w tygodniu, dokonujecie selekcji najważniejszych, najbardziej ekscytujących faktów. Widując się raz w miesiącu, mówicie tylko o sprawach istotnych, bo streścić wszystkiego w ciągu kilku godzin zwyczajnie się nie da. Ale dziwnie robi się dopiero wtedy, kiedy wpadasz przez przypadek na niewidzianego od roku dawnego przyjaciela i zdajesz sobie sprawę, że tak naprawdę nie masz mu o czym powiedzieć. Tylko przełomowe sprawy wydają się warte wspomnienia.
    "Zrobiłem prawo jazdy."
    "Rozstałem się z Kaśką."
    "Mam nowe mieszkanie na Ochocie."
    Poza tym, nic nowego.
    Posty na blogu może i pojawiają się rzadko, ale milczenie Adriana wydaje mi się nad wyraz wymowne. To właśnie są studia; to właśnie "kierunek lekarski" - siłą rzeczy z czegoś musisz zrezygnować, pójść na kompromis, coś poświęcić. Prędzej czy później, jeśli traktujesz studia poważnie, musisz dokonać wyboru. Dla jednych to studia a blog. Dla innych to studia a rodzina, studia a praca, studia a wymarzona podróż. Z postów Adriana wyłania się obraz studiów wymagających poświęcenia, które jednak wynagrodzone jest ogromną satysfakcją. Trudnych, ale zdecydowanie tego poświęcenia wartych.
    Czy w życiu Autora przez te ostatnie cztery miesiące nic się nie wydarzyło? Nie sądzę. Być może przerwa między postami była zbyt długa, aby opisywać w szczegółach kolejne kolokwium, ale trudno kogokolwiek o to winić. W końcu do realiów uczelni kiedyś trzeba przywyknąć. Brak konkretów, jak już wspomniałam, dużo może nam powiedzieć. Także o tym, że po trzech latach nauka wciąż może sprawiać przyjemność, choć kontakt z wiedzą nie wywołuje już takich fajerwerków jak na początku. Nic nie jest już takie nowe i ekscytujące, ale zapał do nauki pozostaje. Jeśli kosztem częstotliwości pojawiania się notek na blogu - trudno. Przeżyjemy. I może właśnie dzięki temu przeżyją pacjenci Adriana. Kto wie, kiedy zdobywana przez tyle lat wiedza okaże się potrzebna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Adrian, nicponiu, nie chowaj się pod przykrywką Anonimowego...

      Usuń
    2. Niestety taki przebiegły nie jestem. Poza tym, chyba da się w tym wyczuć obcy styl :p Ale wnioski w wielu miejscach bardzo trafne.

      Usuń
  5. Narzekaja, ze nic ciekawego.. moim zdaniem, to co pisze Adrian jest przydatne, bo przyszly student, czy maturzysta, czy jakakolwiek osoba, ktora tu wpadnie, moze przeczytac, jak te studia wygladaja "od kuchni" i albo sie przygotowac na ciezka prace, albo zastanowic, czy to aby na pewno dobra droga.. Czasem chcialoby sie przeczytac wiecej, chcialoby sie wchodzic co tydzien i widziec nowy post, bo milo sie czyta Adriana, ale nalezy wybaczyc jak ma duzo nauki. :) oby zaowocowala w przyszlosci. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Chętnie poczytałabym więcej o Twojej neuro-pracy, może chodzisz na dyżury i stykasz się z ciekawymi przypadkami?
    Czekam na wakacyjny mini-poradnik dla obecnego drugiego roku, spoko wiedzieć co mnie czeka ^^ mam nadzieję, że się kieedyś pojawi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Praca jest raczej anatomiczna, niż kliniczna :)
      A poradnika niestety na pewno nie będzie.

      Usuń
    2. to smutne :(

      Usuń
  7. Pozdrowienia z Bialegostoku! :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. bez nabycia umiejętności badania z lekarza żaden-lekarz. wciąż jest mnóstwo lekarzy, którzy nigdy nic nie słyszą, często mało widzą i czują i nie rozpoznają podstawowych objawów. W pomocy doraźnej czy przychodni nie zrobisz rtg klp by rozpoznać zapalenie płuc, czy od razu echa by potwierdzić wadę serca. Polecam się do tego przyłożyć - choćby podczas praktyk.
    Trochę starszy lekarz,

    OdpowiedzUsuń
  9. i jak po sesji Adrian? Bardzo ciężko było? Jakieś ogólne wrażenia po 3 roku?

    OdpowiedzUsuń
  10. jak ciężka walka po 3 roku? na 2 było - walecznie, ehh WUM, pozdrowienia G.

    OdpowiedzUsuń
  11. Będzie coś jeszcze ?

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie wiem czy jeszcze odwiedzasz tego bloga, ale chciałem Ci bardzo mocno podziękować za to, że go stworzyłeś. Też mam na imię Adrian i idę w tym roku na 1wl. W jeden dzień przeczytałem całego bloga i dzięki temu wiem coś o tym jak mogą wyglądać te studia i jak się do nich przygotować. Nie spotkałem lepszego źródła informacji o tych studiach i życiu studenta WUM niż Twój blog. Jeszcze raz wielkie dzięki i powodzenia ;D .

    Ps. Może jeszcze kiedyś dodasz coś tutaj ;) pozdrawiam Adrian

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od tamtej pory kilka rzeczy się zmieniło, więc możesz być zaskoczony, ale część rzeczy na pewno się przyda. Pozdrawiam

      Usuń
    2. Co Twoim zdaniem się najbardziej zmieniło od tamtego czasu ?

      Usuń
    3. Zmieniła się trochę organizacja niektórych przedmiotów (np. wejściówki na anatomii), niektóre przedmioty z kolejnych lat przerzucono na 1. rok, niektóre z 1. na kolejne.

      Usuń
    4. Raczej oceniasz te zmiany na plus czy bardziej utrudnienie studiów (np. jeżeli chodzi o wejściówki z anaty) ?

      Usuń
    5. o to trzeba juz spytać młodszych :)

      Usuń
    6. Tak też zrobię :) jeszcze raz wielkie dzięki napisz coś czasem dla potomnych będzie :P

      Usuń
  13. Od kilku dni czytam Twojego bloga i już znalazłam wiele potrzebnych porad, za co dziękuję. Zaczynam w tym roku lekarski na WUMie.
    przygodazmedycyna.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Ciekawe czy autor tu jeszcze zagląda ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zagląda, tylko pomysłu mu trochę brakuje :P

      Usuń
    2. To może napisz coś więcej o tej swojej neuro-pracy. Myślę, że wiele osób jest ciekawych szczegółów.

      Usuń
    3. Ci co byli na WIMCu wiedzą, a pozostałych musi zżerać ciekawość :P

      Usuń
  15. Może ktoś z I wydziału mógłby napisać kilka zdań o 3 roku, czy rzeczywiście jest taki ciężki? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niezależnie od wydziału jest ciężko. Mogę to skopiować kilka razy, żeby było kilka zdań. :P

      Usuń
    2. Są wejściówki?

      Usuń
  16. czekamy na dalsze wpisy...a przy okazji życzę weny i motywacji :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Proszę o pomoc starszych i mądrzejszych :) Jaką książkę do farmakologii wybrać? Katzung, Mutschler, Korbut?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mutschler, a w ogóle najlepszy Goodman serio, bo wszystko jest logicznie wytłumaczone.

      A najlepiej byłoby pójść do biblioteki, wziąć Katzunga, Mutschlera, Goodmana i inne podręczniki, które Cię interesują, otworzyć na tym samym temacie np. Aminoglikozydy i przeczytać kilka fragmentów, żeby zobaczyć co do Ciebie przemawia najlepiej.

      Usuń
    2. Dzięki :) Orientujesz się może czy są większe różnice między 2 i 3 wydaniem Mutschlera?

      Usuń
    3. Niestety nie :( Ale jeżeli martwisz się ewentualnymi brakami np. jeżeli chodzi o nowe leki to z pewnością na seminariach/wykładach je dopowiedzą. Osobiście w tym roku kupiłam Mutschlera wyd. II (a sprzedałam Katzunga, który mi kompletnie nie pasował) wychodząc właśnie z takiego założenia.

      Usuń
    4. Dzięki! :) A orientujesz się, na które wykłady warto chodzić?

      Usuń
  18. Mam nadzieję, że "zabawa w doktora" przybierze formę czegoś w rodzaju pamiętnika, dziennika czy generalnie czegoś, czym będę mógł się kiedyś pochwalić... Relacja z moich zmagań z tajnikami ludzkiego ciała. Mam też nadzieję, że wytrwam w tym do końca (to aż 6 lat!) i będzie to przyjemne doświadczenie-to był Twój pierwszy post.
    Bo piszesz nie tylko dla niecierpliwych czytelników. Pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Adrian, gdzie Ty się podziewasz? :D

    OdpowiedzUsuń
  20. Odpowiedzi
    1. łącze się w bulu i nadzieij [*]

      Usuń
  21. Panie, dawaj Pan tego posta.

    OdpowiedzUsuń
  22. jedyny post z 2015 roku musiał być chyba oddechem agonalnym...

    OdpowiedzUsuń
  23. Czekamy na kolejny post :) Mam nadzieję, że zdecydujesz się wrócić do pisania.

    OdpowiedzUsuń
  24. Blog umarł śmiercią naturalną.

    OdpowiedzUsuń
  25. Walić nowe posty, niech chociaż powie co się stało.

    OdpowiedzUsuń
  26. Może czeka aż będzie więcej komentarzy niż pod poprzednim postem :V

    OdpowiedzUsuń
  27. Z nowych seriali ten może Ci się spodobać - Mindhunter

    OdpowiedzUsuń